• facebook
  • rss
  • Trzeba przebaczyć dawne krzywdy

    Mirosław Jarosz

    |

    Gość Świdnicki 26/2016

    dodane 23.06.2016 00:00

    Choć zgodnie z traktatami międzynarodowymi zostali wysiedleni, byli mieszkańcy ziemi kłodzkiej zawsze mówią o wypędzeniu z ojczyzny, winiąc za to Polaków. Czy po 70 latach znajdziemy z nimi nić porozumienia?

    19 czerwca przedwojenni mieszkańcy ziemi kłodzkiej obchodzili w Kudowie-Zdroju-Czermnej 70. rocznicę swojego wypędzenia. W wydarzeniu uczestniczyło ponad 150 osób z Niemiec i Czech. Spotkanie rozpoczęła Msza św. w kościele św.  Bartłomieja, której przewodniczył ks. prałat Franz Jung.

    Następnie w sali parafialnej zorganizowano spotkanie wspomnieniowe. W Domu Spotkań bł. ks. Gerharda Hirschfeldera, który od kilku lat prowadzi Elisabeth Kynast, dawna mieszkanka Czermnej, otwarto wystawę pt. „Czermna – album sentymentalny”. Ekspozycja pokazuje ludzi oraz ciekawe miejsca. Czermną nazywano czeskim zakątkiem na niemieckiej ziemi. Wioska była niezwykle aktywna społecznie. Liczba działających tam organizacji na tle okolicy była wyjątkowa. To w Czermnej swoją pracę zaczął ks. Gerchard Hirschfelder, pierwszy błogosławiony z ziemi kłodzkiej, którym szczyci się diecezja świdnicka. Dziś można już powiedzieć, że ten błogosławiony kapłan i męczennik przyczynił się do pojednania polsko-niemieckiego. Niemiec, który pracował wśród Czechów i został zamordowany z setkami innych polskich księży w niemieckim obozie koncentracyjnym w Dachau.

    Nienawiść blaknie

    Ks. prałat Franz Jung jest duszpasterzem byłych katolickich mieszkańców ziemi kłodzkiej w Niemczech. W dużej mierze to dzięki jego zaangażowaniu udało się przeprowadzić proces beatyfikacyjny ks. Hirschfeldera. To on przez wiele ostatnich lat przywoził tu Niemców, by poznali prawdę o wypędzeniu, pojednali się z tymi, przez których czuli się pokrzywdzeni. – Na wielką politykę nie mam wpływu, ale w przypadkach poszczególnych osób i rodzin to pojednanie się udało – mówi ks. Jung. – W Niemczech żyje jeszcze ponad 19 tys. byłych mieszkańców ziemi kłodzkiej. Trudno mi powiedzieć, ilu z nich doświadczyło pojednania. Na pewno jest też ciągle grupa, która ma zadrę w sercu i czuje niechęć. Ks. Hirschfelder jest postacią budującą mosty między trzema naszymi narodami. Mamy coraz większą świadomość, że Polacy także zostali wypędzeni. Boli jedynie to, jak zostaliśmy potraktowani przez Polaków, którzy wyrzucili nas z rodzinnych domów. Jednak im jesteśmy starsi, tym wzajemna nienawiść blaknie – przyznaje ks. Jung, który urodził się w Szklarni koło Międzylesia. Kapłan uspokaja obawy Polaków przed powrotem Niemców na dawne ziemie. – Młodzi nie są tym zainteresowani, co najwyżej pojedynczy emeryci będą chcieli spędzić tu starość – tłumaczy niemiecki kapłan.

    Z nakazu Ewangelii

    Z polskiej strony już na początku lat 90. ubiegłego wieku proces pojednania podjęło stowarzyszenie Komitet Obywatelski Ziemi Kłodzkiej. Zawiązały się pierwsze partnerstwa z niemieckimi miejscowościami. – To było wtedy wyjątkowo trudne zadanie – mówi Julian Golak, wiceprezes KOZK, a obecnie również wiceprzewodniczący Sejmiku Województwa Dolnośląskiego. Jak przyznaje, udało się wypracować drogę współpracy przez konkretne czyny. Pierwszym było stworzenie w Nowej Rudzie muzeum Józefa Wittiga, jedyne na świecie. Do pojednania przyczyniły się też pielgrzymki, spotkania integracyjne oraz wzajemne poznawanie historii. – Niestety do dziś mamy różne podręczniki historii – wyjaśnia Julian Golak. – To jest wielki problem. My mówimy naszym dzieciom co innego, oni co innego. Nasze stowarzyszenie zorganizowało kiedyś konferencję o wypędzonych, ale pokazaliśmy Niemcom wypędzonych zza Buga. Mówiliśmy, że naszym rodzicom wypędzonym z rodzinnej ziemi przez dziesięciolecia nie wolno było nawet używać takiego słowa „wypędzeni”. Przez cały komunizm mogli jedynie mówić o przesiedleniu. A przecież byli wypędzonymi, którzy dostali zaledwie kilka godzin na spakowanie walizek. A my jesteśmy dziećmi wypędzonych. Julian Golak mówi, że postawił sobie zadanie, by każdemu poznanemu Niemcowi opowiedzieć o Auschwitz i zawieźć go tam. Już wie, że w obozie każdy Niemiec jest przerażony. – Braki wiedzy historycznej możemy nadrabiać przez takie przyjacielskie kontakty. Nie warto się licytować, kto miał straszniejszą historię i kto bardziej cierpiał. List biskupów polskich do niemieckich pokazał klasę. Opierając się na Ewangelii najpierw musimy przebaczyć, by dążyć do pojednania. To co dzieje się tutaj od 25 lat jest realizacją ewangelicznego obowiązku – przyznaje Julian Golak.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół