• facebook
  • rss
  • Sekrety Frankensteina

    Mirosław Jarosz

    |

    Gość Świdnicki 12/2017

    dodane 23.03.2017 00:00

    Historia jest pasjonująca i niezwykle ważna, bo z tego, co było, wynika to, co jest dzisiaj – mówi Kamil Pawłowski.

    Ząbkowice są niesamowicie ciekawym miastem i okazuje się, że historycznie zupełnie nieprzebadanym. Publikacje, które ukazały się po II wojnie światowej, zazwyczaj opierały się na tekstach przedwojennych. Mało kto sięgał do archiwów, choćby diecezjalnego we Wrocławiu czy państwowego w Kamieńcu Ząbkowickim. Przyczyną jest też bariera językowa, bo stare teksty są pisane po niemiecku, gotycką czcionką. Kamil Pawłowski sięgnął do dokumentów i przekazów, i dzięki temu posiadł niezwykłą wiedzę. Od roku w ząbkowickiej Izbie Pamiątek Regionalnych dzieli się nią podczas cyklicznych spotkań o historii miasta w różnych aspektach. Mówił już m.in. o dziejach gastronomii w mieście, zieleni, historii chleba, pierników, magii i czarach, przestępczości, a nawet o piwie. Przez ostatnie miesiące spotkania prowadzone były wokół cyklu „Ząbkowice Śląskie, miasto wielu wyznań”. Śledzono dzieje wspólnot, miejsca kultu i wzajemne relacje katolików, protestantów, żydów i prawosławnych.

    Historia to przygoda

    – Ludzie mają różne hobby, ja lubię pójść do archiwum, przejrzeć inwentarz i teczka po teczce fotografować dokumenty, a później w domu przy komputerze na spokojnie te dokumenty sobie opracowywać – mówi Kamil Pawłowski. – To rodzaj hobby, ale połączonego z pracą. Pierwsze studia skończyłem na kierunku dziedzictwo kultury materialnej, a teraz studiuję historię. Jest coś jeszcze. Ludzie często, idąc przez miasto, patrzą w dół, a trzeba nieraz patrzeć w górę. Na ścianach budynków, gzymsach, portalach jest wiele rzeczy, które świadczą o historii miasta. Jak wyjaśnia Kamil Pawłowski, czytanie starych archiwów może dostarczać wielu emocji. – Gdy tylko coś odkryję, dzielę się tym z przyjaciółmi i znajomymi. Dzwonię do nich i mówię „Słuchajcie, to nie było tak”. Ktoś nie doczytał, przekręcił datę albo był zbyt leniwy i nie przejrzał kilku kartek dalej, żeby dowiedzieć się, jak to było naprawdę. To doprawdy wielka frajda. Za swoje największe odkrycie Kamil Pawłowski uważa obalenie czarnej legendy ząbkowickich grabarzy z 1606 roku. To prawdopodobnie właśnie tamta historia przyczyniła się do stworzenia postaci Frankensteina, klasyki literatury horroru. Sam Frankenstein (tak brzmiała też przedwojenna nazwa Ząbkowic) stał się dziś marką miasta. – Po przestudiowaniu wszystkich dostępnych źródeł doszedłem do wniosku, że niekoniecznie było tak, jak wszyscy o tym mówią – tłumaczy historyk. – Wielka zaraza pojawiła się w Ząbkowicach nie w 1606 r., a już rok wcześniej. Ci biedni grabarze, których oskarżono, że tę zarazę wywołali, których męczono na torturach i w końcu spalono, tak naprawdę nie mieli z nią wiele wspólnego. Wszystko oparto na pomówieniach ich pijanych pomocników. W to, że ukradli jakiś zegar z kościoła idzie uwierzyć, ale że zjadali serca małych dzieci, wykopywali trupy i robili z nich proszek, który podawali innym ludziom, już nie bardzo – mówi Pawłowski.

    Znają Egipt, nie wiedzą o domu

    O historii można opowiadać ciekawie, dlatego spotkania historyczne w Ząbkowicach ściągają wielu mieszkańców. – Nie mamy prawa odcinać się od tego, co było, dlatego bardzo mnie boli, gdy ktoś mówi „to było za Niemca, więc kogo to obchodzi”. Na szczęście słychać to coraz rzadziej. Historia jest ciągłością. My dostaliśmy tę ziemię i całe jej dziedzictwo, o które teraz powinniśmy dbać. Dlatego bardzo się cieszę, kiedy na te nasze spotkania przychodzi coraz więcej ludzi, zadają pytania, interesują się. Jedynie szkoda, że tak mało młodych osób. Jedyne, co mogę doradzić, to odejść od komputera, telefonu, wsiąść na rower i pojechać w teren. Wtedy nagle człowiek znajdzie takie miejsce, które go zaciekawi. Może wtedy zacznie dociekać, co tam było, kto je stworzył. Moim zdaniem wielka jest rola rodziców w tym, by zachęcać dzieci do poznawania swojej historii. I oczywiście także szkoły. Dzieci uczą się o starożytnych Grekach, Egipcie, a nie wiedzą nic o miejscu, w którym mieszkają. Spotkałem się nawet z takimi przypadkami, że młodzi ludzie nie byli świadomi tego, że Śląsk przed 1945 r. nie należał do Polski. W kwietniu ma się odbyć konferencja, która ma uświetnić jubileusz 730-lecia Ząbkowic Śląskich. To właśnie w 1287 r. wystawiono dokument, w którym po raz pierwszy wymieniono miasto Ząbkowice Śląskie. Dziś dokument ten przechowywany jest w Archiwum Państwowym we Wrocławiu. Jak zapewniają organizatorzy, będzie to największa konferencja historyczna w powojennej historii miasta i potrwa dwa dni. W sobotę 22 kwietnia słuchacze poznają różne aspekty związane z historią miasta, jego życiem gospodarczym, politycznym i społecznym. W niedzielę 23 kwietnia uczestnicy będą rozmawiać o historii sztuki, architektury i muzyki. Organizatorami są Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy im. Księgi Henrykowskiej, Izba Pamiątek Regionalnych im. Józefa Glabiszewskiego oraz Kamil Pawłowski pełniący funkcję sekretarza.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół