Nowy Numer 38/2019 Archiwum

Ręka Pana Boga

Sylwetka. – Gdzież moja klinika w Poznaniu by mnie tego wszystkiego nauczyła, co dała mi Nowa Ruda – zapewnia dr Barbara Zegzdryn.

Wszędzie, tylko nie tu

– Byłam na trzecim roku medycyny w Poznaniu, kiedy mój mąż, który był już lekarzem, przygotowywał się do zrobienia specjalizacji chirurgicznej. W czasach stalinowskich do wojska brano bez pytania. Po półrocznym przeszkoleniu w Łodzi dostał nakaz wyjazdu do jednostki wojskowej w Ludwikowicach Kłodzkich, gdzie była karna jednostka pracująca w kopalni. Załamał się. Jego medycyna ograniczała się do sali wysoko gorączkujących chorych i pilnowania czystości ustępów. Przyjechał do mnie do Poznania i powiedział, że bierzemy ślub. A ja mu odpowiedziałam: „Słuchaj, poszłam na medycynę z powołania, a nie dlatego, żeby znaleźć męża. Muszę najpierw skończyć studia. A ty, jeśli mnie kochasz, to poczekaj”. I czekał dwa lata – opowiada.

Wzięli ślub i każde pojechało w swoją stronę. Ona pracowała w Klinice Pediatrii w Poznaniu, on wrócił do Ludwikowic. – Ale mój mąż był już w ogromnej rozpaczy, a ja nie mogłam dłużej na to patrzeć. Poszłam więc do dziekana i rektora, poprosiłam o nakaz pracy w Nowej Rudzie. Złapali się za głowę: „Gdzie ty idziesz?!”. Wtedy zdziwiłam się ich zaskoczeniem. Nie miałam pojęcia, co mnie czeka – uśmiecha się. W Nowej Rudzie jako pediatra zastała dramatyczną sytuację. Wskaźnik umieralności dzieci był porażająco wysoki. Wzięła wtedy mieszkanie w starej kamienicy obok szpitala – w którym mieszka do dziś – bo pomyślała, że wytrzyma tutaj góra dwa lata. Nie zostaną w Nowej Rudzie ani minuty dłużej! Czekała tylko na moment, gdy jej mąż skończy służbę wojskową. – Mąż przebywał w wojsku jeszcze sześć lat. Nieraz sama byłam bliska załamania. Byłam jedynym pediatrą w okolicy. Po wojnie i wyznaczeniu nowych granic do Nowej Rudy w poszukiwaniu pracy w kopalniach przyjechali ludzie z wielu zakątków świata, o przeróżnej mentalności – wspomina.

Losy ludzi w moich rękach

Było ciężko. Pewnego razu przyszła do poradni dziecięcej matka, górniczka z prażalni łupków. – Przy mnie otwarła butelkę wódki i się napiła. Nie wiedziałam, jak mam się zachować, czy wyprosić ją, a może uciekać. Za chwilę górniczka mówi: „Przyszłam pani doktor podziękować, bo pani mojego Bolesia jak aniołka na ręce wzięła”. Kobieta samotnie wychowywała panieńskie dziecko, pochodziła z okolic Łodzi, przyjechała tutaj za pracą. Wstyd przed rodziną nie pozwolił jej wrócić do domu. Syna kochała nad życie.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • Gość
    01.04.2016 22:12
    Nikt nie pisze o kosztach a ja jestem ciekawa Ole kosztuje wizyta. Musze się wybrać z dwójką małych dzieci i niewiem ile zabrać ze sobą pieniędzy. Proszę o odp.
  • Ania1.2
    06.07.2016 18:12
    Najlepszy lekarz jakiego znam dużo zdrówka Pani doktor.
    doceń 0
  • Monika B.
    06.07.2016 19:09
    Cudowna kobieta, znakomita lekarka. Nie wyobrażam sobie wizyty z córcią u innego pediatry. Nigdy! Dużo zdrówka życzymy :-*
    doceń 0
  • GośćF
    07.07.2016 00:32
    Kochana Pani Doktor! Moje córeczki uwielbiają "babcie Basie" ja również jest dla mnie autorytetem... dużo zdrówka i błogosławieństwa Bożego ☺ pozdrawiamy!
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL