• facebook
  • rss
  • Jednego potrzeba

    dodane 16.06.2016 00:00

    O papieżu z Argentyny, polskim urlopie i latynoamerykańskich klimatach mówi ks. Eugeniusz Milewicz, misjonarz.

    Ks. Roman Tomaszczuk: Ma Ksiądz wciąż dwie ojczyzny, czy może Argentyna stała się tą jedyną? ks. Eugeniusz Milewicz: Czytając książki Tony Halika o życiu Indian w amazońskiej dżungli, myślałem najpierw o Brazylii. Gdy jednak pojechałem na roczny kurs do Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie, okazało się, że Brazylia robi Polakom problemy z wizami, natomiast Argentyna otwiera szeroko drzwi na swoich granicach, szczególnie dla katolickich misjonarzy.

    List z zaproszeniem od miejscowego biskupa Jorge Gottau, dziś kandydata na ołtarze, skłonił mnie do zmiany decyzji. Myślę, że Duch Święty brał w tym też udział. Powoli, bo z biegiem lat, ten kraj, ludzie, kultura nabierają dla mnie coraz większej wartości. Przed laty byłem przekonany, że jadąc na misje będę ludzi uczyć tego, co wyniosłem z Polski, z rodzimej wiary i kultury. Dziś mogę stwierdzić, że stałem się tu uczniem, który jeszcze wiele ma do zrozumienia. W tym kontekście Argentyna jest dla mnie też ojczyzną, którą kocham, szanuję i pragnę jej rozwoju. Moi parafianie zawsze będą powtarzać: nasz proboszcz jest Polakiem, a ja jestem dumny ze słowa: „nasz”. Papież z Argentyny – to chyba napawa tamtych katolików dumą? Pewnego wieczoru w seminarium duchownym we Wrocławiu ciszę czytania duchownego przerwały niekończące się dzwonki i krzyki. Był to moment, gdy dowiedzieliśmy się o wyborze na papieża naszego rodaka kardynała Wojtyły. Kilka minut później w seminaryjnej kaplicy rozbrzmiewał głośno hymn: „Ciebie Boga wysławiamy”. Entuzjazm był tak wielki, że prawie pękały szyby kaplicznych okien. Ten wybór dziś nie należy tylko do historii, to rzeczywistość, która nadal kształtuje i wpływa na losy wszystkich Polaków. Argentyńczycy są podobni do Polaków w swoich odczuciach i zachowaniu. Cieszą się i chlubią „swoim” Franciszkiem. Może nigdy nie przeczytają jego encyklik, ale jego zdjęcie wisi na honorowym miejscu w każdym domu i nikt nie ma prawa o nim źle mówić. Gdy zna się mentalność południowoamerykańską, łatwiej zrozumieć Franciszka? Papież Franciszek wyrósł na argentyńskiej ziemi. Prawie całe swe kapłańskie życie spędził w Buenos Aires. Jest to bardzo ciekawe miasto, w którym splatają się i koegzystują różne skrajności. Najbardziej widoczne są bogactwo i skrajna nędza. Można podziwiać przepiękne budowle świeckie albo kościelne i przyzwyczaić się do biedaków, którzy przy nich śpią na rozłożonych papierach i szmatach. Często smród i wszy są ich jedynymi towarzyszami. A przecież to też dzieci Boże. Takich ludzi można spotkać nie tylko w Argentynie. Wielu ludzi dostrzega tę rzeczywistość swoimi oczyma, ale mało jest tych, którzy otwierają swoje serca. Papież Franciszek chce nas leczyć z duchowej ślepoty i przykładem swojego życia zaprosić do urzeczywistniania słów Chrystusa: „Byłem głodny, a daliście mi jeść, byłem bezdomny, a przyjęliście mnie”. Gdy patrzy się na nasz Kościół, szczególnie diecezjalny, z takiej odległości – jak się go widzi? Nie tylko oficjalny kontakt jest ważny. Na terenie tych diecezji pracują moi kursowi koledzy. Ciekawi mnie, jak pracują, jakie akcje duszpasterskie przeprowadzają. Od nich można się wiele dowiedzieć i nauczyć. Struktury diecezjalne są na całym świecie podobne. Styl pracy nie jest taki sam. Historia chrześcijaństwa w Polsce jest dwukrotnie starsza niż w Ameryce Południowej. Życie sakramentalne większości Polaków jest faktem, do którego nie trzeba zbytnio przekonywać. To ludzie przychodzą do księdza i proszą o posługę duszpasterską. Latynosi są z natury ludźmi wierzącymi. Tu nie ma ateistów. Jednak opuszczenia Mszy świętej niedzielnej nie uważają za grzech ciężki. Do przyjęcia innych sakramentów trzeba ich przekonywać. Tylko chrzest traktują bardzo serio. Jest nawet takie powiedzenie, że rasowego Argentyńczyka na pewno można spotkać dwa razy w kościele i w obu przypadkach go przynoszą: gdy się go chrzci i gdy się mu robi pogrzeb. Tak więc Kościół południowoamerykański ma charakter bardzo misyjny. Tysiące kilometrów od domu – jak to można wytrzymać? Polskę odwiedzam co 2–3 lata. Czasami tęsknię, jak każdy człowiek, za rodziną, polskimi tradycjami czy klimatem. Nie przyzwyczaiłem się dotąd do świąt Bożego Narodzenia w Argentynie. W Polsce zimno, śnieg, Pasterka o północy, a tu pełnia lata i temperatury przekraczające 40 stopni w cieniu. No i polska rybka zastąpiona jest dobrym mięsem z grilla. Myśli Ksiądz o powrocie do diecezji? Praca na misjach nie może być tylko sprawą wolnej woli. Trzeba na pierwszym miejscu postawić to, czego Bóg od nas oczekuje. Nadal zbyt mało mamy kapłanów. Moja parafia obszarowo zbliżona jest do niejednej polskiej diecezji. Do niektórych filii jedziemy po polnych drogach ponad 100 kilometrów. Mogę powiedzieć, że mam dużo szczęścia, bo pracuje ze mną drugi polski misjonarz. Na południu Argentyny jest dużo parafii bez kapłanów. Nietrudno jest w takiej sytuacji odkryć, co jest wolą Bożą. Ostatnia wizyta w Polsce – zaledwie kilka dni. Co wtedy misjonarz załatwia w rodzinnym kraju? Urlopy z pewnością są potrzebne. Trzeba jednak być bardzo roztropnym. Nawet miesięczny pobyt poza parafią jest trudny do zorganizowania. Moi koledzy skarżą się, że trudno im o zastępstwo w Polsce. Co więc można powiedzieć na misjach? Czas urlopu wypełniony jest wizytami. Wielu ludzi interesuje się pracą misjonarzy. Opowiadam o życiu moich parafian, pokazuję zdjęcia, wspominam dawne czasy. Gdyby chciał Ksiądz oprosić czytelników o modlitwę, to w jakiej intencji? Obecnie w Polsce dużo ludzi interesuje się misjami. Żywy Różaniec pamięta o intencjach misyjnych ojca świętego. Nie tylko dorośli, ale i dzieci składają ofiary na misje. W szkołach istnieją Koła Misyjne. Czego więcej można oczekiwać? Tylko jednego: aby nas było więcej! Aby powołani do takiej służby nie bali się zaufać Chrystusowi! •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół