W wałbrzyskiej Kolegiacie Matki Bożej Bolesnej i Świętych Aniołów Stróżów pożegnano zmarłego wikariusza parafii katedralnej. Liturgii przewodniczył bp Adam Bałabuch, a biskup świdnicki Marek Mendyk wygłosił homilię, w której zauważył, że życiowa postawa i okoliczności śmierci duchownego dają nadzieję na nowego orędownika w niebie.
Jeszcze przed rozpoczęciem Mszy św. pogrzebowej głos zabrali przedstawiciele środowisk, z którymi związany był ks. Paweł Traczykowski.
- Pamiętamy go jako gorliwego ministranta, lektora, człowieka modlitwy. Był jednym z nas. Naszym kolegą, przyjacielem, kimś bardzo bliskim. Tutaj także, w tej świątyni, odprawił swoją pierwszą Mszę św. w 2009 r. Wracał tutaj, bo to miejsce było jego duchowym domem. Jako Rada Parafialna chcemy dziś powiedzieć jedno słowo: dziękujemy. Za jego życie, za jego wiarę, za przykład kapłaństwa, który był dla nas czytelny i prawdziwy. Dziękujemy za każde spotkanie, za każdą rozmowę, za wspólną modlitwę, za jego obecność, która zawsze była spokojna, życzliwa i pełna dobra. Księże Pawle, zawsze wracałeś do nas na rocznice i odpusty. Nigdy nie zapominałeś o swojej parafii. Byłeś tu obecny z uśmiechem, z dobrym słowem, z sercem otwartym na drugiego człowieka. W ostatnim czasie jakby nieprzypadkowo znalazłeś się także w naszym parafialnym kalendarzu. Dziś odczytujemy to jako znak, że jesteś i pozostaniesz częścią tej wspólnoty. Będzie nam ciebie bardzo brakować - mówił Krystian Kamiński.
- Dziękuję ci bardzo za wszelkie spotkania konferencyjne. Spotykaliśmy się na międzynarodowych konferencjach biblijno-patrystycznych na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II czy na konferencji biblijno-patrystycznej organizowanej przez Uniwersytet Wrocławski. Na myśli przychodzi mi teraz również podróż na zjazd patrystyczny w Wigrach, pobłądziliśmy, bo trasa daleka, ale ostatecznie dotarliśmy na zjazd. Dziękuję ci przede wszystkim za współorganizację zjazdu sekcji patrystycznej w Wyższym Seminarium Duchownym w Świdnicy w roku 2022. Zawsze byłeś gotowy do pomocy, słowny i solidny w pracy - mówiła Magdalena Jóźwiak z sekcji patrystycznej przy Komisji ds. Nauki Katolickiej KEP.
- Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. Walczył. Cały czas. Ze słabościami, z przeciwnościami. Walczył o ludzi. Walczył dla ludzi. Cały czas biegł. Jakby wiedział, że jego misja może zostać w każdym momencie przerwana. Nie zważał na zmęczenie, na zimno. Biegł, bo zawsze ktoś potrzebował pomocy. Biedny, więzień, ktoś pogubiony. Zawsze wysłuchał, pocieszył. Nigdy nie odmawiał spowiedzi. Nie myślał nigdy o sobie. Zawsze łagodny, opanowany. Ani razu przez te 6 lat, kiedy go znałem, nie widziałem go zdenerwowanego. Walczył na tak wielu frontach, że nie wiemy o wielu jego misjach. Komandos ducha. Walczył cicho i skutecznie. Siły specjalne Matki Bożej. Prawdziwy wojownik Maryi. Księże Pawła, dziś pierwsza sobota miesiąca, a Ty nie wstajesz, nie prowadzisz naszej procesji przez ulice Świdnicy. Mamo nasza kochana, weź ks. Pawła za rękę, zaprowadź go do Twojego Syna Jezusa. Niech pokaże Mu Jego apartament w niebie. Zasłużył na niego jak mało kto. Drogi ks. Pawle, stawiaj się ze nami tam, na górze. Wspieraj stamtąd naszą wspólnotę. Żegnaj kochany bracie i przyjacielu. Mam nadzieję, że do zobaczenia w niebie - mówił Marcin Sikorski, lider Wojowników Maryi rejonu Świdnica/Wałbrzych.
- Nieliczne było grono nas powołanych i trwających w powołaniu z tej parafii. A Twoja nagła śmierć uszczupliła to i tak nieliczny grono. I po ludzku będzie Ciebie bardzo brakowało. Padło tutaj wiele wspaniałych słów, drogi Paweł. Wiele wspaniałych słów zostało zapisanych w księdze kondolencyjnej, w mediach społecznościowych, w komentarzach. I to wszystko prawda, bo byłeś wspaniałym człowiekiem, ofiarnym kapłanem. I wspominam to, jak spotykaliśmy się tutaj w Kolegiacie lub w Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej na różnych uroczystościach, odpustach i jubileuszach, także związanych z naszym byłym proboszczem ks. Bogusławem Wermińskim. Starałeś się być tu, skąd wyszedłeś i byłeś. Starałeś się być blisko Matki Bożej Bolesnej i Aniołów Stróżów. Wiele wspaniałych słów padło w twoim kierunku, a ja cię widzę jak stoisz tutaj przy tym ołtarzu, lekko pochylony, głowa oparta o złożone ręce, jak gdybyś stały w sobą mówił, że to nie o tobie, że to nie do ciebie. Pokornie, skromnie, oczy spuszczone w ziemię. Przewyższałeś nas mądrością, inteligencją, znajomością języków, ofiarnością, a jednak wciąż byłeś skromny i pokorny. To jest lekcja dla nas, powołanych z tej parafii, ale i dla wszystkich księży - lekcja pokory i skromności. Dziękuję ci za każdą rozmowę, dziękuję za każdą spowiedź - przekonywał ks. Tomasz Kula.
Do osoby zmarłego księdza nawiązał również w homilii bp Marek Mendyk.
- Ks. Paweł kochał Matkę Najświętszą, miał szczególny kult do Niej. Bardzo mocno zaangażowany w ruch Wojowników Maryi, pomagał odkrywać rolę Maryi w dziejach zbawienia. Jako członek i opiekun duchowy Wojowników Maryi, mężnie stawał do walki duchowej, szerząc kult Niepokalanej. Nie przesadzę, jeśli powiem, że kult Matki Najświętszej stał się fundamentem jego kapłańskiej posługi. Widziałem to, kiedy posługiwał w Areszcie Śledczym, jak rozmawiał z osadzonymi w więzieniu, także wtedy kiedy szedł do Domu Pomocy seniorom. Zachęcał do osobistego i wspólnotowego zawierzenia się Maryi. Całym sobą był dla wszystkich. I w konfesjonale, i w Domu Seniora, i na katechezie w szkole, i w więzieniu, kiedy jednał z Bogiem przestępców. Z podziwem i uznaniem przyglądałem się jego posłudze katechetycznej. Ileż on miał cierpliwości, by słuchać młodych ludzi, zwłaszcza okaleczonych, poobijanych przez życie. Niektórzy oddaleni od Pana Boga, niekiedy skłóceni z niebem, przychodzi potem i mówili: wracam do! Ksiądz Paweł miał rację! Dlatego dzisiaj nie pytamy Pana Boga, dlaczego nam go zabrał. My dzisiaj dziękujemy Panu Bogu za to, że nam go dał - podkreślał pasterz diecezji.
Przekonywał, że ks. Paweł nie umarł, lecz żyje. I paradoksalnie „jest tak - przy całym bólu jaki nam towarzyszy - że w tej chwili jest nam do ks. Pawła bliżej niż jeszcze jakiś czas temu, kiedy był razem z nami. Każdy z nas, kiedy chce może się z nim spotkać. Każdy z nas może go przywołać w modlitwie. Każdy może z nim rozmawiać i prosić o wstawiennictwo u Boga. Pamiętajmy, że ks. Paweł może teraz o wiele więcej niż wtedy, kiedy był z nami. Po ludzku straciliśmy kogoś naprawdę wyjątkowego, ale w kategoriach wiary i perspektywie życia wiecznego zyskaliśmy orędownika u Boga w niebie. Możemy więc wszyscy go przyzywać na pomoc, prosić niech wstawia się za nami".
Zauważył, że Pan Bóg upomniał się o ks. Traczykowskiego w Niedzielę Dobrego Pasterza i zachęcał, by modlić się o świętych kapłanów: „Niech będą sługami wszystkich, niech będą męczennikami konfesjonału, niech z wiarą, nadzieją i kapłańską radością prowadzą nas do nieba”.
Na zakończenie Mszy św. głos zabrały kolejne osoby. W imieniu najbliższych kolegów ks. Pawła i rodziny przemówił ks. Wojciech Iwanicki.
- Drogi Pawle, żegnamy cię jako koledzy rocznikowi trzech diecezji: świdnickiej, wrocławskiej i legnickiej. Dziękujemy za twoją obecność w naszym życiu seminaryjnym. Dziękujemy ci za ten czas seminarium i 17 lat podążania za Jezusem. Pamiętamy twoje zamiłowanie do nauki, z którym też chciałeś się podzielić. Jak w seminarium zasiadałeś na katedrze jako rasowy profesor, mimo że byłeś klerykiem i tłumaczyłeś zrozumiane dla nas wykłady teologiczne myśli, które często były zawiłe - wspominał kolega rocznikowy.
Odczytał również list od sióstr: „Pawle nasz bracie, informacja o twojej śmierci złamała nam serca. Dotknęło to również Zuzie i Ole, które bardzo były związane z tobą, jak i ty z nimi. Dziękujemy za piękną pamiątkę, jaką zostawiłeś dla nas na zawsze w postaci nagrania z życzeniami. Zawsze pamiętałeś o wszystkich datach, wydarzeniach, za co jesteśmy bardzo wdzięczni. Każda z nas mieszka w innym mieście. ale zawsze w kontakcie i zjednoczeniu. Dziękujemy za Twoją obecność w święta wielkanocne, gdzie wszyscy wspólnie z rodzicami mogliśmy pobyć razem. Przed oczami mamy Twój uśmiech, radość, jaka Ci towarzyszyła. W ostatnim spotkaniu byłeś wujkiem, który oddaje swój czas wspólnie tworząc pracę plastyczną z dziewczynkami. Jako brat pokazałeś co oznacza empatia, zaangażowanie i ciężka praca. Dziękujemy za wspólne granie na podwórku w piłkę, za polecenie dobrych książek, które bardzo kochałeś czytać, za wspólne wyjazdy, na które dziewczynki, rodziców i nas zabierałeś. Za to, że razem żartowaliśmy, szczególnie oglądając w nocy Olimpiadę w Sydney. Za mecze piłki nożnej, w której byłeś fanem - zarówno reprezentacji, jak i tych meczów ligowych. Z Łukaszem macie swój ulubiony klub - Barcelonę. Pokazałeś nam jako najstarszy brat, na czym polega miłość do osób starszych. Mam nadzieję, że spotkałeś już się z najbliższymi: dziadkami i bratem w niebie. Twoje słowa w trudnych momentach dodawały nam sił. Nigdy nie odmówiłeś pomocy i wsparcia. Byłeś z nami w najpiękniejszych momentach w życiu jak ślub, chrzest dzieci, ale też i w tych trudnych, jak zmarła w Wigilię 2020 roku nasza ukochana babcia Zosia. A niecały miesiąc później urodziła się Ola, walcząc o życie. A Ty uruchomiłeś na wiele osób do modlitwy za nas i się to udało. Ola dziś tu jest z nami. Jest, aby Ci dziękować. Z Zuzią zawsze prowadziłeś ciekawe rozmowy. Pytałeś ją o to, co myśli, co czuje. To zawsze zostanie w naszej pamięci. Dziękujemy za miłość, obecność, za czas i to, co jest najcenniejsze, aby dać drugiemu człowiekowi. Na zawsze pozostaniesz naszym Pawłem, bratem - w sercu i pamięci. Do zobaczenia. Żegnamy Cię wierszem, który wybrzmiał na Mszy św. prymicyjnej 17 lat temu w tym kościele:
Był raz Pawełek, tak maleńki,
co mamy nigdy nie schodzi z ręki.
Ona buzieńkę ucałowała,
co z Ciebie będzie, często pytała.
Lecz Paweł tego jeszcze nie wiedział.
W objęciach mamy cichutko siedział.
Był sobie Paweł, taki wesoły.
Uczył się czytać, pisać, rachować,
na przerwach lubił sobie żartować.
Lecz często sobie zadawał pytania,
kim też ja kiedyś w życiu zostanę?
Dziś już ten Paweł, w ornat ubrany,
uwielbia sercem Pana nad Pany.
- Kochany ks. Pawle. Tak trudno zegnać kogoś, który jeszcze tak niedawno był obok w refektarzu, na plebanii, w zakrystii, przy ołtarzu, w zwykłej kapłańskiej codzienności. Zostawiłeś po sobie ciszę, która boli, bo byłeś człowiekiem obecności, spokojnym, dyskretnym, prawdziwym. Nie szukałeś wielkich słów ani uznania. Po prostu byłeś tam, gdzie trzeba było być. Przy chorych, przy starszych. Przy tych, o których często świat zapomina. Przy człowieku zagubionym, także za więziennym murem. Jako kapłan uczułeś także nas, kolegów w kapłaństwie, że najważniejsze rzeczy dzieją się po cichu: w wierności, cierpliwości i zwyczajnym, spokojnym pięknie. Takiego właśnie cię zapamiętam. Życzliwego, uważnego. Nigdy nie odmawiającego pomocy. To też chciałbym tutaj podkreślić, że życzę wszystkim takiego wikariusza, który nigdy nie odmówił duszpasterskich posług - podkreślał ks. Marcin Gęsikowski. Podkreślał, że choć ostatnie zmagania z chorobami i słabościami ciała przygotowywały, że zmarły ksiądz może odejść, to jednak jego nagła śmierć zaskoczyła domowników. - I za to też chciałbym przeprosić. Bo te myśli dzisiaj nam towarzyszą. Przecież mogliśmy w niedzielę napisać, zapytać jak się czujesz, kiedy prosiłeś nas o zastępstwa. Czy czegoś nie potrzebujesz? Po prostu zapukać. Niestety, jakoś tak nikt z nas tego nie uczynił. A później już było za późno. Bardzo przepraszam - dodał.
Na zakończenie głos zabrał ks. Wiesław Rusin, miejscowy proboszcz. - Żegnamy Cię jako wspólnota parafialna, z którą byłeś tak mocno związany. Tu przy tej chrzcielnicy stałeś się Bożym dzieckiem, w których wzrastałeś. Już od dziecka byłeś ministrantem, przyjmowałeś święte sakramenty i sprowadzałeś swoją pierwszą Eucharystię. Uczyłeś się wiary, miłości do Boga, do Kościoła. Często byłeś z nami na uroczystościach i odpustach, nigdy nie zapominałeś o swojej wspólnocie parafialnej, z której wyszedłeś. Bardzo dziękujemy się za tę przyjaźń - podkreślał dziękując także biskupom, kapłanom i licznie zgromadzonym wiernym za udział w pogrzebowej celebrze.
Po zakończeniu Mszy św. w kondukcie żałobnym odprowadzono zmarłego księdza na parafialny cmentarz, gdzie złożono jego ciało obok grobu ks. prał. Bogusława Wermińskiego.