Nowy numer 30/2021 Archiwum

Mąż i żona. Posoleni

Oni dobrze wiedzą, co to znaczy zgotować sobie piekło na ziemi. Na szczęście znają też smak spotkania żywego Boga, który jednym słowem potrafi czynić wszystko nowe.

On żyje!

W kilka godzin od nałożenia medalika Monika straciła zupełnie siłę. Nie potrafiła zapanować nad swoim ciałem. Dopadł ją stan paraliżu, przez kilka godzin postarzała się o kilka lat. – Zastanawiałam się, jak to jest możliwe, że skoro robię dobre rzeczy, to po nałożeniu poświęconego medalika nagle tracę kontrolę nad sobą – mówi Monika. Dochodziła godzina piętnasta, Mirek zaproponował, żeby pomodlić się Koronką do Miłosierdzia Bożego. Leżała na kanapie, trzymając w ręce podarowany od męża różaniec. Modliła się: „Panie Jezu, jeśli rzeczywiście zbłądziłam, to mi to pokaż”. W jednym momencie, jak w filmie, stanęły jej przed oczami wszystkie praktyki okultystyczne i kursy, które odbyła. – Wtedy przestraszyłam się, bo moja babcia mówiła: „Jeśli zobaczysz całe życie przed oczami, to przychodzi ci umierać” – dodaje.

Byli przerażeni, jej stan się pogarszał, ręce parzyły ją od trzymanego w dłoniach różańca. Już wiedziała, co zrobiła źle, wiedziała też, że jedyne, co może zrobić, to pojednać się z Bogiem. Zaczęli gorączkowo szukać księdza. Znaleźli numer telefonu w „Gościu Niedzielnym”, po którego kiedyś przypadkiem sięgnęła Monika. Ksiądz Roman pamiętał ich z pielgrzymki do Sulistrowiczek, na którą wspólnie się wybrali, zachęceni artykułem w gazecie. Kiedy Mirek powiedział, że jego żona może nie dożyć do rana, usłyszał: „Przyjeżdżajcie”.

Zaprowadzenie Moniki kilka schodów do góry było dla dwóch dorosłych mężczyzn ogromnym wysiłkiem, jakby była przyspawana do ziemi. Opadła bez siły na fotel i nie mogła wypowiedzieć ani słowa. Modląc się w duchu, prosiła Boga, żeby otworzył jej usta. W tym samym czasie Mirek siedział na korytarzu i odmawiał Różaniec. Po kilku minutach zobaczył żonę stojącą w drzwiach o własnych siłach. Był w szoku. Ksiądz zresztą też. – Kiedy w końcu udało mi się coś powiedzieć, byłam w stanie opowiedzieć księdzu tylko to, co zobaczyłam podczas modlitwy Koronką, nic więcej. Wtedy jeszcze nie miałam świadomości, w czym tkwię. Kiedy usłyszałam: „Ja odpuszczam tobie grzechy...”, po prostu wstałam i wyszłam – mówi Monika. – Doświadczyłam cudu i nikt nie jest mi w stanie powiedzieć, że nie ma żywego Boga w sakramencie pojednania. Jezus dał mi łaskę, najpierw zobaczenia, a później wyznania swoich grzechów. Od tego momentu zaczął się powolny proces naszego nawracania się – dodaje.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama