• facebook
  • rss
  • Cichy świadek zmartwychwstania

    ks. Przemysław Pojasek

    |

    Gość Świdnicki 15/2017

    dodane 13.04.2017 00:00

    Tak Całun Turyński nazywa ks. Zbigniew Dudek, który wozi jego kopię po świecie od prawie 20 lat. W Wałbrzychu przyznał się, że dopiero całkiem niedawno zaczął mówić pełną prawdę o materiałach, w które było zawinięte ciało Chrystusa.

    Gdy wchodzi się do kościoła pw. św. Jerzego i Matki Bożej Różańcowej, od razu czuć, że coś się dzieje. Tuż przed prezbiterium widać z daleka podświetlone, wywieszone na stelażu płótno. To kopia Całunu Turyńskiego, którą przywiózł ze sobą prowadzący rekolekcje wielkopostne. Załamania, nadpalenia czy zacieki widoczne gołym okiem to ślady prawie 2000 lat historii. Również kolor płótna znacząco przyciemniał. Najważniejsze jednak, że przedstawia odbicie umęczonego, zakrwawionego Chrystusa.

    Piąta Ewangelia

    Historia całunu i ciekawostki z nim związane to magnes, który ma przyciągnąć wiernych do zainteresowania się tematem Ewangelii i autentycznością całunu. Jak zauważa ks. Zbigniew, sam św. Jan Paweł II nazwał Całun Turyński piątą Ewangelią, która trafia do najbardziej zatwardziałych serc, nie da się bowiem odmówić prawdziwości tego przekazu męki i śmierci Mesjasza. – Pana Jezusa zdjęto z krzyża, całego zakrwawionego, zabłoconego, poranionego, położono Go na plecach i przykryto drugą częścią materiału. Na całunie widać to wszystko: rany na plecach, włosy związane w kok, rany po biczowaniu, których wielkość zależała od siły uderzenia, nogi ułożone w literę „V” i niezwykle poranione pięty. I oczywiście największy skarb, wizerunek Jezusa nieuczyniony ludzką ręką – wyjaśniał na pierwszym spotkaniu ks. Dudek. Wierni z zainteresowaniem słuchali kapłana energicznie mówiącego o jednym z najciekawszych materiałów w historii świata. – Słyszałam już wcześniej o całunie, ale tylko ogólne informacje. Kiedy mogę dzisiaj poznać każdy szczegół tego materiału i jego historii, w dodatku opowiedziany z taką pasją, to myślę, że to najlepszy dowód dla tych, którzy nie dowierzają temu, co przekazuje Pismo Święte – mówi Teresa, jedna z uczestniczek rekolekcji.

    Twarze Jezusa

    Przy okazji prezentacji całunu rekolekcjonista znalazł również czas na przypomnienie o istnieniu innych materiałów, w które zgodnie z żydowskim zwyczajem owinięty był zmarły. Ubrudzona krwią chusta z Oviedo, mająca aż 71 plamek krwi podobnych do tych z całunu, bandaże pogrzebowe zgadzające się z miejscami wiązań, czy wreszcie drogocenna biała chusta, kładziona na twarz zmarłego, a dziś znana jako chusta z Manoppello. – Na znak, że ten człowiek jest własnością Boga, zakrywa mu się świat białą chustą. Panu Jezusowi położyli tę chustę z bisioru, czyli najdroższej tkaniny w historii tkactwa, zwanej również jedwabiem morskim. Co ciekawe, tkanina ta jest odporna na ogień, kwasy, nie da się na niej malować, ale badania wykazały, że ma właściwości kliszy kolorowej, na którą działa światło – tłumaczył ks. Zbigniew. Na potwierdzenie zgodności tych wizerunków wyciągnął wydrukowane na przezroczystej folii zdjęcie chusty z Manoppello i na oczach zgromadzonych przyłożył ją do wizerunku z Turynu, by pokazać, jak bardzo do siebie pasują. – Obraz na białym prześcieradle jest swoistym negatywem twarzy Chrystusa, a przy połączeniu z chustą tworzy jeden spójny obraz – dodał.

    Ukrywał prawdę

    W badaniach twarzy Jezusa nie wszystko jednak było do końca jasne. Te niuanse przez lata ukrywano, by nie wprowadzać zamieszania w odbiorze cudownych wizerunków. Spuchnięty czubek nosa i jego lewe nozdrze, spuchnięte okolice nad brwiami i górna warga, a przede wszystkim spuchnięta broda przez wieki były źródłem błędnego obrazowania Chrystusa z wydatnym zarostem i szerokim nosem. Dopiero badania w Akademii Medycznej w Londynie w 1970 r. pokazały, że jest to efekt pisania pierwszych ikon na wzór całunu. Ale to nie wszystkie tajemnice. – Opiekująca się całunem s. Blandina zauważyła, że Jezus ma asymetrię źrenicy oka. Problem z wyjaśnieniem tej cechy sprawił, że wolałem o tym nie mówić. Aż do czasu, kiedy w 2004 r. poznałem historię pewnego studenta z Nowego Jorku, któremu wykładowca polecił napisać pracę o asymetrii źrenicy oka. Po zbadaniu tematu okazało się, że ludzie naznaczeni tą przypadłością są zdolniejsi, mają bystry i przenikliwy wzrok, co przenosi się na sukcesy w chirurgii i innych dziedzinach, którymi się zajmują. Wniosek więc taki, że ten niesamowicie zdolny, obdarzony niezwykle precyzyjnym wzrokiem mężczyzna zgodził się pójść na krzyż. Czy byłoby to możliwe, gdyby nie był Bogiem? – zapytał wiernych ks. Dudek.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół