Nowy numer 3/2021 Archiwum

Nie zapracowałem sobie na trzeźwość, to łaska od Boga

Ma 49 lat. Nie pije od 5 grudnia 1993 roku. Mówi, że grubość szkła dzieli go od tego Janka, który wczoraj przestał pić.

Tuż przed pożegnaniem z alkoholem miał w nocy widzenie.

– Leżałem w łóżku. Po jednej stronie siedziało trzech czarnych facetów, którzy mówili, że ze mnie to już nic nie będzie, że jestem dziad i menda. Przy mnie siedział jeden biały i mówił, że to nieprawda, że jeszcze będę OK – ten targ nad sobą pamięta do dziś.

Poszedł na terapię, zaczął też chodzić na mityngi anonimowych alkoholików. Jak mówi, to jego jedyny wysiłek na drodze do trzeźwości, resztę dostał od Boga.

– Przez lata byłem ateistą. Na religię przestałem chodzić w szóstej klasie. Daleko mi było do Kościoła. W AA poznałem ludzi, którzy mi imponowali – nie kłamali, nie oszukiwali. To był dla mnie inny świat. Tam jeden z chłopaków powiedział, że Jezus mnie kocha. Nie wierzyłem. Jak może mnie kochać, przecież ja w życiu zrobiłem tyle złego. Ale pomału zacząłem Go szukać. Myślałem, że może u muzułmanów, bo nie piją, może u świadków Jehowy, miałem też znajomych zielonoświątkowców, ale ostatecznie odnalazłem się na nowo w Kościele katolickim. Trafiłem do Odnowy w Duchu Świętym i tam zaczęła się moja przygoda z Bogiem – wspomina Jan.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama