Nowy numer 39/2022 Archiwum

Bez nich ani rusz

Poświęcają swój wolny czas, pracując przez cały rok nad bezpieczeństwem pielgrzymki. A gdy ta już wyruszy, wstają pierwsi i kładą się spać ostatni. Bez służby porządkowej pielgrzymi nie przeszliby nawet kroku.

Piesza pielgrzymka ma jedno założenie: trzeba iść. Kto przy zdrowych zmysłach pozbawiałby się dobrowolnie tak wzniosłego duchowego przeżycia i woził się samochodem? A są tacy. Stoją na skrzyżowaniach, machają lizakiem i wydają rozkazy. Ubrani w zielone uniformy przypominają wojskowych albo – co gorsza – urząd celny. Chodzą też pogłoski, że są wynajętą firmą ochroniarską i za swoje usługi każą sobie słono płacić. Bezpieczniej trzymać się od nich na dystans, bo co oni mogą wiedzieć o pielgrzymowaniu? Nie wiadomo nawet, czy w ogóle chodzą do kościoła. Najlepiej się za nich pomodlić, może się nawrócą i przejdą kiedyś choćby jeden etap, wtedy zobaczą, jak wiele tracą. I jak wiele poświęcenia wymaga pielgrzymowanie.

Objazd

Samochód podskakuje na wertepach. Chwila nieuwagi i można sobie nabić niezłego guza. – Wszystkie drogi prowadzą do Częstochowy – mówi Darek Kołt gdzieś w środku lasu w okolicach Łomnicy. Wraz z Wojtkiem Bałdo i Bartkiem Rainszem wyruszyli skoro świt na objazd pielgrzymkowej trasy. Robią to co najmniej dwukrotnie, muszą być pewni, że pielgrzymka bez przeszkód dotrze do miejsca docelowego. Wszystkie drogi prowadzą do Częstochowy, ale porządkowym zależy, żeby były to drogi jak najbardziej bezpieczne. Podczas ostatniego objazdu tuż przed pielgrzymką zabrakło Michała Kryczki. On jedyny na co dzień ma coś wspólnego z mundurem. Służy w Wojskach Obrony Terytorialnej i w tę sobotę miał dyżur. Reszta chłopaków mundur służb porządkowych zakłada jedynie w pierwszych dniach sierpnia. I rzecz jasna w trakcie objazdu. We czwórkę stanowią trzon służb pielgrzymkowych, zarządzając zespołem 16 wolontariuszy. Były przewodnik ks. Romuald Brudnowski nadał im zaszczytne tytuły komendantów. Doświadczeni pielgrzymi dobrze wiedzą, że bez nich ani rusz – na pielgrzymkowym szlaku nie postawiliby nawet kroku. Ci, którzy idą pierwszy raz, być może odnajdą swoje myśli w pierwszych akapitach tego tekstu.

Pielgrzymka musi iść

Tym razem zatrzymała ich budowa drogi S11. Dla terenowego auta nie stanowi przeszkody, lecz dla kilkusetosobowej kolumny poruszającej się od sześciu dni pieszo może być wyzwaniem. Jest szansa, że budowa przez kolejny tydzień nie posunie się znacząco do przodu. Szybki rzut oka na mapę i powstaje ewentualny plan ominięcia przeszkody. Jednak w trakcie pielgrzymki porządkowi z mapy nie korzystają. Wiedzą o każdej dziurze w drodze, a znają nie tylko główną trasę, ale świetnie orientują się też we wszystkich drogach w promieniu kilkunastu kilometrów. To na wypadek, gdyby trzeba było dotrzeć do pielgrzyma wymagającego natychmiastowej pomocy. Bo karetka do lasu nie wjedzie. Gdyby obudzić Bartka w środku nocy, mógłby bezbłędnie wyrecytować szczegółowy opis trasy ze Świdnicy do Częstochowy, wiodącej przez pola, lasy i niewielkie miejscowości. – Pielgrzymka musi iść – mówi pogodnie Darek. – Naszym zadaniem jest spowodowanie, aby się nie zatrzymywała. Czasami sprawdzamy trasę jeszcze dzień wcześniej. Zdarzyło się, że wieczorem jechaliśmy po asfalcie, a kolejnego dnia przyjechała firma i rozkopała drogę. Zanim doszła pielgrzymka, znaleźliśmy nową trasę. Ta logistyka powstawała przez wiele lat. Kiedy przypomnę sobie pierwszą pielgrzymkę, to jestem pewny, że Matka Boża nad nami czuwała, że nikomu nic się nie stało – dodaje. W tym roku idzie już po raz 30. Nie jest to precyzyjne określenie, ponieważ większość czasu spędza w samochodzie. Choć pielgrzymi mają do przejścia 250 km, samochody służb porządkowych przez 8 dni pokonują dystans tysiąca kilometrów.

Darek od 2004 r. koordynuje działania służb porządkowych. Michał (idzie po raz 19.) i Bartek (23 razy na pielgrzymce) są z nim od początku. Zazwyczaj idą na czele pielgrzymki, jako piloci. Wojtka (to jego 22. raz) musiał namawiać trochę dłużej, ale gdy już się zgodził, nawet kontuzja kolana nie przeszkodziła mu w byciu pielgrzymem. Po prostu usiadł za kółkiem kierownicy. – Jesteśmy po to, aby zapewnić bezpieczeństwo, dlatego tak ważne jest, żeby chociaż raz przejść pielgrzymkę i doświadczyć tego zmęczenia, które przeżywa pielgrzym. Wtedy łatwiej jest pomagać ludziom. Musisz wiedzieć, jak rozładować napięcie. Jeśli tego nie zrobisz, ludzie nie będą cię szanowali i słuchali – dodaje.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy