• facebook
  • rss
  • Dojechali, choć z przygodami

    ks. Przemysław Pojasek

    |

    Gość Świdnicki 27/2017

    dodane 06.07.2017 00:00

    W połowie czerwca Aleksander i Lila Bojnowscy wyruszyli na motorze do Fatimy. Razem z nimi do Matki jechało prawie 130 zwolenników jednośladów.

    Rankiem 11 czerwca po Mszy św. w parafii św. Michała Archanioła we Wrocławiu kolumna 129 motocykli w pełnej gali wyruszyła na organizowaną przez Salezjański Wolontariat Misyjny w Krakowie i Wrocławiu pielgrzymkę do Fatimy. Trud wyjazdu został podjęty dla uczczenia 100. rocznicy objawień fatimskich i zakładał wizytę w innych sanktuariach maryjnych, takich jak La Salette czy Lourdes.

    – To kontynuacja pielgrzymki „Iskra Miłosierdzia” do Rzymu z ubiegłego roku, w której 160 motocyklistów przejechało z Krakowa do Watykanu – chwalą się organizatorzy. Z naszej diecezji na pielgrzymkę wybrali się państwo Bojnowscy. – „Kogo kocham, karcę i ćwiczę” – tak możemy ze swojej perspektywy określić doświadczenia tej pielgrzymki. Ruszaliśmy w 10-osobowych zespołach, pełni entuzjazmu i oczekiwań na przeżycia duchowe i krajoznawcze. Nie wszystko jednak poszło tak, jak byśmy sobie tego życzyli – wspomina pani Lila. Jej mąż wyjaśnia, że pojawił się problem z ich pojazdem. – Trudów pielgrzymki najbardziej doświadczaliśmy, gdy nasza 22-letnia, ważąca razem z nami 600 kg honda Gold Wing zaskoczyła nas trzykrotną awarią alternatora. Prawdopodobnie z powodu niebywałych upałów, sięgających 35–45 stopni Celsjusza. Usterki naprawialiśmy sami i ciągle goniliśmy grupę – opowiada pan Aleksander. Jednak mimo trudności najbardziej utkwiły im w pamięci piękne kraj- obrazy. – Podziwiając przepiękne alpejskie widoki w Austrii, we Włoszech i Francji (La Salette), przełęcze Pirenejów i gorącą Hiszpanię, dotarliśmy do upragnionej Fatimy. Pielgrzymka dla motocyklistów była również przeżyciem duchowym. – Obecność kapłanów, asysta w codziennych Mszach św., Różaniec i koronka na trasie, doświadczenia powstawania z biegiem dni małej 10-osobowej i ogólnej wspólnoty ludzi z całej Polski o różnym doświadczeniu, wieku, aktywności w trakcie trwania eskapady – to coś niezapomnianego, wartego trudu – dodaje pan Aleksander. W czasie jazdy razem z innymi snuł już plany na przyszły rok. Wśród propozycji najczęściej padało Medjugorie, ale ostateczna decyzja zapadnie za jakiś czas.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół