• facebook
  • rss
  • Modlitwa pod szkłem

    Mirosław Jarosz

    |

    Gość Świdnicki 31/2017

    dodane 03.08.2017 00:00

    Neratov to miejsce znane z niezwykłego kościoła o szklanym dachu. Nie chodzi w tym jednak o pomysł ekstrawaganckiego architekta, a o symbol szeroko pojętego nawrócenia i nowej drogi.

    Przez prawie 300 lat, do II wojny światowej, było to znane miejsce pielgrzymkowe. Obecnie, po długiej przerwie, całkiem dosłownie, zmartwychwstało. Niezwykła historia Neratova, wioski położonej na polsko-czeskim pograniczu w Górach Orlickich, niedaleko Długopola-Zdroju, zaczęła się od… wielkiego pożaru w pobliskich Rokitnicach, w których spłonął m.in. kościół.

    Pani ze snu

    Po tym wydarzeniu tamtejszemu proboszczowi miała przyśnić się Maryja, która poprosiła, by zorganizował procesję do Neratova. Kapłan posłuchał zaleceń. Kazał wyrzeźbić figurkę Maryi, którą zobaczył we śnie. 15 sierpnia 1661 r. wierni i kapłani przenieśli ją do niewielkiej kapliczki. Wkrótce w Neratovie doszło do cudownego uzdrowienia jednej z mieszkanek. Kiedy wieść o tym się rozeszła, figurce Panny Maryi i tutejszemu źródełku zaczęto przypisywać cudowną moc, a na miejsce zaczęli coraz liczniej przybywać pielgrzymi.

    Dla nich w latach 1723–1733 wybudowano barokowy kościół pw. Wniebowzięcia NMP, do którego przeniesiono figurkę Świątynia wybudowana jest na planie krzyża i ma wypukłą fasadę z dwiema wieżami. Ciekawa jest północno-południowa orientacja kościoła. Główne wejście i fasada skierowane są na południe, prezbiterium na północ. Dzięki temu nietradycyjnemu rozwiązaniu w Boże Narodzenie promienie słońca padają bezpośrednio na tabernakulum. W księgach parafialnych zapisano 1400 uzdrowień i 6000 wysłuchanych próśb. Wieś rozwijała się. W czasach największej świetności mieszkało w niej ok. 3500 osób.

    Schody go uratowały

    Cała miejscowość, w tym kościół, bez szwanku wyszła z II wojny światowej. Ale w maju 1945 r. pojawiła się tu Armia Czerwona. Jeden z pijanych żołnierzy, podobno przypadkiem, odpalił pocisk przeciwpancerny, który uderzył w świątynię. Wybuchł pożar, który ją zniszczył. Niemieccy mieszkańcy próbowali ją odbudować, ale wkrótce zostali stąd wysiedleni. Neratov opustoszał, pola zalesiono, kościół zaczął popadać w ruinę, aż w 1957 r. zawalił się strop. W 1973 r. podjęto decyzję o jego rozbiórce. Do znajdującego się na wzgórzu kościoła prowadziły piękne rokokowe schody wykonane w 1776 r. Postanowiono je rozebrać i przenieść do znajdującego się kilkanaście kilometrów dalej zamku. Rozbiórka okazała się jednak tak kosztowna, że na rozebranie kościoła pieniędzy już nie wystarczyło. Dzięki temu ruiny przetrwały. Do całkowicie opustoszałej miejscowości jedynie latem przyjeżdżali właściciele wakacyjnych chat i młodzież na obozy pionierskie. Jedną z młodych osób był Jozef Suchar. Zafascynowały go ruiny świątyni. Jednak w komunistycznej Czechosłowacji niewiele można było zrobić. Kościół był prześladowany. Jozef Suchar, który został księdzem, zamiast odprawiać Msze św., pracował w fabryce jako elektromonter. Dopiero rewolucja w 1989 r. przyniosła nadzieję na ratunek. – Poszedłem wtedy do biskupa Otczenaszka z prośbą, by przydzielił mi właśnie tę świątynię – wspomina ks. Jozef Suchar. – Dostałem pod opiekę 11 okolicznych parafii i 15 kościołów. Biskup jednak nie pozwolił na odbudowę domu Bożego. Byłem zawiedziony, ale szybko zrozumiałem jego racje. Powiedział, że kościół jest dla ludzi, a tu ich nie było. Ksiądz Suchar postanowił więc sprowadzić ludzi do Neratova.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół