• facebook
  • rss
  • Wiem, że ona mnie kocha

    Mirosław Jarosz

    |

    Gość Świdnicki 24/2016

    dodane 09.06.2016 00:00

    Kiedy wiemy,
że od dziecka nigdy nie usłyszymy żadnego słowa, trudno poświęcić mu swe życie. A jednak warto.

    Misją Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej jest pomoc i opieka nad będącymi w potrzebie kobietami i ich dziećmi. Od 150 lat chronią przed demoralizacją dziewczęta i młode kobiety, pomagają im zdobyć kwalifikacje zawodowe, by mogły sobie poradzić w samodzielnym życiu. Od 50 lat zajmują się też działalnością opiekuńczą, leczniczą i oświatową w Piszkowicach pod Kłodzkiem. Opiekują się tam dziećmi niepełnosprawnymi, przewlekle chorymi i upośledzonymi umysłowo, prowadząc Ośrodek Rewalidacyjno-Wychowawczy, który zapewnia stałą opiekę oświatową dla dzieci z Zakładu Leczniczo Opiekuńczego. Kontakt z tymi dziećmi każdego wrażliwego człowieka dotyka do głębi. Skłania do refleksji nad sensem życia, sensem bycia człowiekiem. 


    Pytania
o człowieka


    Siostra Paula Wabiszczewicz, dyrektor ośrodka w Miszkowicach, absolutnie nie mówi o wielkim trudzie i wysiłku, jakiego wymaga opieka nad ciężko chorymi dziećmi. Podkreśla to, co dobre. – Nasza praca jest piękna i daje dużo satysfakcji – wyjaśnia. – Jest trudna, bo z tak chorymi dziećmi trudno cokolwiek przygotować. Tylko kilkoro dzieci jest jako tako sprawnych. Reszta ma głębokie upośledzenia. Jednak cały nasz zespół bardzo kocha te dzieci i poświęca im wiele czasu. Trudno nawet traktować to jako pracę. Tutaj trzeba mieć pasję życiową. Jeżeli ktoś tego nie ma, długo tu nie wytrzyma.
Dzień Dziecka to zawsze niezwykle ważne święto dla dzieci z Piszkowic. Siostry i pracownicy organizują wtedy dla podopiecznych i wszystkich przyjaciół domu wyjątkowy spektakl. Grają w nim niepełnosprawne dzieci, ich nauczyciele i opiekunowie w systemie „jeden do jednego”. Niepełnosprawność dzieci jest zazwyczaj tak duża, że grają one role na rękach swoich opiekunów, wspólnie wypowiadając kwestie lub jedynie będąc w ich ramionach na scenie. Tym razem przedstawiły znaną wszystkim bajkę „Kopciuszek”, ale w zaskakującej, współczesnej aranżacji, i z rozmachem. Były plenerowe dekoracje i specjalnie uszyte
stroje. – Tak naprawdę to przy-
gotowania do przedstawienia zawsze trwają kilka miesięcy, bo nasze dzieci potrzebują wielu tygodni codziennych ćwiczeń, by zapamiętać kilka zdań bądź gestów – wyjaśnia Henryka Szczepanowska, która od lat pomaga w ośrodku. – Tym niezwykłym, wzruszającym spektaklem chcemy podziękować za wsparcie wszystkim, którzy codziennie o nas
się troszczą, finansują nas i opiekują się nami, ale też pokazać, że praca z dzieckiem niepełnosprawnym, często śmiertelnie chorym, wcześnie umierającym może być dla nas radością. Dlatego z dumą chcemy się pochwalić, jak wiele może osiągnąć dziecko objęte wczesną pomocą, leczeniem i opieką pedagogiczną.


    Mamo,
to dla ciebie!


    Tak duże przedstawienia przygotowywane są zazwyczaj dwa razy w roku – na Boże Narodzenie i na Dzień Dziecka. To drugie, tak jak było w tym roku, połączone jest z Dniem Matki. Choć dzieci nie są w stanie powiedzieć „Kocham cię”, łzy z oczu mam obecnych na przedstawieniu lały się strumieniami. – Kiedy człowiek dowiaduje się, że dziecko jest chore, cały świat mu się wali – mówi Izabela Dużyńska, mama 15-letniej Mai. – To trzeba przeżyć, przepłakać, przegryźć i podnieść się. Powiedzieć sobie: dam radę i dam temu dziecku tyle miłości, ile mogę. To wszystko jest bardzo trudne. Ja do tej pory się z tym oswajam, choć Maja skończyła już 15 lat. Opieka nad takim dzieckiem wymaga wyrzeczeń. Człowiek nie ma swojego życia, cały czas uczymy się siebie nawzajem. Wiem tylko, że ona bardzo mnie kocha, choć nigdy nie będzie mi tego mogła powiedzieć. I ja ją kocham. To jest dla nas najważniejsze. 


    Zawsze warto


    Biorąc pod uwagę, jak wielkim wyzwaniem dla rodziny jest opieka nad dzieckiem niepełnosprawnym, misja wspierania rozwoju i wychowania tych dzieci jest niezwykle cenna. Im wcześniej rozpoczyna się opiekę specjalistyczną, tym większe są perspektywy na prawidłowy rozwój dziecka. Z doświadczeń ośrodka wynika, że nawet w sytuacji dramatycznie niekorzystnego rokowania dla dziecka regularna i ustawiczna praca rewalidacjna przynosi zaskakująco dobre efekty. – Nigdy nie można przekreślić szansy dziecka na lepsze życie – przekonuje Henryka Szczepanowska. Jej zdaniem istnienie takich ośrodków ma też ogromne znaczenie dla dobrej kondycji rodziny. Przecież sprawowanie 24-godzinnej opieki nad dzieckiem chorym, życie latami na „baczność”, z poczuciem zagrożenia życia i zdrowia dziecka jest niewyobrażalnie trudne. – Dzienny pobyt dziecka w ośrodku rewalidacyjnym z możliwością codziennego dojazdu do domu daje szansę rodzicom do sprawowania stabilnej opieki nad innymi dziećmi w rodzinie, ale też do podjęcia pracy zarobkowej czy choćby chwili odpo-
czynku i zajęcia się domem. To wielka szansa dzieci na lepsze życie – tłumaczy Henryka Szczepanowska. 


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół