• facebook
  • rss
  • Pomysł najwyższej próby

    Ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 25/2016

    dodane 16.06.2016 00:00

    Zrobiła sobie test kompetencyjny i zdobyła urzędowe potwierdzenie tego, co czuła od zawsze.

    Na liście pomysłów na wydanie miliona złotych w ramach Budżetu Obywatelskiego w Dzierżoniowie, pod nr 11 było napisane: „Konkretna Pomoc” – dokształcanie i wspieranie opiekunów osób przewlekle chorych i niepełnosprawnych – zatrudnienie specjalistów: psychologa, rehabilitanta i innych fachowców w Domu Poklasztornym, ul. Garncarska 16. Tyle się zmieściło w formalnym opisie zadania na karcie do głosowania. To jedna z 50 propozycji.

    Otwarte drzwi

    Najpierw była praktyka – przy własnej matce i przy teściowej. Obie potrzebowały w pewnym momencie swojego życia troski kogoś drugiego: w chorobie, niemocy, bezradności i cierpieniu. – Cierpienie jednak zmienia nie tylko chorego, ale też tego, kto jest jego świadkiem albo więcej – kto jest jego uczestnikiem przez współczucie, opiekę i prozę życia – tłumaczy Elżbieta Szubart. Zadanie nr 11 na liście do głosowania – to jej inicjatywa. Jej przekonanie, że można piękniej, łatwiej i sprawniej pomagać chorym. Można się przy tym rozwijać. – Wiem to z własnego doświadczenia, także z własnych błędów. Można było ich uniknąć, można było nie wyważać otwartych drzwi, można było przejść przez furtkę zamiast bić głową o mur – ale o tym przekonywałam się dopiero potem, gdy spojrzałam z perspektywy, gdy trafiałam na informację, gdy okazywało się, że inni przede mną już to rozwiązali – mówi pani Elżbieta i opowiada o swoim kręgosłupie zniszczonym przeciążeniami. Bo praca przy chorym bez sił, który jest prawie bezwładny – to dla kobiety spore wyzwanie. – A jest taki specjalny materiał, który wystarczy podłożyć pod chorego i okazuje się, że zmiana pozycji w łóżku staje się dziecinnie łatwa i lekka – wyjaśnia.

    Dobra marka

    Był taki moment w jej życiu, w życiu jej rodziny, że musiała wyjechać do Niemiec, za pracą. Spędziła tam trzy lata. Robiła to, co lubi i na czym się zna: opiekowała się chorymi. – Mam na to nawet certyfikat – uśmiecha się. – Poszłam kiedyś do urzędu pracy i zrobiłam sobie test kompetencyjny. Wyszło mi czarno na białym, że mam talent do opieki nad chorymi. Mogłam mieć pracę w biurze, ale stwierdziłam, że to nie dla mnie. Pewnie fizycznie byłoby mi lżej, ale duchowo i psychicznie bym nie wytrzymała. Dlatego jestem opiekunką – mówi i radzi, żeby każdy, nawet dojrzały, skorzystał z tego narzędzia dostępnego w każdym pośredniaku. – Niemcy bardzo cenią Polki opiekunki – zapewnia. – Mamy coś takiego w sobie, czego brakuje innym: pewną wrażliwość, czułość, zaradność i pomysłowość, która pozwala chorym i ich rodzinie czuć się bezpiecznie. Nie ma sytuacji, w której „matka Polka” rozkłada ręce z niemocy. Ona zawsze coś wykombinuje, znajdzie wyjście, zaradzi – charakteryzuje. Jednak praca za granicą obciąża inaczej. Odległość od rodziny, przyjaciół, klimatu i tradycji – to wszystko dopada człowieka, przynosi ciemność albo jakieś zaćmienie. To nic, że elektronicznie można się kontaktować z bliskimi. Inna kultura, obcy ludzie, wrażenie niezależności i nieskrępowania (co z tego, że fałszywe) dopada i wykoślawia człowieka. Nawet moralnie. – To był jeden z pierwszych przejazdów busem do Niemiec – ilustruje w czym rzecz. – Siedziała koło mnie nauczycielka, intelektualistka, wzorzec moralny nawet jakiś, i po chwili zaczyna mi wyjaśniać, w jaki sposób Niemca okradać na rachunkach – mówi Elżbieta. – Wiem, że to margines, ale wcale nie taki mały. Przywołuję to wspomnienie, żeby pokazać, co się dzieje z człowiekiem wykorzenionym, oddzielonym od swoich, wyrwanym ze środowiska, gdzie nie jest anonimowy. Nie mam wątpliwości, że ta pani nigdy by sobie na coś takiego nie pozwoliła w Polsce, w swoim mieście, a tym bardziej w swojej wsi.

    Pomocna dłoń

    Elżbieta Szubart uważa, że pobyt w Niemczech zapewnił jej nie tylko pieniądze. Przekonał ją, że jeśli tylko się zmobilizuje, potrafi dopiąć swego, pokonać wszelkie przeciwności. To wszystko jest dla niej dowodem, że doświadczyła na sobie miłości Boga. Pobyt w Niemczech pozwolił pani Elżbiecie docenić to, co ma w Polsce, gdzie i z kim żyje. Nauczyła się odpoczywać – podpatrywała, jak to robią Niemcy. Więc okazało się, że w Polsce też można np. chodzić z kijkami. Po powrocie stamtąd dostrzegła jak wielu ludzi nie potrafi się odnaleźć w swojej ojczyźnie, gdy znowu tu na stałe osiądą. Sporadyczne wizyty, weekendowe życie rodzinne z nieobecnością na co dzień, wybicie się z rytmu polskich problemów, polskiej mentalności – to tylko niektóre konsekwencje zagranicznych wjazdów za pracą. – To, czego dzisiaj już nie potrafię zdzierżyć u moich rodaków, to narzekanie, jęczenie, brak pozytywnego myślenia, koncentrowanie się na potknięciach, przy jednoczesnym pomijaniu sukcesów, powodów do dumy i radości zarówno u siebie, jak i u innych. To bardzo wykoślawia prawdę o życiu i obraża Boga – mówi pani Elżbieta. I teraz już wiadomo, skąd pomysł na „Konkretną Pomoc”. – Nieobecność w domu, nieobecność w środowisku i w Polsce – to nierzadko przerasta siły tych, którzy wracają. Chcę im pomóc, wiem jak to zrobić, szczególnie tym, którzy nie przestają opiekować się chorymi, zmieniają tylko kraj – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół