• facebook
  • rss
  • 365 dni na polu walki

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 21/2016

    dodane 19.05.2016 00:00

    Mężczyzna na modlitwie. Wiele kobiet – matek, żon, sióstr i córek – wzrusza się na ten widok, podobnie jak te, które patrzyły na swoich wojaków.

    Na ich stronie największymi literami są wypisane hasła: relacja z Bogiem i walka, potem trochę mniejszymi: odwaga, Kościół, wytrwałość i przygoda, wreszcie ojcostwo, sport, wola czy wierność.

    Kościelne zniewieścienie

    – Ale jest też czystość, kobieta, patriotyzm, małżeństwo, samotność, słabość, czy wolność – zaznacza Mirek Socha. Ma 51 lat, znają go w Ruchu Światło–Życie, znają i w Odnowie. Wiara jest dla niego przygodą i wyzwaniem, jest zaproszeniem do „więcej”, na które odpowiada się zgodnie z wolą Boga. – A ta jest komunikowana bardzo różnie – zaczyna. – Sięgnąłem po „Gościa Niedzielnego”. Jak zwykle od dłuższego czasu to lektura obowiązkowa, od deski do deski. No i czytam, że widok faceta z różańcem w ręku, na kolanach, niekoniecznie musi być oznaką dewocji czy zniewieścienia – uśmiecha się i opowiada o wizji Kościoła „męskokatolickiego”, który byłby przeciwwagą dla obowiązującego w Polsce modelu „żeńskokatolickiego”. – Kościół miękki, z falbankami, koronkami i zapachem lilii, mężuś grający grzecznego mięczaka – ilustruje. – To nie jest Kościół, w którym facet czuje się dobrze. Tym bardziej dzisiaj, gdy nie mamy innych przestrzeni, w których możemy budować swoją tożsamość i realizować swoje powołanie: mężczyzny, wojownika, zdobywcy i katolika w jednym – wylicza. Dokończył czytać „Alana w piekle” i stracił „święty spokój”. Wizja faceta z różańcem w ręku, na kolanach zaczęła za nim chodzić, drażnić i prowokować. Nie chciał tego lekceważyć czy odrzucać. Uległ wreszcie. – Zostało w głowie hasło: pluton św. Józefa – wspomina i śmieje się, bo niczego takiego nie ma.

    Poproś, a otrzymasz

    Są za to Męskie Plutony Różańca. – To modlitewna część wspólnoty Lew Judy – wyjaśnia Mirek, założyciel pierwszego w diecezji plutonu (teraz są trzy), i wylicza zasady grupy: modlitwa i post – to ich broń. Czują się żołnierzami, dlatego nomenklatura wojskowa tłumaczy wiele. Walczą codziennie za pomocą Różańca, każdy z nich jedną dziesiątką, pluton odmawia więc 20 tajemnic każdego dnia, bo tylu ma ich być – dwudziestu. – Codzienne manewry kończymy modlitwą do św. Michała Archanioła i wezwaniem do patronów plutonu, całej armii i na koniec zawołanie: „Prowadź nas, Panie, drogą prawdy, honoru, pokory i męstwa. Amen”. Każdy z nas zobowiązany jest pościć przez jeden dzień w miesiącu. Żołnierz sam wybiera formę i dzień własnego postu. Postu plutonowego nie można włożyć w ramy zwyczajowego postu nakazanego przez Kościół np. w piątki czy Środę Popielcową, powinien to być dodatkowy post – tłumaczy Mirek. O co im chodzi? O to, by Bóg budził serca mężczyzn do życia pełnią – to główna intencja modlitwy, ale są też inne. Modlą się dwójkami: każdemu jest przydzielony przez dowódcę drugi, by się nawzajem wspierać pamięcią. –  Poza tym każdy dzień tygodnia to również inna intencja szczególna. W poniedziałek powierzamy wspólnotę Lew Judy, wszystkie Męskie Plutony i Drużyny Różańca, kadetów Męskich Plutonów Różańca, wszystkie męskie grupy i wspólnoty na całym świecie; we wtorek naszą ojczyznę i sprawujących władzę; w środę wszystkie rodziny; w czwartek osoby konsekrowane, prosimy o nowe powołania i o jedność chrześcijan; w piątek wszystkich cierpiących, najsłabszych, nienarodzone dzieci, ofiary wojny, prześladowanych chrześcijan, więźniów, niewierzących; w sobotę wszystkie kobiety a w niedzielę papieża i cały Kościół – wylicza. Dużo tego – pomyśli ktoś.

    Co z tym zrobić?

    – Ale to nie wszystko, bo do tego dołączamy również prośby o modlitwę przekazane nam osobiście czy za pomocą różnego rodzaju komunikatorów – mówi Janusz Górajewski, 54-latek z różańcem na szyi (bo wtedy czuje się bezpiecznie – pod bronią). – Na naszej liście mamy wielu chorych, uzależnionych, zniewolonych, bezpłodnych, bezrobotnych. Walczymy o nich i za nich aż do skutku – zapewnia. O niego samego też pewnie ktoś walczył. Przyznaje się, że jest alkoholikiem i jeszcze kilka lat temu, gdyby mu ktoś powiedział, że będzie codziennie modlił się różańcem – wyśmiałby go, to pewne. Bo czego można spodziewać się po letnim, od wielkiego dzwonu, katoliku? – Zacząłem pić w wojsku, potem było już coraz łatwiej, czyli coraz bardziej beznadziejnie – wspomina. – Dwa i pół roku temu wylądowałem w szpitalu, moje serce nie wytrzymało trybu picia. Tam na szafce leżały książeczka i różaniec… dostałem je od przyjaciółki. Cepeliada, pomyślałem z pogardą, zresztą bladego pojęcia nie miałem, jak się tym posługiwać – mówi szczerze. Gdy zaczął trzeźwienie, zrozumiał swoją bezsilność. Któregoś dnia wszedł do pustego kościoła, uznał się za rozłożonego na łopatki i poprosił, by Bóg zabrał jego problem. – Albo lepiej, żeby wziął mnie sobie. Tak dostałem powołanie, wezwanie do stawienia się tutaj, w tym plutonie – kończy.

    Duchowy poligon

    Jurek Aduszkiewicz (48 lat) też był w wojsku. Tam się w nim zaczęła wiara, a nie destrukcja, jak u Janusza. – Kiedyś znalazłem w śmieciach obrazek MB Częstochowskiej. Nie potrafiłem go zniszczyć. Zabrałem. Wtedy też moja rodzona siostra zaczęła się modlić i wymodliła… moje nawrócenie. Byłem bardzo zaangażowany. Po ślubie jednak coraz mocniej pochłaniały mnie inne sprawy – małżeństwo, dzieci. Trwało to do 8 grudnia 2015 r. Wtedy usłyszałem, jak Maryja zaprasza mnie do ołtarza. Dosłownie. Wstałem więc i poszedłem. Po latach znowu założyłem albę, zacząłem służyć. Gdy zobaczył mnie Jasiu Papaj, szafarz Komunii św., ale też jeden z różańcowych żołnierzy, zapytał, czy muszę być pacyfistą – uśmiecha się. Dzisiaj jest wciąż na początku drogi w armii Pana. Ćwiczenia na duchowym poligonie intrygują go, pociąga go braterstwo. – Mam pragnienie wyrwania się z marazmu, chcę więcej, żeby móc ewangelizować tak na serio – zdradza. – O to właśnie chodzi – wtrąca Mirek. – Odkryć do końca swoją wartość i godność i nie dać sobie tego odebrać przez lęk, bierność czy ignorancję – to po pierwsze, a po drugie tylko w otwartości na Boga i ludzi mamy szansę zwyciężać. Czas samotnych strzelców to przeszłość, dzisiaj potrzebujemy drużyny – przekonuje i już ma zbierać się do wyjścia, gdy jeszcze dorzuca. – Wędrujemy z Bogiem do pełni męskości. Nasza misja to wzmacnianie fizyczne, psychiczne, a przede wszystkim duchowe mężczyzn z naszej wspólnoty i wszystkich innych. Po co? Żebyśmy przez naszą męskość zbliżali się do Boga, służyli innym ludziom, poznali i przezwyciężyli samych siebie i panując nad sobą, wolni żyli pełnią serca – deklaruje. Dzięki takim jak oni kobiety, dzieci i Kościół, dla których żyją, mogą na nich liczyć i doświadczać prawdziwej miłości. – Pragnieniem naszych męskich serc jest dojść do królestwa, które Jezus nam obiecał, dojść tam, jednak nie w pojedynkę, ale razem z tymi, których nam powierzył. To już naprawdę ostatnie wyznanie. Mirek, Janusz i Jurek wychodzą, z różańcami w ręku, żeby walczyć o miłość. Na kolanach.

    Zrób to sam

    Jeśli chciałbyś zorganizować Męski Pluton Różańca u siebie, napisz mejla do Kwatery Głównej Plutonów w Toruniu: plutony@lewjudy.info. W temacie wpisz „Męskie Plutony Różańca w… (nazwa miejscowości)”. Jeśli chcesz dołączyć do plutonu w Twojej miejscowości, napisz do jego dowódcy. Jeśli mieszkasz z dala od któregoś z plutonów i nie rozpoznajesz powołania, by utworzyć nowy oddział, dołącz do plutonu internetowego.

    Co ja z tego mam?

    Remigiusz Biernacki, 51 lat – Należę do armii Pana, w której On jest Królem. To wielkie emocje. Dzięki tej bliskości łatwiej mi Go słuchać, Jego rozkazów – ale też łatwiej mi to, co usłyszę, wypełniać. Pod takim Dowódcą mogę tylko wygrać wojnę o życie, choć czasami przegrywam swoje prywatne bitwy. Stefan Kunert, 69 lat – Przez całe życie nigdy nie należałem do żadnej wspólnoty. Nie byłem też aktywny społecznie. Tylko praca i dom. Moja żona przeciwnie, jest w wielu. Kiedy Jasiu Papaj zaproponował mi Pluton Różańca, pomyślałem, że to może ostatnia szansa. Zaryzykowałem – nie żałuję. Mam z tego wielką radość. Edward Kaczmarczyk, 58 lat – Jestem tu z natchnienia Bożego. To pewne. Od czasu do czasu Pan chce ode mnie czegoś więcej. Tak jak teraz. Ja jednak zawsze jeszcze więcej otrzymuję. Zawsze. Tutaj wspólnotę wiary, wartości, wsparcie duchowe, nawet po śmierci, bo takie są nasze reguły. Eugeniusz Łabęcki, 76 lat – Zawsze modliłem się o to, żeby Bóg mógł się mną posługiwać w tym, co się Jemu podoba. Pluton Różańca to świetna okazja, żeby dać Mu szansę. Cieszy mnie to, że moja modlitwa może tak konkretnie przydać się dla zbawienia świata.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół