Nie wystarczy mówić o miłości. Trzeba jeszcze być obok. To właśnie obecność przy drugim człowieku stała się głównym przesłaniem tegorocznego Marszu dla Życia i Rodziny, który w niedzielę 20 września przeszedł ulicami Świdnicy.
„Droga Miłości. Relacja i Obecność” – pod takim hasłem uczestnicy wyruszyli z ul. Długiej, by przejść wspólnie ulicami miasta. Marsz był przede wszystkim publicznym świadectwem przywiązania do życia, rodziny i wartości chrześcijańskich, ale organizatorzy chcieli w tym roku pójść krok dalej. Zwracali uwagę, że miłość domaga się konkretu: czasu, spotkania i obecności przy człowieku, który nas potrzebuje.
Dlatego ważna część wydarzenia rozpoczęła się już po zakończeniu samego marszu. W kościele św. Józefa na uczestników czekali Ewa Liengman i ks. Andrzej Bulczak. Oboje na co dzień towarzyszą ludziom w chwilach, w których szczególnie trudno znaleźć proste odpowiedzi. Są związani z Hospicjum Pomorze Dzieciom, Hospicjum Perinatalnym Tulipani oraz eMOCjami – Holistycznym Centrum Wsparcia po Stracie. Spotykają osoby ciężko chore i umierające, rodziców oraz rodziny przeżywające stratę. W Świdnicy podczas prelekcji „O jednym sercu” opowiadali właśnie o takich spotkaniach.
Czy jedno spotkanie może zmienić życie? – to pytanie postawili uczestnikom. Odpowiedzi szukali nie w teorii, ale w historiach ludzi, których spotkali na swojej drodze. Ich doświadczenie pokazywało, że czasem nie potrzeba wielu słów. Potrzeba człowieka, który nie odejdzie, gdy sytuacja staje się trudna.
W Marszu dla Życia i Rodziny uczestniczył również bp Marek Mendyk, który objął wydarzenie patronatem honorowym. Gospodarzami spotkania w sanktuarium byli ojcowie paulini.
Tegoroczne wydarzenie przypomniało, że marsz w obronie życia nie musi kończyć się wraz z dotarciem do celu. Najważniejsza „droga miłości” zaczyna się później – w domu, rodzinie, parafii, szpitalu czy hospicjum. Wszędzie tam, gdzie drugi człowiek potrzebuje nie tyle wielkich deklaracji, ile czyjejś obecności.