• facebook
  • rss
  • Skarby z hałdy

    Magdalena Sakowska

    |

    Gość Świdnicki 16/2017

    dodane 20.04.2017 00:00

    Nasz region to królestwo nauk paleobiologicznych.

    Ta historia zaczyna się jak baśń: bardzo, bardzo dawno – około 300 mln lat temu – nasz region pokrywała tropikalna dżungla epoki karbonu, w której rosły gigantyczne widłaki, skrzypy i paprocie. Wśród nich, niczym na powiększonej łące, przemieszczały się ogromne stawonogi, na przykład 2,5-metrowe wije. Potem, na skutek gwałtownych zmian, te rośliny i zwierzęta wyginęły, a po 300 mln lat zaczęto u nas eksploatację dużych pokładów węgla. To, co nim nie było, górnicy wyrzucali poza kopalnię i tak tworzyły się hałdy.

    Koniec baśni – zaczyna się nauka

    W XIX wieku w Wałbrzychu powstała Śląska Szkoła Górnicza. Jej dyrektor Adolf Schütze wyprawiał się ze swoimi uczniami i kolegami nauczycielami na hałdy, zbierając tysiące skamielin roślin i zwierząt zupełnie nieznanych dotychczasowej raczkującej paleo- biologii. Opisał je i podzielił się tym z uczonymi tworzącymi zaczątki tej nauki, takimi jak Hein- rich Göppert czy Dionyz Štur. Wałbrzych, a z czasem region wokół, stał się zagłębiem wiedzy o epoce karbonu. Paleobiologia rozpoczęła się zresztą od publikacji dzieła Georga Antona Volkmanna „Silesia subterranea” z 1720 roku – opisane tam okazy znaleziono w regionie wałbrzyskim. Po II wojnie światowej w Wałbrzychu pozostał jeden z niemieckich naukowców, Franz Zimmermann – nauczyciel geografii i kustosz działu geologicznego muzeum. W 1947 roku poznał go młody pracownik naukowy Eufrozyn Sagan, który przyjechał do pracy w wałbrzyskim muzeum z rodzinnego Oświęcimia. Dzięki wspólnej pasji, obaj paleobiolodzy zaprzyjaźnili się, a starszy został mentorem młodszego. Obaj zebrali kolekcje liczące każda po przeszło 4000 bardzo cennych skamielin. Niestety, kolekcja Franza Zimmermana uległa rozproszeniu, za to kolekcja Eufrozyna Sagana – a przynajmniej jej niewielka część – właśnie ujrzała światło dzienne.

    Spotkanie wija z pająkiem

    W ubiegłym roku minęło 100 lat od narodzin Sagana i wtedy pojawił się pomysł, aby upamiętnić tę postać. Naukowiec otrzymał pośmiertnie tytuł „Zasłużony dla miasta Wałbrzycha”, a w Centrum Nauki i Sztuki „Stara Kopalnia” zorganizowano konferencję naukową poświęconą jego dorobkowi i wystawę, na której do końca czerwca można zobaczyć skamielinę pancerza 2,5-metrowego wija, znalezionego przez niego na jednej z hałd. A także innego wija, o już bardziej typowych rozmiarach, znalezionego w 1977 roku obok szybu „Jan”. – Eufrozyn Sagan nie zdążył go opisać, a kilkanaście lat później, już po jego śmierci, skamielinę przebadano w USA i stała się naukową sensacją. Okazało się, że na świecie istnieją tylko dwa takie egzemplarze – w Anglii i w Wałbrzychu. Podobnie było z pajęczakiem znalezionym koło Kamiennej Góry, który polski badacz udostępnił do badań niemieckim naukowcom. To jedyny taki okaz na świecie, nazwany na jego cześć Schneidarachne Saganii – mówi Marcin Kuleszo, opiekun zbiorów geologicznych przekazanych przez wałbrzyskie Muzeum Porcelany nowemu muzeum w Starej Kopalni. – Na naszej wystawie słynny wij spotkał się ze słynnym pająkiem, co z punktu widzenia paleobiologii było jak spotkanie dwóch figur paleolitycznej Wenus.

    Kamienny autorytet

    Jak mówi Marcin Kuleszo, Eufrozyn Sagan to nazwisko dobrze znane wśród geologów. Przez 40 lat swojej pracy w wałbrzyskim muzeum zapraszał uczonych z całego świata i zabierał ich na spacery po hałdach, żeby sami zobaczyli, jakie skarby kryją. Do dziś pozostały w muzeum książki z dedykacjami od naukowców z Niemiec, Rosji, USA, Anglii i innych krajów. – Także polscy naukowcy prowadzili badania i robili kariery dzięki niemu. Można powiedzieć, że w polskiej geologii istnieje „pokolenie Sagana” – mówi Marcin Kuleszo. Konferencja w Starej Kopalni służyła między innymi temu, żeby zaproszeni z Polski i z zagranicy specjaliści mogli rzucić okiem na cenne eksponaty, które w większości dopiero teraz były obejrzane i omówione przez naukowców. Kto wie, może po serii analiz okaże się, że mamy kolejną sensację i kolejny okaz „jedyny na świecie”? Co ciekawe, Eufrozyn Sagan specjalizował się raczej we florze. – Był człowiekiem ponoć nieprawdopodobnym, starego sznytu, z kindersztubą. Jako dyrektor nie zrobił kariery, nie walczył dla siebie i nawet otrzymane nagrody rozdzielał pomiędzy sprzątaczki, które zarabiały najmniej. Był bardzo skromny, przez całe życie oddawał się swojej pasji, po hałdach chodził z żoną. Malował też karykatury i ilustracje do bajek, występował w rewiach satyrycznych. Jak znajdował na to czas, mając na głowie całe muzeum? – zastanawia się Marcin Kuleszo. – W przyszłości chcemy pokazać całą jego kolekcję na wystawie stałej.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół