• facebook
  • rss
  • Ignacowe ABC

    ks. Roman Tomaszczuk

    |

    Gość Świdnicki 38/2016

    dodane 15.09.2016 00:00

    Gorliwie korzystają z tego, że mają „prywatnego” biskupa, że mają do niego zawsze dostęp, że mogą na niego liczyć.

    To były czasy, gdy w szkołach panowała mała segregacja. Sortowanie, przebieranie, dzielenie, ocenianie, stygmatyzowanie – zwyczajna praktyka komunistycznego szkolnictwa, żeby lepsi byli z lepszymi, rokujący z rokującymi, przeciętni z przeciętnymi. W Leżajsku w roku 1958 nie mogło być inaczej.

    A – ambitnie akuratny

    Maturę zdawali wtedy obowiązkowo z polskiego, matematyki, historii, wiedzy o Polsce i świecie współczesnym oraz z wybranego przedmiotu. Elżbieta wybrała francuski, Zygmunt geografię. – Na pierwszym zjeździe maturzystów rocznika 1962 byliśmy dopiero z okazji 10. rocznicy egzaminu – opowiadają Chorzępowie. Wtedy zjazdy odbywały się co pięć lat. Są klasowym małżeństwem, już jedyni z rocznika. Byli jeszcze jedni, ale im się nie udało. Rozwiedli się. Dla Elżbiety maturalny francuski był świadomą decyzją, poszła na romanistykę, była nauczycielką – dzisiaj oczywiście jest już emerytką. Zygmunt skończył Wydział Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, za pracą pojechał aż do Szczecina, był sędzią najpierw wydziału karnego, potem radcą prawnym, żeby po kilku latach znowu wrócić do sądu, tym razem administracyjnego. – Gdy dzieci były małe, a już na pewno gdy mieliśmy całą trójkę, z mobilnością było trudno, dlatego na spotkania zaczęliśmy regularnie przyjeżdżać do Leżajska dopiero w latach dziewięćdziesiątych, gdy dzieci dorosły – mówi Elżbieta. Wtedy też odkryli ponownie swojego kolegę, Ignaca. – Był już rektorem seminarium, potem fakultetu – wspominają. – Pamiętaliśmy go przede wszystkim z zawodów sportowych. Grał w ręczną, to była nasza rocznikowa integracja, chodziliśmy bowiem do innych klas – wspomina Zygmunt. Chorzępowie łatwo znaleźli wspólny język z duchownym kolegą. Oni po formacji Domowego Kościoła i zaangażowani w Ruch Spotkania Małżeńskie świetnie czuli się w kościołowych klimatach. – Ignac zawsze daje nam duchowy obrok. Delikatnie wskazuje, podpowiada, sugeruje, nigdy nie narzuca. Jest w tym taki naturalny – podkreślają. Dla nich spotkania maturzystów rocznika 1962 to małe rekolekcje. Żałują, że z klasy „A” zawsze było na zjazdach najmniej kolegów. Od stulecia liceum i złotego jubileuszu matury spotykają się już co roku. – Tak postanowiliśmy, bo powoli zostaje nas garstka. Jedni umierają, drudzy chorują, jeszcze inni dziwaczeją. W naszym wieku pięć lat to bardzo dużo – dopowiadają.

    B – bardzo blisko

    Anna Ziaja mieszka we Wrocławiu. Skończyła romanistykę, studiowała na Sorbonie, pracowała na uniwersytecie, była dyrektorem kolegium języków obcych, jest prezesem Alliance Française. – Dlatego miałam łatwy kontakt z Ignacym, szczególnie gdy po studiach wrócił do Wrocławia i najpierw jako profesor, a potem rektor udzielał się w środowisku akademickim miasta – wspomina. Jako uczennica z klasy „B” kibicowała jego drużynie podczas meczów ręcznej, jako romanistka pomagała mu w tłumaczeniach tekstów Gabriela Marcela, jako przyjaciółka wprowadziła go do salonu profesora Dudka – elitarnego grona intelektualistów wrocławskich. – Kiedyś podczas jakiejś dyskusji zauważyłam, że jest ona niepełna, bo brakuje głosu człowieka Kościoła. Podzieliłam się tym spostrzeżeniem z profesorem Dudkiem i on przyznał mi rację. Wtedy zaproponowałam Ignacego, ówczesnego rektora papieskiej uczelni teologicznej, jako uczestnika naszych czwartkowych spotkań. Zgodził się chętnie – zdradza kulisy, a po chwili przytacza anegdotę o wykładzie, jaki zaprezentował ks. prof. Ignacy Dec. Jego tytuł brzmiał „Wolność, ale jaka?”. Anna miała zapowiedzieć prelegenta, wspomniała wówczas, że zdawała z księdzem rektorem maturę, gdy do głosu doszedł Ignacy i rzucił w swoim stylu: – To prawda, ale coś jeszcze trzeba dodać: ona mnie nie chciała i dlatego poszedłem na księdza – zażartował.

    C – czasy cichego

    – Z matmy zawsze byłam matoł – przyznaje Helena Tryczyńska-Sudoł. Ona jedyna z grona dwunastki, która spotkała się ostatnio w Świdnicy, chodziła do klasy „C” – razem z Ignasiem. – Nieśmiały był, cichy i wycofany. Na zdjęciach zawsze z tyłu. Bardzo dobrze się uczył, zawsze świetnie przygotowany, ale czasami przegrywał z tymi, którzy lepiej się promowali, błyszczeli. Oni miastowi, on z Huciska. Skromny był Ignaś – charakteryzuje. – Ale i mądry taki. Pamiętam, że chciałam, żeby mi podpowiedział na tej nieszczęsnej matmie. Odmówił, ale zaproponował, że mi wytłumaczy. Spróbował, ale ja naprawdę matoł z matmy byłam – uśmiecha się farmaceutka z Leżajska. Na Ignasia wołali „Długi”. – To były inne czasy, nie wyróżniało się uczuciowo nikogo. Owszem, podkochiwałyśmy się, ale dyskretnie, żeby inni na języki nie wzięli. O dobre imię się dbało. My o Ignasiu myślałyśmy tak: „Ignaś to Ignaś – marka sama w sobie" – odpowiada na pytanie o powodzenie chłopaka z Huciska u dziewczyn. Po maturze Ignaś miał iść na rolnictwo do Lublina. Gdy okazało się, że przyjęto go do seminarium, koledzy z klasy byli w szoku. – Kontakt mieliśmy ze sobą bardzo dobry, bo ja na miejscu, w Leżajsku, a on zawsze chętnie wracał do domu – mówi. – Zaprzyjaźniliśmy się – mówi i wspomina sylwestrowe spotkania w gronie przyjaciół u niego w Hucisku. Po kolacji i po Mszy św. odwoził wszystkich do domów, a potem szedł o północy pod kościół w Leżajsku i długo się modlił. – Do dzisiaj został inny zwyczaj, kolędowania na św. Szczepana – opowiada. – Jest w rodzinnym domu Ignasia guzikówka, po jego ojcu. W drugi dzień świąt o 16.00 dwie grupy kolędników odwiedzają gospodarzy. W jednej z nich jest Ignaś, choć od 12 lat piastuje urząd biskupa świdnickiego. Gra na guzikówce i śpiewa kolędy – zapewnia.

    ABC przyjaźni

    Po raz trzeci rocznik maturalny 1962 z leżajskiego liceum spotkał się w Świdnicy. Do biskupiego miasta jedenaścioro kolegów i koleżanek bp Ignacego Deca przyjechało wieczorem 5 września, przez trzy kolejne dni zwiedzali region, wspominali dawne dzieje, biesiadowali i cieszyli się swoją obecnością. O biskupie Ignacym mówią, że jest ich przewodnikiem. Są z niego dumni, cieszą się, gdy widzą, że wierni otaczają go szacunkiem, że jego kapłani mają z nim serdeczne relacje – wiedzą, jakie to ważne i mocne, bo sami tego doświadczają od lat. Ignacy, Ignac, Ignaś – od 54 lat chrzci ich dzieci i wnuki, błogosławi małżeństwa, odprowadza na cmentarz małżonków, wspiera modlitwą w godzinie próby, ale przede wszystkim jest im wierny. Zaskakująco konsekwentnie wierny. Dla nich potrafi przełożyć spotkanie z ważnym kurialistą. – Wpadłem kiedyś przed laty do rektora Ignacego Deca, niezapowiedziany, byłem przejazdem we Wrocławiu. Gdy wszedłem do mieszkania, zorientowałem się, że tuż przede mną przyszedł jakiś ważny duchowny. Ignacy przeprosił go i wyjaśnił, że nie widzieliśmy się parę ładnych lat, dlatego bardzo mu zależy na naszej rozmowie – wspomina Zygmunt Chorzępa. Dla nich przesunie datę wyjazdu. – Szykował się wtedy do wyruszenia na ŚDM w Kolonii, był rok 2005, gdy zmarł mój mąż. Nie zostawił mnie samej, odłożył wyjazd na ostatnią chwilę, byle tylko przewodniczyć pogrzebowi – mówi Anna Ziaja. Dla nich troszczy się o znaki pamięci. – Nie zdarzyło się, żeby sygnał z mojej strony pozostał bez odzewu. Choćby pozdrowienie, SMS, ale zawsze odpowiada – zapewnia Helena Tryczyńska-Sudoł i dla porządku wylicza pozostałych uczestników zjazdu szkolnych przyjaciół: – Maria Gdula (Leżajsk), Maria Janik (Stalowa Wola), Jadwiga Niezgoda (Rzeszów), Maria Gąska (Katowice), Tadeusz Czerwonka (Złocieniec), Wanda Miłoszewska (Bielawa) i Zofia Chomicka (Przemyśl).

    Trzeba pielęgnować

    Bp Ignacy Dec – Nie można mówić o przyjaźni, jeśli się jej nie pielęgnuje. Każda relacja, szczególnie ta związana z miłością, musi być podtrzymywana przez znaki pamięci, spotkania, obecność – ona jest największym darem naszych zjazdów. Poza tym gdy się widzimy, wracają wspomnienia, dopełniane przez szczegóły, które każdy z nas zapamiętał. Cenię sobie ogromnie to, że możemy na siebie liczyć, i to, że nasza grupa jest otwarta na Pana Boga.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół