• facebook
  • rss
  • Żywią i bronią

    Mirosław Jarosz

    |

    Gość Świdnicki 22/2016

    dodane 26.05.2016 00:00

    Marian Dembiński mówi o ziemi, karykaturze rolnika i „faszystach” na ulicach.

    Mirosław Jarosz: Kiedy 35 lat temu budował Pan struktury rolniczej „Solidarności”, jakie problemy was jednoczyły?

    Marian Dembiński: To był czas, kiedy walczyliśmy o wolność, niepodległość. Czekaliśmy na zarejestrowanie wolnych związków zawodowych, nie tylko rolniczych. Władza bardzo się tego bała. Jako „Solidarność” Rolników Indywidualnych mieliśmy ok. 20 postulatów. Dotyczyły przede wszystkim praw własności. Chcieliśmy dostępu do ziemi oraz by oddano rolnikom ziemię, którą im zabrano. Chcieliśmy dostępu do maszyn rolniczych i właściwie do wszelkiego sprzętu. Dziś może to wydaje się dziwne, ale w tamtych czasach nie można było dostać przydziału na ciągnik. Duże maszyny miały jedynie PGR-y i spółdzielnie. W komunizmie nie można było mieć prywatnej własności, wiec robiono wszystko, by rolników indywidualnych zniszczyć. Walka z tym systemem nas jednoczyła. Stanowiliśmy potężną siłę. Dziś na terenie byłego województwa wałbrzyskiego jest nas ok. 600. Niektórzy mówią, że to dużo. Wtedy było nas 20 tys. Dziś jest nas mniej nie dlatego, że „Solidarność” jest mniej popularna, tylko dlatego, że rolników nie ma.

    Przez 35 lat w Polsce wiele się zmieniło, a u was? Nadal walczycie o ziemię.

    Jest większa wolność. Kiedy protestujemy na ulicach, raczej nie zamyka się nas do więzień. Jest większy dostęp do maszyn i sprzętu. Ale ziemi nadal nam brakuje. Wielu z nas ma zaledwie po kilka czy kilkanaście hektarów. Tymczasem żeby utrzymać rodzinę i mieć zysk na rozwój, trzeba uprawiać co najmniej kilkadziesiąt hektarów. Młodzi odchodzą ze wsi, bo nie widzą szansy na przyszłość.

    To do kogo należą te tysiące hektarów wokół nas?

    Po 1989 r., kiedy nadeszły zmiany ustrojowe i likwidowano PGR-y oraz spółdzielnie, teoretycznie każdy mógł wydzierżawić tyle ziemi, ile chciał. Tylko że, jak powiedziałem na początku, nikt z nas nie miał sprzętu. Rolnicy myślą po gospodarsku. Nie brali więcej ziemi, niż byli w stanie obrobić. Kiedy po kilku latach dorobili się swojego sprzętu, okazało się, że wolnej ziemi już nie ma. Osoby związane z poprzednią władzą i dysponujące kapitałem przejęły sprzęt w PGR-ach, a tym samym mogły wydzierżawić tysiące hektarów. Niestety, umowy często zostały zawarte na kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt lat. Sytuacja taka trwa do dziś. Dla przykładu w powiecie świdnickim dwa podmioty mają prawie połowę ziemi. Wszyscy inni muszą się zadowolić tym, co zostało.

    Przeciętny człowiek nic nie wie o tych problemach, a telewizja głupawymi serialami buduje karykaturę rolnika. To chyba przykre?

    Ten fałszywy obraz polskiej wsi w naszym społeczeństwie jest na rękę tym, którzy czerpią profity z obecnej sytuacji. Poza tym od zawsze wieś jest ostoją patriotyzmu, tradycji, kultury narodowej. To również wielu osobom się nie podoba, więc dbają, by wieś była słaba. Pokazuje się rolnika jako pazernego cwaniaka. Kiedy tydzień temu z okazji 35. rocznicy powstania związku szliśmy ulicami Warszawy, skandując „Bóg, Honor, Ojczyzna!”, niektórzy przechodnie pytali, czy to nie jacyś faszyści. Tak ludziom namieszano w głowach. Kiedy protestowaliśmy w sprawie sprzedaży polskiej ziemi, podchodzili do nas ludzie i mówili: „Macie piękne maszyny, dopłaty, dlaczego protestujecie?”. Nie wiedzą, że maszyny są na kredyt, który musimy mieć z czego spłacać. Zaś dopłaty, na marginesie niższe niż te, które dostają rolnicy w zachodniej Europie, są duże, jeżeli ma się dużo ziemi. My jej wiele nie mamy.

    Kiedy protestowaliście w sprawie sprzedaży polskiej ziemi obcokrajowcom, zarzucano wam, że to sprzeczne z podstawową regułą Unii – równością praw.

    Ta reguła to tylko teoria. Możliwości nabywcze polskiego i niemieckiego rolnika są nieporównywalne, wiec nie możemy mówić o równości. Tym bardziej że tamtejsi rolnicy przy zakupie ziemi otrzymują wsparcie państwa i banków. Nasi nie. Poza tym nie chodzi o pojedynczych rolników, ale jak wcześniej wspomniałem o podmioty, które dysponują areałami liczonymi w tysiącach hektarów. To są najbardziej łakome kąski. Jest taka zasada: kto jest właścicielem ziemi, ten dyktuje warunki. Nie możemy dopuścić do sytuacji, jaka była pod zaborami, kiedy będąc u siebie, nie mieliśmy własności. Jeszcze nie tak dawno nasi dziadkowie, jak w powstaniu warszawskim, oddawali życie za każdy metr polskiej ziemi. Kiedy dziś mamy zamiar sprzedawać za bezcen tysiące hektarów naszej ziemi, warto się zastanowić, dlaczego nasi przodkowie byli w stanie oddać za nią życie. Rolnik zawsze żywił i bronił. Dziś też staramy się bronić. Nie stawiamy jak dawniej kos na sztorc, ale wyjeżdżamy ciągnikami na ulice. Cieszę się, bo nasze protesty częściowo poskutkowały i na razie zawieszono możliwość wykupu przez obcokrajowców ziemi. Mam nadzieję, że z biegiem czasu to nasi rolnicy będą w końcu mogli na niej gospodarować i godnie żyć.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół