Nowy numer 24/2018 Archiwum

Czas łaski trwa nadal

Biskup świdnicki Ignacy Dec, podsumowując Jubileusz Miłosierdzia, mówi, że miłosierdzia nie można tylko deklarować, lecz czynić, oraz o tym, że to Bóg ogłosił Jezusa królem, a nie my.

Mirosław Jarosz: Kilka dni temu symbolicznie zamknął Ksiądz Biskup Bramę Miłosierdzia w katedrze, zamykając tym samym Jubileusz Miłosierdzia. Czy oznacza to, że będziemy mieli teraz mniej łaski, coś się przed nami zamknęło?

Bp Ignacy Dec: Brama Miłosierdzia była symbolem Jezusa Chrystusa, przez Chrystusa bowiem jak przez bramę przychodzi na świat Boże miłosierdzie. W tym znaczeniu Brama Miłosierdzia, jaką jest Chrystus, nie może być nigdy zamknięta i nikt nie jest w stanie tego uczynić, nawet papież. Drzwi Święte miały nam w tym roku przypomnieć, że miłosierdzie Boże przychodzi do nas przez Chrystusa, jedynego Pośrednika między Bogiem a człowiekiem. Rok Jubileuszowy się zakończył, Bramy Miłosierdzia zostały zamknięte, ale miłosierdzie Boże nadal spływa i będzie spływać na świat. Naszym zadaniem jest to, abyśmy byli na nie otwarci.

Co zatem dostaliśmy podczas tego roku i co nam będzie procentować w przyszłości?

Nie da się dokładnie powiedzieć, co otrzymaliśmy. To wie jedynie Bóg. Jedno jest pewne – był to rok łaski od Pana. Tak wielu ludzi dostąpiło Bożego miłosierdzia w sakramencie pokuty i na innych drogach Bożego działania. Jest ważne, abyśmy nadal byli otwarci na Boże miłosierdzie, przyzywali go dla świata i abyśmy sami okazywali naszym bliźnim miłosierdzie, pomni na słowa Pana: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5,7).

Te prawdy powinniśmy byli znać. Dlaczego papież zdecydował się w tak uroczysty sposób przypomnieć o miłosierdziu Bożym? Zapomnieliśmy o nim? Błędnie je rozumieliśmy?

Z pewnością dlatego, że świat dzisiejszy zapomniał nieco o Bożym miłosierdziu i nie jest dostatecznie świadomy działania Bożego w świecie, które jest działaniem miłosiernym. Człowiek dzisiejszy przeżywa lęk przed różnymi zagrożeniami, a ostatecznie przed śmiercią. Dzisiejszego człowieka, będącego także członkiem Kościoła, trzeba odrodzić w wymiarze jego ducha, aby w miłosierdziu Bożym znajdował ukojenie i aby spełniał się jako człowiek, będąc miłosiernym dla drugich.

W Polsce Jubileusz Miłosierdzia zbiegł się z 1050. rocznicą chrztu. Przyjęcie wiary i miłosierdzie zostały splecione i otrzymały wspólnotowy charakter. Powinniśmy je jakoś duchowo łączyć czy potraktować tylko jako zbieg okoliczności?

W dziejach zbawienia i w dziejach Kościoła nie ma przypadków. Decyzja o ogłoszeniu kończącego się roku Nadzwyczajnym Jubileuszem Miłosierdzia została podjęta przez Ojca Świętego Franciszka. Rok ten był ogłoszony dla całego Kościoła. Tak się złożyło, że dla nas, Polaków, był to także rok 1050. rocznicy przyjęcia chrztu przez Mieszka I, pierwszego historycznego władcę Polski. Myślę, że to połączenie było także darem Pana Boga, gdyż wdzięczność za chrzest i za miłosierdzie Boże idą w parze. Także pierwszym zobowiązaniem wypływającym z przyjętego chrztu jest czynienie miłosierdzia.

Jakby tego było mało, zakończyliśmy w Polsce Jubileusz Miłosierdzia uznaniem Jezusa za Króla i Pana. Jaką wagę ma to wydarzenie?

Myślę, że uroczyste wyartykułowanie tego jubileuszowego aktu w Krakowie-Łagiewnikach w obecności najwyższych władz kościelnych i państwowych naszej ojczyzny było pięknym zwieńczeniem Jubileuszu Miłosierdzia i zarazem roku 1050. rocznicy chrztu Polski. Treść Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana znakomicie wpisała się w modlitewny klimat tych religijnych wydarzeń.

Choć biskupi już to wyjaśniali, wciąż nie wszyscy rozumieją: czym różni się przyjęcie Jezusa za Króla i Pana od uznania Go za Króla Polski?

Nie jest naszym zadaniem ogłaszanie Chrystusa królem. To sam Bóg dokonał intronizacji Jezusa Chrystusa w Jego zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu. Nam pozostaje tylko przyjąć Go za naszego Króla i Pana. Jezus Chrystus jest Królem wszechświata. Tak Kościół wyznawał od początku swego istnienia. Jezus Chrystus jest jedynym powszechnym Zbawicielem świata, jest Królem wszechświata i wszystkich narodów, zatem także narodu polskiego. To Bóg Go ogłosił królem, a nie my. Naszym zadaniem jest przyjąć to Jego królowanie.

Aby przyjąć Jezusa za Króla i Pana, nie wystarczy wypowiedzieć słowa. Takie przyjęcie zakłada głęboką zmianę w sercu. Co powinniśmy zatem teraz zrobić?

Wypowiedziany uroczyście w Krakowie Jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana nie powinien stać się tylko słowną deklaracją, ale jego treść powinna być wprowadzana w życie. Chrystusa powinniśmy na nowo przyjąć do naszych umysłów, do naszej woli i do naszych serc, abyśmy żyli Jego prawdą i Jego miłością. Ma to być nasza odpowiedź na słowa Ojca Świętego Jana Pawła II z inauguracji jego pontyfikatu, 22 października 1978 roku: „Nie lękajcie się! Otwórzcie drzwi Chrystusowi”. Nie bójmy się! Jezus nam niczego nie chce zabrać. Jest Tym, który nie zabiera, ale daje. Jezus i Jego królestwo nikomu nie zagrażają. Ten akt wiary uznania Chrystusa za Króla, Pana i Zbawiciela otwiera nam drogę do zbawienia. Tak o tym napisał apostoł Paweł w Liście do Rzymian: „Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia” (Rz 10,9-10). Jezus nie narzuca się nam, nie stosuje żadnych reklam, żeby nas przekonać do siebie. On z delikatnością puka do naszych umysłów i serc. W Apokalipsie czytamy: „Oto stoję u drzwi i kołaczę, jeśli ktoś posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną. Zwycięzcy dam zasiąść ze Mną na moim tronie” (3,20-21a). Zatem dla Chrystusa powinniśmy otworzyć nie tylko nasze umysły i serca, ale – tak jak nas wzywał do tego św. Jan Paweł II – nasz naród, nasze całe państwo, ze wszystkimi jego instytucjami: naszym ustawodawstwem, ekonomią, polityką, kulturą, edukacją, oświatą, służbą zdrowia. Po prostu wszystko, wszelką przestrzeń naszego życia osobistego, rodzinnego i narodowego. Trzeba często przypominać, że nie możemy się jednak zatrzymać na słowach, które zostały wypowiedziane w Akcie Przyjęcia. Jezusa Chrystusa chcemy przyjąć do naszych umysłów, do naszej woli, do naszych serc. Niech On sam włada naszym myśleniem, naszymi wyborami moralnymi, naszymi sercami. Niech działa w nas, w naszych rodzinach, w naszym narodzie i w całym świecie – przez prawdę i miłość. Będziemy o tym często przypominać wiernym, także w naszej diecezji.

Czy obserwując swoją diecezję, widzi Ksiądz Biskup zalążki duchowych owoców, jakie zrodziły się w minionym roku?

Tak, owoce minionych jubileuszy są zauważalne. Były one widzialne w Krakowie 19 listopada br. Można je także zauważyć w naszej diecezji. Jednakże musimy pamiętać, że czas miłosierdzia Bożego jest nie tylko za nami, ale i przed nami. Czas miłosierdzia trwa. miroslaw.jarosz@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma