Nowy numer 48/2020 Archiwum

Zmarł Mieczysław Zołoteńki, żołnierz AK i tata wałbrzyskiego proboszcza

Wraz z synem pożegnali go w kaplicy św. Andrzeja Boboli we Wrocławiu bp Marek Mendyk, rodzina i przyjaciele.

Mieczysław Zołoteńki urodził się 1 listopada 1930 r. w historycznej miejscowości Laszki Murowane w powiecie Sambor, w rodzinie Jana i Marii z domu Kędzierskiej. Miał liczne rodzeństwo: starszego brata Józefa, starszą siostrę Stanisławę oraz młodszych Helenę, Adama, Bolesława, Zygmunta, Aleksandra i Jadwigę. Ożenił się w 1955 r. z Eugenią Czekalską. W małżeństwie urodziło się 4 synów: Zbigniew, Jerzy, Waldemar i Marek. Doczekali się wspólnie 8 wnuków i 2 prawnuczek.

Mieczysław już jako 13-letni chłopiec został zaprzysiężony na żołnierza Armii Krajowej, choć w tym wieku, według zasad AK, nie było to praktykowane. Dlatego też przysięgę złożył wobec swojego ojca, który organizował samoobronę i oddziały leśne AK w powiecie samborskim. Służył jako kurier, niejednokrotnie ryzykując życiem i przez lata będąc poszukiwanym.

Na terenie rodzinnego gospodarstwa ukrywali się Żydzi, którzy przemieszczali się grupami. Gestapo, podejrzewając rodzinę, przychodziło do domu co drugi dzień, zaczynając wizytę od kopania w drzwi.

Podczas drogi na Ziemie Zachodnie Mieczysław musiał troszczyć się o rodzinę i dobytek, którego część została za obecną polską granicą. Ojciec Jan uważał, że Amerykanie wrócą do poprzednich granic Polski. W domowym gospodarstwie pozostały zapasy broni i amunicji do dalszej walki oraz żołnierze AK, których ojciec Jan nazywał swoimi dziećmi.

Gdy rodzina osiedliła się w Pasikurowicach, rodzeństwo Mieczysława rozpoczęło naukę w szkole, a on musiał wstawać wcześnie rano, by jako kilkunastoletni gospodarz troszczyć się o bydło i uprawiać pole. Ojciec powiedział, że za tę pracę przekaże mu całą gospodarkę. Jednak gdy rodzeństwo chciało podzielić pole, Mieczysław zgodził się na to. Troszczył się o właściwe postawy wśród rodzeństwa i odpowiednią świadomość polityczną w rodzinie, co czasami wiązało się z odważną konfrontacją zdań. Miłość wiązał z życiem w prawdzie.

Później angażował się w życie społeczne. Zainicjował utworzenie boiska, klubu sportowego i domu kultury w Pasikurowicach, organizował przedstawienia teatralne. Brał też udział w odbudowywaniu Wrocławia. Zdobył wykształcenie i, pracując w Narzędziowni w Polarze, stał się najlepszym szlifierzem.

Brał również aktywny udział w życiu swoich parafii. Angażując starszych synów, pomagał w budowie kościołów św. Kazimierza na Psim Polu i św. Jana Apostoła w Zakrzowie. Należał do chóru kościelnego oraz męskiej róży różańcowej. Podtrzymywał z organistą i indywidualnie śpiew w kościele. Współpracował także jako animator Ruchu Światło-Życie ze sługą Bożym ks. Franciszkiem Blachnickim - w ramach oazy w Centrum Ruchu w Krościenku oraz z ks. Janem Kruczyńskim w filii Centrum - na Psim Polu. Do ostatnich dni, pomimo słabnących sił, interesował się życiem społeczno-politycznym w Polsce.

Sam jako chłopiec był ministrantem, więc zadbał, by synowie również należeli do służby liturgicznej. Dbał o rozwój wiary w rodzinie, uczył modlitwy, czytania Pisma Świętego, przedkładania losu Kościoła i ojczyzny nad własne sprawy. Zadbał też, by synowie, podobnie jak on w dzieciństwie, zostali włączeni do Szkaplerza Karmelitańskiego. Klęczał przy łóżkach swoich synów, gdy oni kładli się spać. Długo odmawiał Różaniec, choć w ciągu dnia ciężko pracował w zakładzie pracy, zajmował się rodziną, a także doglądał pola i działki. Jego miłość była widoczna w każdym momencie życia.

Zmarł w pierwszą sobotę listopada, a uroczystości pogrzebowe odbyły się 13 listopada w kaplicy św. Andrzeja Boboli we Wrocławiu. Liturgii przewodniczył bp Mendyk, który w homilii przypomniał, że wierzymy w ciała zmartwychwstanie. - Uczestnicząc w Eucharystii składanej w intencji zmarłego, dziękujemy Jezusowi, że pozwolił zmarłemu Mieczysławowi obficie korzystać z wielkiego skarbu Bożego życia. Ten sam Jezus przychodzi także do nas w słowie pocieszenia. Jezus daje nam nadzieję, którą wypowiemy w hymnie prefacji: "Śmierć nie kończy życia ziemskiego, lecz je przemienia w życie z Bogiem". Takie zapewnienie daje nam także św. Paweł: "Skoro Chrystus zmartwychwstał - my także zmartwychwstaniemy" - podkreślił biskup świdnicki.

Głos zabrali również kapłani i bliscy zmarłego, składając rodzinie kondolencje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama