Nowy numer 48/2020 Archiwum

Gdyby wiara twa była jak gorczycy ziarno…

Szli przez 10 dni i prosili o pomnożenie wiary. Czy są na nią gotowi? Jak zmieniłoby się ich życie, gdyby mieli jej więcej?

Żyć

– Gdyby każdy z nas miał więcej wiary, na pewno wszystkim żyłoby się lepiej – rozważa Wanda Zbylut ze Srebrnej Góry. – To przełożyłoby się na stosunki sąsiedzkie, rodzinne, w pracy. Może nie byłoby takiej zazdrości. Teraz ona się tak bardzo rozwija przez walkę o poprawę warunków materialnych. Ludzie zaczynają odchodzić od Boga, bo chowają się przed Nim. Tak jak Adam i Ewa w raju. – Pragnę, by moje dzieci bardziej zwróciły się do Boga – dodaje ponad 60-letnia Janina Panaś, również ze Srebrnej Góry. – Czasami rodzice tolerują błędy swoich dzieci, pozwalają im np. mieszkać razem przed ślubem. Idziemy na pielgrzymkę, by mieć siłę o tym mówić i pokazać samemu, że można żyć inaczej. Podobną opinię potwierdza Maria Romaniuk z Łagiewnik, która przed laty chodziła na pielgrzymkę z córką, a od kilku lat zabiera na nią wnuki. – Wiary bardzo brakuje dziś rodzicom, którzy powinni dawać dzieciom dobry przykład – przekonuje pani Maria. – To oni powinni pokazywać dzieciom, jak żyć wiarą. Posyłają dzieci na wycieczki, place zabaw, ale do kościoła już nie, bo się mogą tam przeziębić. Odnowienie wiary potrzebne jest przede wszystkim w rodzinach, bo tam wszystko się zaczyna.

Ufać

– Dzięki większej wierze mógłbym zbliżyć się bardziej do świętości, która jest głównym celem życia – tłumaczy ks. Krzysztof Iwaniszyn, przewodnik grupy 5. – Gdybyśmy wszyscy mieli więcej wiary, byłoby więcej radości, ufności, pokoju. Mniej zmartwień i lęku, kiedy przyjdą trudne chwile, które są nieodłączną częścią ludzkiego życia. Kiedy wiara jest mocna, człowiek potrafi przejść nad problemami z ufnością, odwagą, miłością i bez lęku. Przede wszystkim właśnie to. Bo diabeł ukochał lęki. Przez nie najbardziej atakuje człowieka. W ten sposób doprowadza do zwątpienia i rozpaczy. Mocna wiara potrzebna jest, by przejść ponad tym wszystkim, ufając, że Jezus jest zawsze z nami i nas nigdy nie opuszcza. Ksiądz Iwaniszyn tłumaczy, że jego celem jest pomoc pątnikom w umacnianiu wiary. Czyni to przez swoje kapłaństwo. Zaznacza jednak, że musi zaczynać od umocnienia swojej wiary. Tylko wtedy może być świadkiem dla innych. Zwraca również uwagę, że pielgrzymka nie jest jedynie umocnieniem dla jej uczestników, ale działa szeroko, na całą społeczność. – Często to powtarzam, że podając intencje modlitwy, nie modlimy się tylko za siebie, swoich bliskich i tych, których kochamy, ale również za tych, do których jest nam daleko, bo Jezus też ich kocha. Chodzi o to, by oni również otworzyli serca na miłość Boga. A nie zawsze o tym wiedzą, nie wiedzą, że pragną Boga. Skoro pragną życia, bo każdy człowiek chce żyć, to pragną Boga, bo Bóg jest życiem. Skoro pragną miłości, to pragną Boga, bo Bóg jest miłością. Oni jednak nie wiedzą, że pragną Boga i szukają Go gdzie indziej. Szukają miłości pozornej. To jest może przyjemne, ale krótkotrwałe. To nie jest miłość. Dlatego my, którzy czujemy, że jesteśmy już na ugruntowanym etapie wiary, mamy obowiązek modlić się za tych, którzy są słabi, i wstawiać się za nimi. A za tą modlitwą pokazywać również świadectwem życia tym pogubionym, którzy żyją gdzieś daleko, że tylko droga z Jezusem ma sens.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama