ks. Przemysław Pojasek Skąd pomysł, żeby jechać akurat Złombolem?
Bogusław W.: Śledziłem tę imprezę od kilku lat w internecie i zawsze mówiłem sobie: „kiedyś spróbuję". W tym roku wypadła jubileuszowa, dwudziesta edycja, a meta w Maroku brzmiała jak coś, czego nie można sobie odpuścić. Poza tym przyjaciel Mariusz był bardzo przekonujący. Uznaliśmy, że to jest ten moment.
Mariusz L.: Dla mnie ważne było też to, że cały dochód idzie na pomoc dzieciom z domów dziecka – na terapie, wyjazdy, spełnianie marzeń. Wyjazd finansujemy z własnej kieszeni, a zbieramy pieniądze dla kogoś innego. To zupełnie inna motywacja niż zwykły rajd. Auto szykowałem już od stycznia.
Trasa prowadziła przez Czechy, Niemcy, Francję i Hiszpanię aż do marokańskiego Ras el Ma. Jak wspominacie tę drogę?
Bogusław W.: Kilkanaście godzin dziennie za kierownicą na zmianę, niewielkie awarie, upał, planowanie noclegów na kempingu najbliżej miejsca, do którego dojedziemy danego dnia ... czy dojedziemy. Ale też niesamowita wspólnota ludzi, którzy sobie pomagają na trasie – bo tu nikt nie jedzie na czas, liczy się, żeby dotrzeć i wesprzeć domy dziecka.
Mariusz L.: Najbardziej poruszył mnie moment przeprawy promem do Maroka. Człowiek patrzy na wysłużoną Skodę, która jakimś cudem dowiozła nas tak daleko, i myśli, że to nie tylko nasza zasługa – Bóg nad nami czuwał, a św. Krzysztof jechał z nami. Dotarliśmy jako 13 ekipa z ponad 800.
W drodze powrotnej udało wam się odwiedzić kilka ważnych miejsc pielgrzymkowych.
Bogusław W.: Tak, wracaliśmy przez Fatimę, Santiago de Compostela, Oviedo i La Salette. To był dla nas ogrom przeżyć duchowych – po dniach pełnych kurzu, upału i mechanicznych zmagań mogliśmy zatrzymać się w miejscach, gdzie liczy się coś zupełnie innego. Dla mnie to była drugi, wewnętrzny cel tej wyprawy.
Mariusz L.: Modlitwa w tych sanktuariach dała nam siłę na ostatni odcinek do domu. Wyjeżdżaliśmy po pomoc dla dzieci, a wróciliśmy też bogatsi duchowo.
Co powiedzielibyście czytelnikom, którzy zastanawiają się, czy warto się zaangażować w taką inicjatywę?
Bogusław W.: Że nie trzeba mieć nowego samochodu ani wielkich pieniędzy, żeby zrobić coś dobrego. Wystarczy chęć i zrobić ten pierwszy krok.
Mariusz L.: A przede wszystkim – że pomaganie potrafi dać więcej radości niż sama meta.








