Nowy numer 48/2020 Archiwum

Poeta kawy

Każdy chciałby robić to, co lubi, i jeszcze z tego się utrzymywać. – Nie mam przepisu, jak to zrobić – wyjaśnia Leszek Kopcio z Nowej Rudy. – Powiem tylko, że jeżeli coś nam się podoba – róbmy to. Jest jeszcze jeden warunek: trzeba w to wierzyć.

Poszukiwacz smaków

Wychował się w wielonarodowej kuchni. Prababcia była Austriaczką, mama góralką, a tato i jego rodzice pochodzili z Borysławia. Wszyscy spotkali się w Kotlinie Kłodzkiej. Mieszkali w Młynowie. – Wychowałem się w zapachu różnych kultur – opowiada Leszek Kopcio. – Obok Polaków mieszkali tam Łemkowie, Ukraińcy, Kaszubi, górale. W każdym z domów była inna kultura podawania różnych rzeczy. Jeżeli chodzi o kawę, to w części domów jej nie było, w innych, na przykład u autochtonów – Niemców – była. Jej zapach był nawet jednym z charakterystycznych elementów, po którym można było poznać, skąd kto pochodzi. – Lubię tworzyć smaki – deklaruje pan Leszek. – Jeżeli raz czegoś skosztuję, to nie muszę się później zastanawiać, jak będzie wyglądał finalny produkt. Pamiętam wanilię i pieprz. Potrafię sobie wyobrazić smak lekko pieprzowej wanilii i w jakich proporcjach połączyć składniki.

Osobiście bardzo ten smak lubię. To zawsze było jakimś tłem mojego życia. Zawsze gdzieś tworzyłem smaki. W jego domu kawa zawsze była. Dbała o to rodzina rozrzucona po całym świecie. Kawę najczęściej przysyłała chrzestna z Francji. Trzeba zaznaczyć, że zawsze była to kawa w ziarnach. Mama ją mieliła, 3–4 łyżeczki wrzucała do szklanki i zalewała wrzątkiem. Zapach, jaki się wtedy uwalniał, był niesamowity i wypełniał cały dom. W 1978 roku przyjaciel, nieżyjący już Ryszard Hecht, zaproponował panu Leszkowi współpracę w lodziarni. Sam nie dawał sobie rady. Już po dwóch tygodniach współpracy lodziarnia produkowała własne lody, których niesamowitym smakiem można rozkoszować się w „Białej Lokomotywie” do dziś. To lody z jajek, mleka, śmietany i cukru, bez żadnych chemicznych dodatków. Zawsze o smaku śmietankowo-czekoladowym. – W tym czasie bawiłem się w domu podawaniem kawy na różne sposoby – opowiada Leszek Kopcio. – Fascynowało mnie wtedy podawanie kawy w tyglu. Później miałem wiele wyjazdów po całym świecie. Stany Zjednoczone i Kanada pokazały mi, jak ważnym elementem życia potrafi być kawa. Oni się budzą, otwierają oczy i pierwsze, o czym myślą – to napić się kawy.

Poziomka – tak, hipopotam – nie

O kawie pan Leszek swoim gościom może opowiadać godzinami. To zresztą jeden ze smaczków tego miejsca. – Kawa i poziomka mają ze sobą wiele wspólnego – tłumaczy chcącym zgłębić tajniki rozróżniania ziaren kawy. – Jeżeli poziomka dojrzewa późną jesienią w górach, nabiera mocnego aromatu i cukru. Jeżeli znajdziemy wtedy taką poziomkę, to jej smak jest nie do zapomnienia. Z kawą jest podobnie. Ważne, na jakiej wysokości i na jakiej szerokości geograficznej jest uprawiana. W Afryce opisuje się kawy, zaznaczając, z jakiego rejonu pochodzą, z jakiej plantacji, jaki jest ich smak. Ja preferuję te z Ameryki Południowej. Problematyczne są teraz takie produkty jak wietnamska kawa z doliny Mekongu, produkowana w ogromnych ilościach, wykorzystywana w przemyśle kawowym. Ta kawa przypomina tłustego, błotnego hipopotama, który nabiera masy, ale nikt nie ma ochoty jeść jego mięsa, bo warunki, w jakich to zwierzę żyje, nie dają szlachetności smaku. Jeżeli ktoś chce zacząć swoją przygodę z kawą, musi po prostu jej próbować. Zaopatrzyć się w ekspres kolbowy i młynek, bo tylko całe ziarna mogą zapewnić to, co najlepsze. Kawa mielona gubi aromat. O kawie rozpuszczalnej nawet trudno mówić, że jest kawą.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama