Nowy numer 39/2020 Archiwum

Apostołowie w glanach

Byli punkowcy spotykają się z młodymi i dorosłymi, prowadzą też nabożeństwa uwielbienia.

Kiedy już zamieszkali razem, pewnej nocy Arka obudził głos, który wypowiedział jego imię. – Patrzyłem przez okno, żeby zobaczyć, czy nikt mnie nie woła, bo czasami przychodzili moi znajomi, którzy byli tak naćpani, że nie mogli spać po nocach. Ale tam nikogo nie było. Olałem to i poszedłem dalej spać. Na drugi dzień poczułem niesamowity pokój, chęć do życia, wręcz euforię. I miałem takie wewnętrzne przekonanie, że to Jezus Chrystus mnie wołał. Początkowo Monika nie chciała mi wierzyć, uważała, że mi odbiło, ale kiedy pewnego dnia wzięła Pismo Święte i przeczytała w nim, że Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Uderzyło ją to słowo „każdy”. Wtedy zrozumiała, że tylko Bóg może wypełnić pustkę, którą oboje mieliśmy w naszych sercach – wspomina moment nawrócenia lider zespołu. Od tego czasu wszystko się zmieniło. Zaczęli opowiadać o swoim nawróceniu innym, najpierw kolegom i rodzinie, potem odważyli się dawać świadectwo w innych miejscach. – Ja nie potrafiłem mówić o niczym innym jak tylko o Jezusie. Wszyscy na mnie patrzyli jak na dziwaka, a ja dalej moim znajomym punkowcom, bo wtedy tylko takich kolegów i takie koleżanki mieliśmy, mówiłem o Bogu. Część z nich straciliśmy, a część po kilku latach, widząc nasze szczęście, zaczęła się do nas odzywać i pytać o to, jak to robimy. Kilka osób się nawróciło. Chodzą do kościoła, zakładają wspólnoty, jeżdżą na rekolekcje – wymienia apostoł w glanach.

Zwraca też uwagę na cud, który wydarzył się w ich życiu. – Nie mogliśmy mieć dzieci, bo używki i dotychczasowy styl życia mocno rozregulowały nasze organizmy. Monika dużo modliła się o dziecko za wstawiennictwem Matki Bożej. Mówiła prosto: „Maryjo, Ty miałaś dziecko, miałaś tę łaskę. Wiem, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Daj więc, bym i ja miała dziecko”. I pewnej nocy miała sen, po którym poczuła, że jest to możliwe. Udało się. Dzisiaj mamy 11-letnią córkę, która czeka na nas w domu. Ale kiedy ten cud się wydarzył, postanowiliśmy wszystko poukładać. Wzięliśmy cichy ślub, którego nie oddałbym za żaden inny. To był ślub przed Bogiem bez imprezy i innych zbędnych dodatków – wspomina.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama