Nowy numer 38/2021 Archiwum

Trzy szczeble rozwoju

Drama, biografia, narracja. Razem tworzą drabinę, na szczycie której łatwiej ogarnąć wzrokiem to, co za nami, ale i z optymizmem spojrzeć w przyszłość.

Uczestnicy konferencji, którzy do Morawy przyjechali z różnych stron Polski, mogli wysłuchać ekspertów pracujących na co dzień z seniorami, ale również artystów i twórców zachęcających do zmierzenia się z własną historią. – Prywatna narracja jest osobistą opowieścią, historią danej osoby. Kiedy rozpoczynamy refleksję na temat tego, kim jesteśmy, porządkujemy wydarzenia z własnego życia. Taka historia nie tylko odzwierciedla to, co nam się wydarzyło, ale też kształtuje nasze przyszłe zachowanie i nasze wybory. Autonarracja jest opowiadaniem swojej historii. Ma charakter terapeutyczny – przekonywała Ewa Marcinek, mieszkająca na Islandii autorka tekstów literackich i nauczycielka kreatywnego pisania, której Wydawnictwo Ós Pressan jest jednym z partnerów wydarzenia.

Natomiast Konrad Imiela, aktor i dyrektor Teatru Muzycznego Capitol, podał przykład kilku utworów muzycznych, potwierdzających tezę, że poprzez opowiadanie historii łatwiej poradzić sobie z trudnymi przeżyciami. Zaprezentował m.in. utwór „Ulica Kościuszki”, przedstawiający jego własną historię związaną z pobiciem, którego doświadczył 11 lat temu. – Czułem potrzebę, żeby w sobie to przerobić i odreagować. Są ludzie, którzy biegają maratony, ja jestem artystą i twórcą i naturalne dla mnie było stworzenie utworu, w którym opowiadam o tych emocjach. Kiedy go wykonałem po raz pierwszy, zrzuciłem z siebie duży ciężar. Nie mówię więc tutaj o przypuszczeniach czy hipotezach. Tak jest naprawdę. Za pomocą sztuki można pozbyć się traum, zrzucić bardzo nieprzyjemne doświadczenie. Wydaje mi się, że sztuka jest najszlachetniejszym i najbezpieczniejszym sposobem odreagowania. Wiem sam po sobie, że to może bardzo skutecznie postawić na nogi – mówił aktor, zachęcając do podejmowania własnych prób w tym zakresie.

Głównym organizatorem wydarzenia była Fundacja św. Jadwigi i to właśnie w należącym do niej pałacu w Morawie odbyło się spotkanie. Jako jedna z prelegentek wystąpiła Melitta Sallai, pochodząca z rodziny, do której przed wojną należał pałac. Po przejściu na emeryturę w latach 90. XX wieku zamieszkała na stałe w Morawie, angażując się w działania Fundacji św. Jadwigi, której była jedną z założycielek. – W styczniu 1945 roku musieli stąd uciekać, stracili wszystko. Ale nie byli zgorzkniałymi ludźmi. W tej rodzinie było siedmioro dzieci i dla nich to było szczęście, że udało się tę wojnę przeżyć. Ich matka często powtarzała, że kiedyś jeszcze tu wrócą, ale nie po to, żeby tę posiadłość odzyskać, lecz zrobić coś dobrego. Pani Melitta często mówi, że na Śląsku jest tak dobra ziemia, że wystarczy zasiać pokój, podlewać i będzie rósł – opowiada Marzena Muszyńska-Szwegler.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama