• facebook
  • rss
  • Ukraińska przygoda

    xrt

    dodane 14.07.2016 16:43

    Wolontariat w jednej z najprężniejszych dominikańskich parafii? - proszę bardzo.

    Przy długim stole, w domu św. Marcina de Porres w Fastowie, 60 km od Kijowa, siedzi kilkanaście osób. Właśnie zaczynają obiad przygotowany przez Daszę i Julę – dziewczyny, które są u siebie. To jest ich dom. Podobnie jak jest to dom Saszy, Romana czy Władika – młodych, którzy zostali wypchnięci z rodzinnych domów na ulicę, pod most, na klatkę schodową, i gdyby nie o. Misza Romaniw OP, jeszcze zanim osiągnęliby prawdziwą dorosłość, spotkaliby śmierć. Z głodu, ćpania czy chorób – co za różnica, efekt ten sam.

    Mają dom w cieniu fastowskiego kościoła. Świątynię w opłakanym stanie dla wspólnoty katolików z Fastowa odzyskano dzięki determinacji garstki wierzących zaraz na początku lat 90. ubiegłego wieku.

    Od 2005 r. parafią opiekują się dominikanie. Dzisiaj jest ich tu trzech, proboszczuje o. Misza. – Zapraszam do nas – mówi bardzo dobrą polszczyzną. Choć jest Ukraińcem, studiował w Krakowie. – Lot do Kijowa to tylko kilkadziesiąt minut, potem marszrutka albo pociąg przez godzinę i jesteśmy na miejscu – informuje.

    Na miejscu szczególnym, wyróżniającym się i do pozazdroszczenia. Dom św. Marcina de Porres to dwa obiekty. I tak jak kiedyś przed wiekami w życiu ich patrona, tak i dzisiaj dzieją się tu cuda miłości. Tej trudniejszej, bardziej bolesnej, często niezrozumianej i pośledniejszej – bo wobec wykluczonych, z marginesu, nic nieznaczących, słabych i zniewolonych. O której się pięknie i łatwo mówi, ale którą się bardzo trudno praktykuje.

    Starszy – gdzie mieszkają młodzi zgarnięci z ulicy i gdzie mieści się świetlica socjoterapeutyczna – i nowszy. – Był tu kiedyś poprawczak, potem szkoła muzyczna, jakieś technikum, ale przez ostatnie 20 lat był tu przede wszystkim pustostan i nikt nie miał pomysłu, co z tym okazałym budynkiem zrobić. Zaproponowaliśmy, że to miejsce ożywimy – wspomina o pomyśle sprzed zaledwie kilku lat.

    I tak w grudniu 2015 r. swoje drzwi otworzył gmach, w którym mieści się: – Najpopularniejsza kawiarnia w mieście, przedszkole, szkoła podstawowa, zakład rehabilitacyjny dla upośledzonych ruchowo i umysłowo dzieci oraz dom samotnej matki z dzieckiem – wylicza Olena Furman, nauczycielka z katolickiej podstawówki. Młoda i pełna życia matka czworga dzieci. – Gdy ukończony będzie remont strychu – będzie tu warzywniak, kaplica i warsztat do szycia, gdy dobiegnie końca remont piwnicy – powstanie pieczarkarnia. Bo musimy jakoś na siebie zarabiać, u nas nie dostaniemy grantu z takiego czy innego projektu unijnego albo miejskiego – dodaje.

    Olena dobrze wspomina wolontariuszy, którzy do tej pory odwiedzili Fastów. Mówi o ich przemianie, o przyspieszonym dojrzewaniu, o zmianie perspektywy patrzenia, w której wreszcie jest nie tylko empatia, ale też wdzięczność za to, co mają do dyspozycji.

    – Zapraszamy do nas każdego, kto ma dobrą wolę wsparcia nas w dziełach, które prowadzimy. Nie pytamy o wyznanie, nie interesuje nas historia, ale motywacja, chcemy podzielić się naszą pasją i radością – zapewnia o. Misza. – W zależności od predyspozycji czy uzdolnień każdy znajdzie tu coś dla siebie. Nasi wolontariusze mają okazję poznać Ukrainę, szczególnie Kijów. Do wypracowania jest 40 godzin tygodniowo. Można przyjechać na tydzień, można i na trzy miesiące. Zapewniamy mieszkanie, wyżywienie i kieszonkowe. Zależy nam, żeby pobyt w Fastowie był także szansą na spotkanie z Panem, dlatego w programie jest codzienna adoracja i Eucharystia. Bo miłosierdzie potrzebuje Obecności i zjednoczenia, wtedy zdumiewa swoją potęgą, a przemiana staje się trwała – dodaje.

    Jest jeszcze jeden atut, o którym dominikanin mówi z uśmieszkiem. – Wolontariat u nas to szansa na spotkanie z pięknymi dziewczynami i przystojnymi chłopakami, to okazja do przyjaźni, a może i miłości z młodymi, dobrze ukształtowanymi, wyrobionymi duchowo, z wartościami – kusi. – Ale trzeba się liczyć, że nie pozwalamy wywozić naszych skarbów za granicę. Są zbyt wartościowi dla nas, potrzebujemy ich tutaj, oni są nadzieją naszego Kościoła – zastrzega już całkiem serio.

    Kontakt: miszka2@gmail.com

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół