Nowy numer 39/2022 Archiwum

Kocham tworzyć

Za jego sprawą Świdnica staje się miastem murali. – Widzę potrzebę, aby w przestrzeni publicznej pojawiła się sztuka współczesna. Murale wypełniają tę lukę – mówi Robert Kukla.

Kamil Gąszowski: Gdy byłeś dzieckiem, malowałeś po ścianach?

Robert Kukla: Wśród muralistów główną drogą dochodzenia do malowania murali było tworzenie graffiti. Narodziło się ono w Nowym Jorku i Filadelfii jeszcze w latach 70. XX wieku, a nabrało rozpędu w późnych latach 80.

Byłem już wtedy dorosłym człowiekiem, jestem więc za stary na graffiti. Kiedy byłem zbuntowanym nastolatkiem, nie było czegoś takiego jak farby w spreju. Pierwsze spreje, a byłem już po studiach, kupowałem jeszcze w Czechosłowacji. To były lakiery samochodowe i używałem ich do malowania reklam. Gdybym mógł cofnąć się w czasie z tymi umiejętnościami i możliwościami technicznymi, jakie mam dzisiaj, jestem pewien, że w wieku 17 lat malowałbym graffiti. Malowanie murali zaczęło się właśnie od kultury graffiti.

Tworzenie malowideł naściennych ma bogatą tradycję.

Ściana to jest najłatwiejsze podobrazie, najbardziej dostępne. Tradycja malowania na ścianach sięga przynajmniej 30 tysięcy lat. Ciekawe, że w Polsce murale zaistniały w większym stopniu niż w innych krajach ze względu na dużą ilość ślepych ścian. W czasie II wojny światowej budynki były niszczone przez działania wojenne, a później trudna sytuacja ekonomiczna w latach powojennych pogłębiła dewastację. Została cała masa ślepych ścian, takich dziur w mieście, które trzeba było estetycznie zapełnić.

Pamiętasz moment, kiedy złapałeś za ołówek i coś narysowałeś? Kiedy odkryłeś, że masz talent?

Moim zdaniem w plastyce talent się przecenia, a nie docenia pracy i ćwiczenia. Są oczywiście pewne predyspozycje, które można w sobie odkryć i rozwijać, ale ma je znaczna liczba ludzi. W podstawówce miałem świetną nauczycielkę plastyki, panią Teresę Łyżwę, w dużej mierze dzięki niej jestem tym, kim jestem. Potrafiła wydobywać i uruchamiać w ludziach właśnie te predyspozycje. Był taki moment – i nie było to na plastyce, tylko na lekcji biologii – kiedy rysowaliśmy w zeszycie owada. Teraz już nie pamiętam, czy była to pszczoła, czy mrówka. Tak dobrze mi poszło, że od tego momentu zacząłem rysować i przerysowywać… Takich nauczycieli jak pani Teresa już dziś się nie spotyka. Plastyka jest spychana na margines, a to jest kolosalny błąd, ponieważ ona uczy kreatywności. A ta przydaje się w każdej dziedzinie życia.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy