GN 48/2020 Archiwum

Radość Ewangelii (17.11.2017)

Łk 17,26-37: Jezus powiedział do swoich uczniów: Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego: jedli i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich. Podobnie jak działo się za czasów Lota: jedli i pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali, lecz w dniu, kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił wszystkich; tak samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi. W owym dniu kto będzie na dachu, a jego rzeczy w mieszkaniu, niech nie schodzi, by je zabrać; a kto na polu, niech również nie wraca do siebie. Przypomnijcie sobie żonę Lota. Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je. Powiadam wam: Tej nocy dwóch będzie na jednym posłaniu: jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. Dwie będą mleć razem: jedna będzie wzięta, a druga zostawiona. Pytali Go: Gdzie, Panie? On im odpowiedział: Gdzie jest padlina, tam zgromadzą się i sępy.

Noe robił coś zupełnie niepotrzebnego z punktu widzenia swoich współczesnych: poświęcał czas, możliwości, środki na budowanie arki. Marnotrawił wszystko. Zamiast robić to, co w rozumieniu tego świata jest pożyteczne - jeść, pić, żenić się i za mąż wychodzić - to trwonił wszystko na budowanie arki… bez sensu… Mentalność bardzo często nam towarzysząca: najważniejsze jest zapewnić sobie to, co dotyczy bytu ziemskiego - a jak starczy środków, sił, czasu itd. to ewentualnie znajdzie się chwila dla Boga. Czy ludzie w pokoleniu Noego byli wszyscy źli? Pewnie nie… ale zajmowali się nie tym, co trzeba. To jest właśnie fundamentalny wybór, jaki nas dotyka: czy zajmuję się tym, co trzeba. Czy nie marnotrawię czasu, sił, zdolności, życia na coś, co jest bez znaczenia? I tu ściera się mentalność tego świata z mentalnością Chrystusa. Cały problem jest w tym, że poświęcanie sił, czasu, możliwości itd. w sprawy dotyczące Boga zazwyczaj wygląda na marnotrawstwo z punktu widzenia tego świata. Bo to, co proponuje świat, jest namacalne i konkretne, można to dotknąć lub poczuć, przeliczyć, zważyć i zmierzyć, doświadczyć na płaszczyźnie zmysłowej czy emocjonalnej. Z Bogiem już tak nie jest - tu chodzi o wiarę. Wiarę na Słowo. I teraz rzecz cała w tym, żeby postawić wszystko na Słowo, które wyrzekł do mnie Pan. Wszystko. Wbrew ludzkiej logice, ludzkim zwyczajom, nawykom, wbrew otoczeniu nieraz - bo Pan powiedział. I to jest właśnie prawdziwa wolność człowieka: prawdziwa wolność nie polega na wyborze między dobrem a złem. Bóg jest wolny - ale Jego wolność nie polega na wahaniu się między dobrem a złem. Prawdziwa wolność dotyczy właśnie tego: w co zaangażuję moje możliwości, zdolności, mój czas, wszytko w co mnie wyposażył Bóg, wszystko co złożył w moje ręce? Czy postawię to na Słowo Boga, czy też dam się przekonać i zaangażuję to przede wszystkim w ten świat? W szukanie tego, co namacalne, doświadczalne, zmysłowe, emocjonalne itd.?

Bynajmniej nie chodzi tu jednak o ignorowanie spraw tego świata. Dwóch będzie na polu… dwie będą mleć… dwaj będą spać na tym samym łóżku… Lot i Noe żyli pośród innych, podobnych sobie ludzi. Noe też miał żonę, jadł i pił. Lot też zajmował się hodowlą, kupował i sprzedawał, sadził… miał rodzinę… Gdzie jest różnica? Zdaje się, że różnicę zauważył św. Paweł: wszystko czynić tak, jakby się nie czyniło… jeść, używać - jakby się nie jadło, nie używało… O co idzie? Idzie o to, że pierwszą troską jest Królestwo - a cała reszta służy mi tylko o tyle, o ile tego potrzebuję, by być sprawnym w sprawach Królestwa Bożego. Jem i piję - bo tego potrzebuję by działać zgodnie z moim miejscem w Królestwie. Ale kłopot wtedy się pojawia, gdy jedzenie i picie staje się celem samym w sobie. Kupuję bądź sprzedaję - o tyle, o ile to jest mi potrzebne do spraw Królestwa. Noe kupował drewno na arkę, miał rodzinę, jadł i pił - wszytko po to, by kontynuować budowę arki. O co mi chodzi tak naprawdę, gdy pracuję, zarabiam, gdy jem i piję, gdy sadzę i buduję, gdy sprzedaję i kupuję? Co jest moim celem tak naprawdę? To jest fundamentalne pytanie. Bo kto chce pod każdym względem zabezpieczyć swoje istnienie na tym świecie - ten je zmarnuje. A kto podporządkuje swoje istnienie na tym świecie sprawom Królestwa - ten zachowa swoje istnienie na wieki. Bo to jest Życie Boga: Królestwo. Wspólnota Trójcy, gdzie każdy się prześciga w Miłości wzajemnej, służebnej… Każdy z nas ma swoje miejsce i swoją rolę w Królestwie Miłości. I sztuka polega na tym, żeby wszystko podporządkować swojemu miejscu, swojej roli - swojemu sposobowi wyznawania światu Miłości, która służy bliźniemu. Żeby być coraz w tym sprawniejszym, coraz lepszym - w czynieniu Miłości, która służy, tak jak Miłość mnie do tego zaprosiła. Żyję dla Miłości czy dla siebie? Jeśli żyję dla siebie, dla swojego egoizmu - to mam problem. Zniszczę swoje życie. A jeśli będę żył dla Miłości, która służy - wówczas będę żył naprawdę, będę żył Życiem Boga. Życiem, które się nie kończy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama