• facebook
  • rss
  • Wyklęci czy niezłomni?

    Mirosław Jarosz

    |

    Gość Świdnicki 07/2017

    dodane 16.02.2017 00:00

    Choć od zakończenia wojny minęło ponad 70 lat, pełna prawda o podziemiu niepodległościowym nie jest znana. Co najciekawsze, wojna ideologiczna nadal się toczy.

    W Nowej Rudzie-Słupcu w ubiegłym roku udało się postawić pierwszy na Dolnym Śląsku pomnik „Żołnierzom wyklętym – bohaterom powstania antykomunistycznego 1944–1963”.

    Upamiętnia on wszystkie organizacje bojowe działające w tamtym czasie oraz wszystkich bezimiennych bohaterów, ofiary komunistycznego terroru, które do końca wierne najwyższym wartościom – „Bóg, Honor, Ojczyzna” – cierpiały i oddały życie za wolną i niepodległą Polskę. Do powstania pomnika przyczyniło się kilka osób. Bardzo zależało im na uczczeniu bohaterów, których pamięć przez dziesięciolecia była poniewierana. W skład społecznego komitetu budowy pomnika żołnierzy wyklętych w Nowej Rudzie weszli: Jerzy Dec, Wiesława i Mariusz Myrchowie, Krzysztof Wieczorek, Elżbieta Cygan, Joanna Walaszczyk i Jerzy Pabian. Sami zebrali potrzebne pieniądze i załatwili wszystkie formalności. Jak przyznają, wielką pomoc okazał miejscowy proboszcz ks. Jerzy Czernal, który udostępnił miejsce pod kościołem św. Katarzyny. Bez tego skrawka ziemi pomnik mógłby w Nowej Rudzie nie stanąć.

    Dlaczego tu?

    To, że pomnik powstał w miejscu oddalonym o setki kilometrów od miejsc, w których walczyli żołnierze wyklęci, tylko na pierwszy rzut oka wydaje się dziwne. To właśnie tu, na tzw. Ziemie Odzyskane, w tym do noworudzkich kopalń, trafiło wielu byłych „leśnych żołnierzy”. Tu w tajemnicy, czasem pod zmienionymi nazwiskami, próbowali zacząć nowe życie. – Dopiero dwa lata temu przy okazji Biegu „Tropem Wilczym”, kiedy składaliśmy kwiaty na naszym cmentarzu, dowiedziałam się, że członkowie rodziny moich bliskich koleżanek ze szkoły walczyli w takich oddziałach – mówi Joanna Walaszczyk. – Oni przez całe życie żyli z tą tajemnicą. Teraz okazuje się, że to nie były jednostkowe przypadki. Takich historii mamy tutaj wiele. – Większość z nas, mieszkających tutaj, ma swoje korzenie na Kresach – dodaje Jerzy Dec. – Pamięć o tym, co wydarzyło się tam podczas wojny i po niej, była przekazywana w rodzinach. Nic więc dziwnego, że kiedy w końcu można głośno o tym powiedzieć, postanowiliśmy postawić ten znak pamięci.

    Gorący temat

    Sprawa żołnierzy wyklętych jest w Nowej Rudzie bardzo żywa. Pod koniec ubiegłego roku Stanisław Łukasik, były burmistrz Nowej Rudy, historyk i były nauczyciel, napisał w lokalnej prasie kilka felietonów szkalujących pomnik i wyklętych. W tekście „Trudne prawdy, czy łatwe, ale patriotyczne kłamstwa” pisze o mordach na Kresach Wschodnich i „niezłomnych wojownikach spraw beznadziejnych”. Przekonuje, że UPA walczyła o szansę niepodległej Ukrainy, a Polacy też mordowali Ukraińców w akcjach odwetowych. Podaje przykład zamordowania 6 czerwca 1945 r. prawie 200 osób we wsi Wierzchowiny. Przez lata komunistyczna władza wykorzystywała „sprawę Wierzchowin”, wskazując jako sprawców masakry żołnierzy NSZ. Tymczasem mord nadal pozostaje niewyjaśniony. Wiele wskazuje na to, że dokonały go oddziały składające się ze specjalnie przygotowanych do roli partyzantów funkcjonariuszy komunistycznych służb specjalnych, którzy przez bandycką działalność dostarczali argumentów propagandzie.

    Sieroty komunizmu

    Tak jak w PRL-u, tak i dziś nie przeszkadza to w wykorzystywaniu tej i podobnych spraw w propagandzie przeciw bohaterom podziemia niepodległościowego. Stanisław Łukasik na równi stawia dzisiejszych strzelców ukraińskich z Prawego Sektora pod sztandarami UPA z „Naszymi Patriotami”, którym, jak pisze, należy „łeb w kołysce urwać”. – Oniemiałem, jak to przeczytałem – mówi Jerzy Pabian, emerytowany nauczyciel historii. – Jak można żołnierzy, którzy walczyli o wolną ojczyznę i bezpieczeństwo swoich rodzin, postawić na równi z bandytami, którzy dopuścili się ludobójstwa, i tłumaczyć, że żadni z nich bohaterowie, bo też zabijali. To wprost niedorzeczne. – Dziś mamy całe pokolenie „sierot po komunizmie” – diagnozuje Krzysztof Wieczorek. – To były dla nich piękne lata młodości. Oni przesiąknęli całą ówczesną propagandą i to jest ich życie. Co najgorsze, chcą przekazać tą zakłamaną rzeczywistość następnemu pokoleniu. – Widzę jednak nutę nadziei – dodaje Jerzy Dec, nauczyciel w Noworudzkiej Szkole Technicznej. – Chociażby to wszystko, co wydarzyło się przy okazji Biegów Tropem Wilczym, w których bierze udział tyle młodzieży. Dziś, kiedy wchodzę do klasy, widzę, że prawie połowa chłopaków ma koszulki i bluzy z podobiznami żołnierzy niezłomnych. Oni chcą poznać prawdę.

    Bieg „Tropem Wilczym”

    26 lutego odbędzie się piąta edycja Biegu Pamięci Żołnierzy Wyklętych „Tropem Wilczym”. Na terenie diecezji świdnickiej odbędą się aż 22 biegi w następujących miejscowościach: Bardo, Bystrzyca Kłodzka, Dobrocin, Duszniki-Zdrój, Dzierżoniów, Głuszyca, Jaworzyna Śląska, Jedlina-Zdrój, Jugowice, Kamieniec Ząbkowicki, Kłodzko, Roztoka, Strzegom, Szczytna, Świebodzice, Świdnica, Łagiewniki, Niemcza, Nowa Ruda-Słupiec, Kudowa-Zdrój, Wałbrzych i Ząbkowice Śląskie. Informacje o godzinach startu na plakatach w powyższych miejscowościach oraz na stronie: tropemwilczym.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół