• facebook
  • rss
  • Karmienie na żądanie

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 28/2016

    dodane 07.07.2016 00:00

    Zdjęcia pięknych kobiet i ich dzieci przy czymś tak zwyczajnym jak jedzenie, a ileż emocji!

    Na przystanku, w parku na ławce, tuż obok św. Jana Pawła II, w kawiarni i urzędzie – rozkładają się i karmią. I słyszą syki wiekowych kobiet, i widzą radość w oczach mężczyzn.

    Miłość wyjaśnia

    Ani Anita Półtorak, ani Agnieszka Feruś nie dociekają, skąd to się wzięło: polskie tabu na karmienie piersią w miejscach publicznych. Jak to możliwe, żeby jeden z najczulszych aktów miłości matki i dziecka był odrzucany, wymazywany i oskarżany o pornografię? – Myślę, że gdy zrozumie się miłość, wtedy nie ma się problemu z karmieniem piersią, także w publicznych miejscach – mówi Anita Półtorak, jedna z kilkunastu matek sfotografowanych przez Studio „Biały Kadr” w chwili, gdy karmią swoje dzieci. Zanim jednak do tego doszło, trzeba było ucieszyć się macierzyństwem. Miłoszek przyszedł na świat dziewięć miesięcy po ślubie. Zaplanowany, wyczekany, upragniony – miał jednak urodzić się miesiąc później. Dlatego gdy trafił do inkubatora, okazało się, że to, co zdrowe, naturalne i przygotowane – czyli karmienie piersią – jest niemożliwe. – Gorąco się modliliśmy, żeby z małym wszystko było dobrze, i tak się stało, zaledwie dobę po porodzie mogłam go mieć przy sobie. To wielka radość – zapewnia. Pewnie dlatego, gdy jakiś czas potem, zgodnie z zasadą „karmienie na żądanie”, matka zaczęła karmić dziecko przy wejściu do supermarketu zabolało ją, gdy usłyszała od starszej kobiety: „obrzydliwe”.

    Karmienie i tyle!

    Krótko po tym incydencie na Facebooku inna mama także żaliła się, że spotkała się z przykrościami z powodu karmienia w miejscu publicznym. Trzeba było działać. Od słowa do słowa i narodził się pomysł: zrobić zdjęcia i pokazać je, by zwrócić uwagę na problem. Tak powstała wystawa: „Matki karmiące”. – Dzisiaj mamy wielką satysfakcję, że pomogłyśmy promować to, co naturalne i dobre, najlepsze dla dzieci – mówi Anita Póltorak. Zdjęcia zostały opatrzone informacjami i cytatami na temat karmienia piersią, m.in. „W karmieniu piersią zawiera się macierzyństwo, bezpieczeństwo, miłość” albo Woody Alena: „Jeżeli ktoś czuje się urażony karmieniem piersią, to znaczy, że gapi się zdecydowanie za bardzo” i jeszcze: „Co widzimy w karmieniu piersią?... Karmienie!”. Anita Półtorak znalazła sprzymierzeńca w innej mamie, Agnieszce Feruś. Obie doprowadziły do tego, że o sprawie stało się głośno. Powstała nie tylko wystawa, ale kilka zdjęć znalazło się w specjalnym kalendarzu wydanym przez Świdnickie Stowarzyszenie „Mamy co kochamy”, a w tej chwili trwa akcja „Mlekoteka”, propagująca karmienie piersią.

    Punkt po punkcie

    Bo mleko mamy jest nie do zastąpienia. Czemu? Bo m.in. zawiera przeciwciała chroniące przed chorobotwórczymi mikrobami, chroni przed alergiami, ma też idealne proporcje składników doskonale wchłaniających się w przewodzie pokarmowym malucha, jego skład zmienia się w zależności od wieku dziecka oraz pory dnia, w której jest ono karmione. Kobiety mają bardzo różny stosunek do karmienia naturalnego. Ponieważ rzadko się zdarza, żeby początki były łatwe, wiele się zniechęca, i wtedy nie korzystają z dobrodziejstwa, jakim, także dla nich jest karmienie naturalne: – Dziecko przy piersi wyzwala w ciele kobiety hormonalną lawinę, która poprawia nastrój, uodparnia na trudy opieki, odpowiada za stosunek mamy do dziecka – wyliczają matki. – Hormony skracają także połóg. Karmienie pomaga wrócić do sylwetki sprzed ciąży i dopinguje nas do zdrowego trybu życia oraz zbilansowanej diety. Nie wolno zapominać także o łatwiejszym życiu i oszczędności (karmienie mlekiem zmodyfikowanym to miesięcznie od kilkudziesięciu do kilkuset złotych) – dodają.

    Niektórzy wciąż na „nie”

    – Bardzo nam zależy, żeby nasza wystawa została zaprezentowana w murach szpitala Latawiec, na oddziale położniczym – mówią koordynatorki projektu. – Niestety trudno nam przebić się z tym pomysłem. Zaskakujące, ale prawdziwe. – Kiedy rodziłam 10 lat temu, szybko okazało się, że z powodu mojej przypadłości nie mogę wykarmić swojego dziecka. Nie miałam wokół siebie nikogo, kto pomógłby mi w tej sytuacji – wspomina Agnieszka Feruś. – Gdy urodziłam drugi raz, czasy znowu się zmieniły. Szybko znalazłam kontakt z matkami mającymi podobny problem i zwykła rozmowa, podzielenie się doświadczeniami i wiedzą, wystarczyła, żebym mogła zostać wreszcie zdiagnozowana, ale przede wszystkim nadal karmić swoje dziecko, choć musiałam je także dokarmiać – cieszy się. I faktycznie czasami tyle wystarczy. A gdyby tak zdjęcia matek karmiących pokazać w przestrzeni sacrum? To byłaby dopiero promocja!

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół