Nowy numer 26/2022 Archiwum

Habit nie przeszkadza nawet w żeglowaniu

Tak twierdzi s. Monika Woźniak, która od 10 lat posługuje w Zgromadzeniu Panien Ofiarowania NMP. Dwa lata temu, po ślubach wieczystych, trafiła do Świdnicy.

Pochodzi z Rzeszowa i kilka dni temu skończyła 30 lat. Przed wstąpieniem do sióstr prezentek nie myślała o zakonie. – Przed klasztorem dużo żeglowałam, grałam w koszykówkę i pływałam.

Swoją przyszłość wiązałam ze sportem. Chciałam być instruktorem żeglarstwa i nauczycielem wychowania fizycznego. W drugiej klasie liceum zaczęłam myśleć o życiu zakonnym i były to myśli przynaglające. Pamiętam, że pewnego dnia siadłam do komputera i wpisałam w wyszukiwarkę „siostry zakonne”. Pojawiła się strona prezentek, więc zaczęłam czytać o zgromadzeniu. Wydawało mi się to bardzo interesujące. Potem skojarzyłam, że przecież te siostry mają swój dom i szkołę w Rzeszowie, którą mijałam każdego dnia po drodze do liceum, gdzie się uczyłam. Po jakimś czasie napisałam do nich list. Odpisała mi s. Gabriela, z którą korespondowałam przez dwa lata. Dzięki niej nie tylko poznałam zgromadzenie i jego charyzmat, lecz także zdecydowałam się wybrać tę drogę – wyjaśnia s. Monika.

Dodaje, że najbardziej brakuje jej pływania, ale w pozostałych sportach habit nie przeszkadza, nawet w żeglowaniu, które uprawia na stawach podczas pobytu w domu rodzinnym. – W Krakowie, w naszym domu generalnym, gdzie oprócz klasztoru znajdują się również szkoła podstawowa i liceum, w każdy wtorek podczas rekreacji chodziłyśmy z siostrami na salę gimnastyczną i grałyśmy w siatkówkę czy koszykówkę. Niekiedy wieczorem chodziłam pograć sama, w taki sposób odpoczywałam. W Rzeszowie natomiast, gdzie byłam intendentką i wychowawczynią, jeździłyśmy z licealistkami na rolkach w parku – wspomina młoda prezentka.

Dziwi się, że to ją Pan Bóg powołał do życia zakonnego, a nie np. jej siostrę bliźniaczkę, która ma zupełnie inny niż ona charakter. W domu było ich czworo. Rodzice nie tylko pilnowali, żeby dzieci brały udział w niedzielnej Mszy św. czy odmawiały codzienną modlitwę, lecz także sami dawali przykład. – Należałam do oazy. Często widziałam tatę, jak modli się rano i wieczorem. Bardzo mnie ujmuje widok mężczyzny, który się modli, klęczy i korzy się przed Bogiem. Ale kiedy powiedziałam mu o klasztorze, nie było już tak wesoło – uśmiecha się.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama