Pocałunek ikony. Diecezja świdnicka przygotowuje się do peregrynacji Obrazu MB Jasnogórskiej

O spojrzeniu, które nie ocenia, o Jasnej Górze, która jest domem dla każdego Polaka, i o wspólnocie losu, który dzieli z nami Maryja, mówi przed peregrynacją cudownego obrazu Matki Bożej o. Tomasz Tlałka OSPPE.

Kamil Gąszowski: Jakie jest Twoje doświadczenie spotkania z ikoną jasnogórską?

o. Tomasz Tlałka: Pierwsze spotkanie z Jasną Górą i paulinami, które pamiętam, odbyło się podczas pielgrzymki, na którą zabrała mnie mama. Dopiero później, już po moich pierwszych ślubach zakonnych, okazało się, że to wydarzenie miało drugie dno. Mama wyznała mi wtedy, że właśnie tam zawierzyła mnie i mojego brata Matce Bożej, modląc się, byśmy Jej służyli na Jasnej Górze. To wpłynęło na całą moją historię, choć powołanie rozwijało się we mnie samoistnie, bez nacisków rodziców.

Od razu po święceniach trafiłem na Jasną Górę i byłem tam dziewięć lat. To oznaczało codzienne spotkania z ikoną, wpatrywanie się w Maryję. Najpierw było spotkanie, następnie przywiązanie, a potem przyszło zrozumienie.

Na czym polegało to zrozumienie?

Odkryłem, że wchodząc do zakonu, który ma swoje dziedzictwo i tożsamość, staje się to również moje. Jan Paweł II powiedział do nas, że mamy charyzmat jasnogórski i że paulin jest przedłużaniem rąk Matki Bożej. Na Jasnej Górze miałem okazję rozmawiać ze starszymi ojcami czy też z innymi osobami, np. z paniami z Instytutu Prymasowskiego, co pozwoliło mi zrozumieć rolę tego miejsca dla Polaków, rolę Maryi. Dzięki temu zacząłem też inaczej patrzeć na Polskę. Lepiej zrozumiałem też, co to znaczy, że jest moją ojczyzną.

Zaskakuje mnie, że Jasna Góra jest miejscem otwartym dla wszystkich.

Nie ma w Polsce drugiego takiego miejsca. Ono działa jak dom. Póki mama żyje, wszyscy się schodzą do domu rodzinnego, ona jest zwornikiem, jednoczy. Podobnie jest z Maryją. Na Jasną Górę przychodzą ludzie bardzo różni. Jedni przypadkowo, a wracają nawróceni, wewnętrznie poruszeni. Są świadectwa spowiedzi po wielu latach, uzdrowień, zmian, których nikt wcześniej nie planował. Ludzie przyjeżdżają nie dlatego, że wszyscy myślą tak samo, ale dlatego, że w człowieku jest ostatecznie pragnienie domu.

W tym sensie Jasna Góra jest przestrzenią spotkania, a nie pola walki. Człowiek może stać obok kogoś, z kim się nie zgadza, i nie musi zaczynać od sporu. W centrum jest spotkanie z Matką Bożą i przez Nią – spotkanie z Chrystusem. Jan Paweł II nazywał to miejsce konfesjonałem i ołtarzem narodu.

Na czym polega spotkanie, o którym mówisz?

Spotkanie rozpoczyna się od patrzenia. Na początku patrzy się na obraz Matki Bożej. A potem w pewnym momencie dzieje się coś, co słyszę w wielu świadectwach i co sam w sobie rozpoznaję. Człowiek zaczyna patrzeć na siebie, ale przez Jej oczy. W tym spojrzeniu nie ma oceniania. Jest prawda, ale bez potępienia. Cudowny obraz Matki Bożej ma taką właściwość, że gdziekolwiek stoisz w kaplicy, spotykasz te oczy. Człowiek czuje, że jest widziany. Jest to też metafora naszego życia. Gdziekolwiek znajdujesz się w życiu, Maryja swoim spojrzeniem cię odnajduje. To jest moment przełomowy, bo pozwala stanąć w prawdzie przed Bogiem.

Czy ikona jasnogórska może pomóc w zrozumieniu tajemnicy Maryi, która jest Pośredniczką?

Oczywiście. Ukazuje to sam obraz – Maryja jest tu przedstawiona jako Hodegetria, wskazuje Jezusa. Okno to bardzo dobra metafora. Taka jest Maryja – przeźroczysta. Ikona otwiera moje oczy, więc patrzenie na Boga i na siebie samego jest zapośredniczone przez Matkę Bożą.

Czy w takim razie Pośredniczka to Jej najważniejszy tytuł?

Jej najważniejszym tytułem jest Matka Boża – stąd biorą się inne: Niepokalana, Pocieszycielka, Uzdrowienie Chorych. Źródłem jest Jej zgoda na udział w historii zbawienia, Ona służy temu dziełu. W tym sensie pośrednictwo prowadzi do spotkania z Chrystusem, bo Ona jest przeźroczysta jak okno, które nie chce skupiać uwagi na sobie, tylko otwiera widok. W ten sposób mogą spotkać się dwie osoby – Bóg i człowiek w sercu Maryi.

Serce kojarzy mi się z tym, co papież Franciszek pisał w encyklice Dilexit nos. Mówił o tym, że współcześnie zatraciliśmy poezję.

Ona jest najlepszym, najbardziej odpowiednim językiem teologii. Nie jest precyzyjna pojęciowo, jak terminy ściśle teologiczne, ale daje większe możliwości zrozumienia, jest bardziej personalistyczna. Poezja pozwala spotkać nie tylko myśl, ale autora, jak słowo Boże daje możliwość spotkania z Bogiem. Ikona jest również rodzajem poezji – tylko napisanej pędzlem, daje możliwość spotkania z osobą, którą przedstawia. Jest dotykalna, ma swoje rysy, bruzdy, jak ślady drogi. Człowiek nie spotyka idei, lecz spojrzenie – w nim zaczyna rozumieć więcej, niż zrozumiałby przez same definicje.

Wielu rodziców doświadcza dziś dramatu straty dziecka, czy to dosłownej śmierci, czy też odejścia duchowego, gdy porzuca wiarę i Kościół. Czy w Maryi mogą znaleźć zrozumienie?

To jest dobra intuicja. Ikona jasnogórska, z jej rysami pełnymi cierpienia, jest świadkiem, co to znaczy doświadczyć straty. Maryja musiała zgodzić się na odejście Syna, najpierw na Jego publiczną działalność, a potem na Jego krzyż. Towarzyszyła Mu, nie buntując się, choć po ludzku musiała to potwornie przeżywać. Miałem okazję wielokrotnie przypatrywać się z bliska ikonie jasnogórskiej, gdy obraz był konserwowany. Widać na nim nierówności, naleciałości wieków, bruzdy. Maryja to matka, która bardzo wiele przeżyła. Rozumie więc wszystko.

Dla rodzica, którego dziecko odchodzi lub gubi drogę, Maryja staje się kimś bliskim nie przez teologiczne tytuły, ale przez wspólnotę losu. Kiedy czujemy się przez Nią zrozumiani i przyjęci w naszym bólu, rodzi się relacja.

Peregrynacja będzie dla nas okazją do takiego właśnie spotkania?

Peregrynacja zrodziła się z pragnienia ludzi. W 1956 r. zostały złożone Śluby Jasnogórskie, a ikona Matki Bożej była niesiona w procesji na wałach, a wierni krzyczeli: „Maryjo, przyjedź do nas”.

Wtedy powstał pomysł peregrynacji, żeby Maryja w kopii cudownego obrazu udała się na spotkanie z każdym człowiekiem w Polsce. Zanim to się stało, miał miejsce tzw. pocałunek ikon – jeden obraz przyłożono licami do drugiego.

Zaskakuje mnie ten znak czułości…

Przypomina mi się zdanie z filmu „Wielka cisza”: „Gdy zatracimy znaki, zatracimy sens”. Znaki są potrzebne, bo niosą treść, w tym przypadku tą treścią jest czułość, ale wyrażona – jak to miłość – w spotkaniu serc.

Peregrynacja dla diecezji, parafii jest wyjątkowo ważna. To nie jest jedno z wydarzeń. To ogromna szansa, do której trzeba się przygotować. Dzisiaj ikony, która peregrynuje, nie nazywamy już kopią. Ona również jest cudowna, jest już bardzo omodlona przez ludzi, którzy przed nią doświadczają wielu łask.

Maryja jest przestrzenią, w której dokonało się Wcielenie i spotkanie Boga z człowiekiem. Św. Jan Paweł II mówił o sanktuarium w Loreto, o Domku Matki Bożej, że nie chodzi w nim tylko o znaczące miejsce w historii, ale o Maryję, która jest miejscem zjednoczenia Boga i człowieka. Ona jest przestrzenią spotkania, z którego rodzi się wiara. Jeśli mamy zabierać się za ewangelizację, to spotkanie jest bardzo istotne, a my, księża, mamy tylko to umożliwić. To ogromna szansa dla nas wszystkich! Karol Wojtyła podczas czuwania księży na Jasnej Górze powiedział, że odpowiedzialność za Kościół jest zbyt ciężka, żeby móc ją udźwignąć, dlatego idziemy do Maryi.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..