• facebook
  • rss
  • Panna z Indii

    dodane 25.08.2016 00:00

    Z Vidisha, przez Rzym i Kraków, dotarła do Świdnicy. Znają ją pielgrzymi, bo ostatnie dni drogi na Jasną Górę szła razem z nimi. Znają też parafianie z Wir, gdzie dawała świadectwo wiary, i młodzi z parafii na Zarzeczu, których uczyła tańca w sari.

    Siostra Seema Panna, klawerianka, urodziła się i została ochrzczona w katolickiej rodzinie obrządku syromalabarskiego w mieście Vidisha w prowincji Madhya Pradesh w Indiach. Od dwóch lat studiuje w Rzymie na Angelicum. Do Polski przyjechała z okazji ŚDM w Krakowie. Przez kilka tygodni mieszka w Świdnicy. To wakacje, ale też czas kontaktu z ojczyzną założycielki zgromadzenia, którego charyzmatem jest wspieranie działalności misyjnej. – Ogromne wrażenie zrobiła na mnie Jasna Góra. Gdy weszłam do kaplicy, poczułam się jak córka przy matce. Złożyłam wszystkie sprawy u stóp Maryi i wiem, że zostały one przez Nią przyjęte. To dało mi wielki pokój w sercu – wspomina finał pielgrzymki. Wiarę katolicką przyjęła jej babka. Było to na początku XX w., gdy do środkowej prowincji Indii dotarli misjonarze z południa.

    – W moim mieście żyje około 155 tys. ludzi, ale katolikami są zaledwie 52 rodziny – mówi. Obrządek syromalabarski to spuścizna jednego z Kościołów wschodnich, wywodzących się od św. Tomasza Apostoła, który głosił Ewangelię w Indiach. Siostra opowiada o tym, że gdy w wieku 16 lat poczuła wezwanie do życia zakonnego, zwierzyła się z tego swoim rodzicom. Byli zaskoczeni jej wyborem i wciąż dopytywali się, czy aby na pewno jest to mądra decyzja. – Byłam taka młoda, moja nauczycielka doradzała mi studia z rachunkowości, a ja na kazaniu w kościele usłyszałam, jak kapłan przekonywał, że dzisiaj bardzo trudno jest ofiarować Panu coś cennego, że ambicje tego świata bardziej nas pociągają, a Jemu zostawiamy resztki. Przekonywał nas, młodych, że Boże sprawy są ponad wszystko inne. Poczułam wtedy, że chcę się o tym przekonać osobiście – wspomina historię sprzed ośmiu lat. – Gdy zapytałam tego kapłana o życie konsekrowane, dał mi adres sióstr, których dom jest oddalony od Vidisha o 25 godzin jazdy pociągiem. To mnie nie zniechęciło. Skontaktowałam się z nimi i dzisiaj jestem w Świdnicy jako klawerianka – uśmiecha się.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół