• facebook
  • rss
  • Razem mogą wszystko

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Świdnicki 37/2016

    dodane 08.09.2016 00:00

    Mogli usiąść, załamać ręce i biadolić – zamiast tego zjednoczyli się, uruchomili kreatywność i zakasali rękawy.

    Bardzo bolesne dwa lata mają za sobą mieszkańcy Ruska, w parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Jaroszowie. 1 listopada 2014 r. nadzór budowlany zamknął ich kościół, bo jego strop i dach groziły zawaleniem. Zaczęła się dwuletnia akcja ratunkowa. Z pomocą przyszło ministerstwo kultury (340 tys.), urząd marszałkowski (90 tys.) i burmistrz Strzegomia (68 tys.).

    – Odkąd tu jestem, wciąż spotykam ludzi, którzy przejmują się naszą katastrofą budowlaną – zapewnia ks. Marek Krysiak, od dwóch lat proboszcz w Jaroszowie. – Przejęci są nie tylko parafianie (mamy wspólny fundusz remontowy, dla obu kościołów, opodatkowało się na ten cel 800 rodzin), wspiera nas także Zbigniew Suchyta, burmistrz naszej gminy, oraz ks. Marek Babuśka, strzegomski dziekan – wylicza. Bez nich nic by się nie udało. Doświadczenie, kontakty, wiedza – to jest nieodzowne, żeby nie popełniać błędów, nie wyważać otwartych drzwi, nie marnować czasu. Dla parafian walący się kościół filialny oraz kiepski stan kościoła parafialnego stanowiły ogromne wyzwanie finansowe. Pomysłów na zdobycie pieniędzy na szczęście nie brakuje. Festyny, loterie, „dachówki” z danymi fundatorów, krówki świętojańskie – to tylko niektóre propozycje. – Podczas remontu dachu okazało się, że sponsorowanie poszczególnych partii dachu to nie jest nasz pomysł, już poprzednie pokolenia sięgały po takie rozwiązania. Całe belki miały wypisane nazwiska donatorów – uśmiecha się proboszcz. 18 września kościół w Rusku zostanie uroczyście otwarty. Będzie biskup, będzie „Te Deum”, będą łzy. – Dopóki kościół był czymś zwyczajnym, nie robił na nas szczególnego wrażenia. Ale gdy musieliśmy zgasić wieczną lampkę i przenieść się do świetlicy wiejskiej, zrobiło się ciężko na sercu – mówi Bartosz Giemza, który ze swoim ojcem, Jackiem, odnowił wieczną lampkę i nie kryje dumy, że ich praca będzie uzupełniała wnętrze. Ono jednak czeka na kolejne etapy restauracji. Mury i sufit są już piękne, są nowe ławki przywiezione z Holandii, ale pozostałe sprzęty czekają na przywrócenie im blasku. – Za pośrednictwem Lokalnej Grupy Działania „Szlakiem granitu” staramy się o fundusze unijne. Chcemy odnowić ołtarz i figury w prezbiterium oraz zagospodarować teren wokół kościoła, by służył jako miejsce rekreacyjne i dla integracji środowiska – mówi proboszcz. – Nigdy bym nie podejrzewał, że nas na to wszystko stać, że tyle w nas kreatywnego myślenia, tyle solidarności parafialnej i tyle radości może dać praca dla dobra wspólnego – mówi Bartosz Giemza. – I kto by pomyślał, że gdyby nie nasza katastrofa, wciąż czekalibyśmy na to objawienie solidarności – uśmiecha się.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół