• facebook
  • rss
  • Kufry pełne intencji

    ks. Przemysław Pojasek

    |

    Gość Świdnicki 41/2017

    dodane 12.10.2017 00:00

    Zawieźli je do portugalskiego sanktuarium czterej motocykliści z Bielawy. Kiedy wrócili, przez trzy dni odsypiali trud przebytych 8000 km.

    Do Fatimy chciałem zabrać przede wszystkim prywatne intencje. To okazało się niemożliwe. Nagle wiele ważnych dla mnie osób poprosiło o modlitwę. Księża z parafii, znajomi, sąsiedzi – każdy coś dokładał. Czułem, jakbym pakował duchowe kufry na motor i co chwilę przypominał sobie o kolejnej rzeczy, którą muszę zabrać – mówi Józef Chlipała. Pochodzący z parafii Wniebowzięcia NMP w Bielawie mężczyzna przez lata nie jeździł na motorze. Dawna pasja wróciła, gdy cztery lata temu ks. Krzysztof Pełech namówił go w czasie pieszej pielgrzymki do Santiago de Compostela, by na 100. rocznicę objawień w Fatimie pojechać do Matki Bożej na motorach.

    Jeden cel, wiele intencji

    69-letni Wiesław Baran ponad 40 lat nie siedział na motorze. Gdy usłyszał propozycję ks. Krzysztofa, zapalił się do pomysłu. – Ale tuż przed startem zacząłem się trochę bać. 8000 kilometrów na ciężkiej maszynie, bez względu na warunki atmosferyczne – to dość dużo dla kogoś w moim wieku. Ale chyba Matka Boża nas prowadziła, bo choć przez połowę drogi padało i odczuwaliśmy już zmęczenie, to jednak szczęśliwie dotarliśmy do celu – opowiada. Sam również na pielgrzymkę zabrał wór pełen intencji, jednak jedna z nich leżała mu szczególnie na sercu. – Cały trud ofiarowałem przede wszystkim w intencji skruszenia serc ludzi w Bielawie. Należę do parafii pw. Miłosierdzia Bożego, gdzie od kilku dobrych już lat budujemy kościół. Wiele trudu i troski wkłada w to ks. Robert Begierski, proboszcz. Widzę też, jak jego prośby o pomoc rzadko trafiają na żyzną glebę. Prace idą dość wolno, bo ciągle brakuje funduszy – opowiada i przypomina, że w ubiegłym roku Pani Fatimska odwiedziła Bielawę. – A teraz to my zawieźliśmy nasze miasto do Niej w naszych sercach – dodaje. Dzięki pielgrzymce wszystkim czterem motocyklistom Maryja stała się szczególnie bliska. – Już jakiś czas temu, kiedy mój syn ciężko chorował, powierzyłem go opiece Matki Najświętszej. I pomogła. Zaskoczyło to nawet lekarzy. Teraz nie boję się Jej powierzać kolejnych intencji, bo wiem, że Ona nie zawodzi. Po drodze do Niej nie przeszkadzało mi ani zmęczenie, ani trudne warunki atmosferyczne. Wiedziałem, że każda pielgrzymka wiąże się z trudem, który się ofiaruje – przyznaje pan Józef. Szczególne wrażenie zrobiły na nim dwa sanktuaria – to w Fatimie, które było celem podróży, i w La Salette, gdzie choć było dużo mniej ludzi, to jednak czuło się atmosferę modlitwy i zawierzenia Bożej Rodzicielce.

    Kilometry z Różańcem

    – Zobaczyliśmy trzy maryjne sanktuaria połączone nicią bocznych dróg prowadzących przez najpiękniejsze zakątki Europy. W wiele miejsc nie udałoby się dotrzeć samochodem czy autokarem, wielu nie zdążylibyśmy zobaczyć, wędrując pieszo. I tak dzięki spełnionym marzeniom sprzed czterech lat udało się nam przeżyć niesamowitą przygodę duchową, ale i turystyczną. To była nasza pielgrzymka życia – dodaje ks. Krzysztof, jej główny organizator. Po drodze motocykliści też nie próżnowali. – Kiedy przemierzałem kolejne kilometry, wciąż odmawiałem Różaniec. Nie wiem, ile ich zmówiłem po drodze, bo ilekroć przyszła mi do głowy kolejna intencja, przewijałem ją na paciorkach tej maryjnej modlitwy – wspomina Józef. Pątnicy już snują plany na przyszłość. Myślą o dwóch trasach. Pierwsza wiedzie przez święte miejsca we Włoszech, z pewnością przez Rzym czy San Giovanni Rotondo. Druga trasa prowadzić ma do miejsc kultu na Wschodzie, ale plany tej wyprawy nie są jeszcze doprecyzowane.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół