O tym, co proste, lecz niełatwe, o tym, jak puścić parę z gotujących się w środku emocji, oraz o magicznych słowach „nie wiem” mówi Magdalena Łabaniec, mediatorka i trenerka komunikacji empatycznej.
Kamil Gąszowski: Święta, święta i po… kłótni. Wielu osobom święta kojarzą się z napięciem, zmęczeniem i kłótniami o drobiazgi. Czy Porozumienie bez Przemocy (NVC) jest dobrą metodą, aby uniknąć napiętej atmosfery?
Magdalena Łabaniec: Dla mnie nie jest ono metodą, a tym bardziej narzędziem. To raczej postawa wobec siebie i drugiego człowieka. Jasne, że wykorzystuje ona pewne narzędzia, ale sednem jest bycie w autentycznym, szczerym, głębokim kontakcie, najpierw z sobą, a dopiero potem z drugim człowiekiem. W praktyce wygląda to tak, że kiedy pojawia się bodziec i dostrzegam, jak rośnie moje napięcie, mam dosłownie chwilę, aby zdecydować, czy pójdę za pierwszym odruchem, czy zatrzymam się i nazwę to, co się ze mną dzieje. Czasem da się szybko rozładować napięcie i od razu porozmawiać empatycznie. Ale jeśli czuję, że gotuje się we mnie za mocno, robię krok do tyłu. Wycofuję się na moment, jak w samolocie, gdzie maskę tlenową zakładam najpierw sobie, aby w pierwszym rzędzie pomóc sobie i zadbać o swoje potrzeby.
To, co mówisz, brzmi prosto, ale jak w praktyce w ułamku sekundy rozpoznać, co we mnie siedzi?
To jest proces, którego wciąż się uczę. Rosenberg, twórca Porozumienia bez Przemocy, mówił, że to jest proste, ale niełatwe. W teorii brzmi prosto, ale w codziennym życiu wymaga odwagi i treningu. Żeby to było możliwe, trzeba najpierw wiedzieć, o co mi chodzi. Najpierw obserwuję to, co naprawdę widzę i słyszę, bez oceny i bez dopisywania intencji. Potem nazywam uczucie. To wymaga dużo pracy, bo łatwo pomylić uczucie z osądem. Mogę na przykład powiedzieć, że czuję się lekceważona, a to brzmi jak ukryta krytyka drugiej osoby i od razu zapala konflikt. Prawdziwe uczucia czujemy w ciele, jak smutek, radość czy strach.
Trzeci krok to zrozumienie swoich potrzeb. Uczucia są jak kierunkowskazy, które pomagają mi namierzyć, czego teraz potrzebuję. Dopiero z tej potrzeby formułuję czwarty krok, czyli prośbę. Mówię na przykład: „Czy możesz powtórzyć własnymi słowami, co usłyszałeś, żebym miała pewność, że dobrze się rozumiemy?”. Cała sztuka polega na tym, żeby ta prośba nie zabrzmiała jak żądanie. Prośba zostawia drugiej osobie wybór, a ja umiem przyjąć odmowę i zobaczyć, że ktoś może nie mieć siły jej spełnić.
Rosenberg mówił o języku żyrafy i języku szakala. O co chodzi z tymi zwierzętami?
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł