Nowy numer 48/2020 Archiwum

Otworzyli młodych

Ewangelizacja. Wakacyjna stagnacja parafialna bywa tylko pozorna.

Przebaczam, a potem uwielbiam

Pierwsza spowiedź generalna – doświadczenie niezapomniane. – Przygotowywaliśmy się do tego momentu przez cały pobyt. Każdego dnia staraliśmy się stawać w prawdzie o naszych pragnieniach, słowach i czynach. Wiele razy płynęły łzy – ze wzruszeniem wspomina Bartek, bo dla młodych ludzi było to przeżycie niezwykle mocne: przyjrzenie się całemu życiu i przyjęcie go w imię miłosiernego Pana. – Zaproponowaliśmy młodym, aby napisali listy do swoich rodziców, aby przeprosili ich i przebaczyli im wszelkie zło, jakiego doświadczyli we wzajemnych relacjach – wyjaśnia ks. Arek. Więc pisali: „Wiem, że między nami nie zawsze było różowo i pięknie. Było między nami dużo kłótni, wyzwisk, a nawet kiedyś doszło do rękoczynów. Przez to bardzo długo miałem do Ciebie żal, ale dręczyło mnie sumienie, po czym się godziliśmy i wszystko wracało do normy, a to oznacza, że jednak się kochamy. Często powtarzałeś, że nie mam do Ciebie szacunku, co bardzo mnie bolało, bo mimo wszystkich niemiłych przygód w naszym życiu mam do Ciebie szacunek i bardzo Cię kocham! Tatusiu, bardzo chcę, żeby między nami było o wiele lepiej niż teraz. Chcę powiedzieć, że wszystkie niemiłe chwile szczerze Ci przebaczam. I mam nadzieję, że Ty też mi wszystko, co niemiłe, przebaczysz. Do zobaczenia. Kocham Cię!”.

Spowiedź z całego życia – wreszcie wiadomo, jak smakuje wolność, którą daje Jezus, ten sam, którego młodzi spotykają w zwykłych okolicznościach życia albo w tak wyjątkowych, jak podczas modlitwy na Stadionie Narodowym z o. Johnem Bashoborą. – Niezwykłe przeżycie, dające odczuć, jak wielką siłą jest wspólnota żywego Kościoła – komentowali młodzi wracający przez Warszawę ze swego „posejnale”. „Heart to heart” – serce do serca, tak często mówi o. John. Takie hasło widniało też na koszulkach kłodzkiej młodzieży i nikt nie miał wątpliwości, że nie jest to jedynie pusty slogan, ale głęboka rzeczywistość, która dzięki łasce naprawdę stała się jej udziałem. Jak to możliwe? Wystarczy znaleźć ludzi, którzy zamiast liczyć zamknięte konfesjonały, świeczki na ołtarzu, frędzle u pasa i grzechy innych, zajmą się tym, co najważniejsze: szukaniem Jezusa i pokazywaniem Go innym. Swoim życiem. •

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama