Nowy numer 29/2021 Archiwum

Znaleźli swoją ziemię obiecaną

Dla osiągnięcia pełni szczęścia, cokolwiek to znaczy, byli gotowi wyjechać na drugi koniec świata. Ale jeśli szczerze się szuka, na końcu zawsze odnajdzie się Boga. A On jest przecież tak blisko…

Boża miłość jak rzeka

To był ich pierwszy kontakt z żywym Kościołem. Mieli pragnienie, aby jeszcze lepiej poznać Boga, zbliżyć się do Niego i zrozumieć, co jeszcze ma im do zaoferowania. Po jakimś czasie poznany na pielgrzymce ks. Krzysztof Augustyn zachęcił ich do udziału w Seminarium Odnowy Wiary. Irek pamięta plakat zapowiadający to wydarzenie, który zapraszał ludzi młodych i starych, wierzących i niewierzących. Dla niego to było odkrycie, że w Kościele może być miejsce dla ludzi takich jak on. Nie był już pierwszej młodości, ale, co gorsza, nie mógł o sobie powiedzieć, że jest wierzący. Na początku nie było łatwo. Mieli dużą trudność, aby się otworzyć i podzielić swoim doświadczeniem. Głównie więc słuchali, a wiara rodzi się właśnie z tego, co się słyszy. A tam usłyszeli najpiękniejszą prawdę: Bóg kocha człowieka za darmo. – Wtedy zrozumiałem, że to może być moja droga, że Bóg mnie kocha takiego, jakim jestem. Zawsze będę upadał, a On będzie mnie podnosił i cały czas będzie ze mną. Wcześniej myślałem, że w Kościele mogą być tylko ludzie święci, bez grzechu i zadawałem sobie pytanie, co ja tutaj robię. Przecież ci ludzie coś wiedzą więcej, potrafią się modlić, ale później w grupce dzielenia, w której były osoby o różnym statusie społecznym i różnych latach przy Panu Bogu, okazało się, że prawie wszyscy jesteśmy tacy sami – dodaje. Zdecydowali się pójść tą drogą i zaangażować we wspólnotę Przyjaciele Oblubieńca. Dzięki codziennemu rozważaniu słowa Bożego, w którym pomagają im tematyczne podręczniki formacyjne i regularne spotkania, doświadczenie Bożej miłości powoli przemieniało ich życie. – Kiedy przyjmie się miłość Pana Boga, wtedy wszystko się zmienia. Ta miłość spowodowała, że minął mi lęk o swoje dzieci czy pracę, który zawsze czułam – dzieli się Edyta i zagląda do swoich notatek z poprzedniego roku, w którym jednocześnie jej mama zachorowała na nowotwór, a tato dostał trzeciego, bardzo ciężkiego udaru. Modliła się wtedy o ich uzdrowienie, ale przede wszystkim czuła pokój w sercu, że cokolwiek się wydarzy, Bóg jest w tym cierpieniu, a Jego miłość rozlewa się na całe jej życie. Trochę jak w pielgrzymkowym szlagierze „Boża miłość jak rzeka”. Kto choć raz był na pielgrzymce, zapamiętał tę piosenkę na całe życie. Może nie jest to teologia najwyższych lotów, ale takie właśnie jest doświadczenie Edyty. – Miłość Boża jest nieskończona. On ciągle, nieustannie mnie kocha. To nie jest tak, że teraz przeszedł mi lęk, lecz miłość Boża sprawia, że zupełnie zmieniło się moje myślenie – dodaje.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama