Razem jest silniejsze niż śmierć

Pięć dni przed tragiczną śmiercią ks. Wojciech Drab mówił o przyjaźni, która przekracza odległość i czas, o wartości człowieka w oczach Boga i o tym, że ostatecznie „liczy się, że jesteśmy razem”. W poniedziałek 21 września proboszcz parafii św. Barbary w Wałbrzychu i egzorcysta diecezji świdnickiej zginął w wypadku motocyklowym. Był w drodze na zjazd egzorcystów.

Kiedy 16 września ks. Wojciech Drab rozpoczynał kolejną internetową medytację nad Ewangelią, nawiązał do obchodzonego tego dnia wspomnienia świętych Korneliusza i Cypriana.

Zwrócił uwagę nie tyle na ich urzędy czy historyczne zasługi, ile na łączącą ich przyjaźń. Korneliusz był w Rzymie, Cyprian w Kartaginie. W realiach III wieku dzieliła ich ogromna odległość. Mimo to pozostawali sobie bliscy.

– Bardzo się wspierali, chociaż mieszkali dość daleko od siebie, bo jeden w Rzymie, drugi w Kartaginie, a w ich czasach nie było tak prosto dostać się z Rzymu do Kartaginy czy odwrotnie. A jednak łączyła ich wielka przyjaźń i udzielali sobie wielkiego wsparcia – mówił ks. Drab.

I właśnie wtedy wypowiedział słowa, które pięć dni później zabrzmiały zupełnie inaczej.

– Myślę, że to jest to, do czego jesteśmy zaproszeni: do bycia razem. I okazuje się, że to razem, to wewnętrzne razem, jest silniejsze niż odległość, niż czas, jest nawet silniejsze niż śmierć, bo mówimy, że wierzymy w świętych obcowanie. No bo to nasze razem jest zakorzenione w Bogu.

Nie były to słowa pożegnania. Nic nie wskazuje również na to, by ks. Wojciech Drab przeczuwał swoją śmierć. Była to zwyczajna, charakterystyczna dla niego medytacja: swobodne przechodzenie od tekstu Ewangelii do relacji człowieka z Bogiem, od greckich słów do bardzo codziennych doświadczeń i problemów.

Dzisiaj jednak trudno słuchać jej tak samo jak 16 września.

– My do tego wielkiego razem jesteśmy zaproszeni, że tak ostatecznie to się właśnie liczy, że jesteśmy razem. W naszym rozumieniu różne rzeczy się liczą i to bycie razem często nam nie wystarcza, bo w ogóle nawet jest takie ciężkie dla nas bycie razem. Może właśnie dlatego dzisiaj czytamy w pierwszym czytaniu Hymn o miłości. To miłość sprawia, że bycie razem ma smak – mówił.

Ks. Drab nie idealizował jednak relacji międzyludzkich. Przeciwnie, dużą część medytacji poświęcił temu, co je niszczy.

Mówił o człowieku, który oczekuje, że świat, inni ludzie, a nawet Bóg będą zachowywali się zgodnie z jego oczekiwaniami.

– Jesteśmy ciągle nastawieni na to, że wszystko ma się dopasować do mnie. Wszystko ma być pode mnie. Drugi człowiek wszystko ma robić tak, jak ja mam na myśli. Później jestem rozczarowany, rozżalony, zrozpaczony, bo się nie domyślił, co ja mam na myśli, nie zrobił tego tak, jak ja miałem na myśli – tłumaczył.

Konsekwencją takiego patrzenia staje się coraz większe rozczarowanie drugim człowiekiem, samym sobą i światem.

– Drugi człowiek coraz bardziej mnie wkurza, denerwuje, bo nie jest taki, jak ja chcę. Ja sam siebie wkurzam, denerwuję, bo nie odpowiadam moim oczekiwaniom. Świat mnie denerwuje. Jeszcze jak coś się w miarę wpisuje w moje apetyty, w moje oczekiwania, to super. Natomiast jak coś nie odpowiada moim apetytom, zachciankom, moim oczekiwaniom, moim wyobrażeniom, to jestem coraz bardziej spięty, coraz bardziej zdenerwowany, coraz bardziej rozżalony.

„Dziecko”. Pierwsze słowo Ojca

W centrum tamtej medytacji ks. Drab umieścił przypowieść o miłosiernym ojcu i jego dwóch synach.

Szczególnie interesował go starszy syn. Ten, który nie odszedł z domu, pracował, wykonywał swoje obowiązki, a mimo to nosił w sobie poczucie krzywdy.

– Z tym starszym synem jest taki kłopot, że on zapomniał, kim jest, czy w ogóle nigdy nie odkrył, kim naprawdę jest, kim naprawdę jest ojciec, kim on jest dla ojca, do jakiej relacji został zaproszony wobec ojca – mówił kapłan.

Jego zdaniem starszy syn skupił się na tym, co powinien otrzymać, zamiast zauważyć więź, którą już posiadał.

– Ten syn starszy jest zapatrzony tylko w coś, bo on chce czegoś, on robi wszystko, żeby dostać to coś. Na czym mu zależy i ma coraz większy żal do ojca: ja przecież robię, a nie mam. Tam ojciec mu później pokazuje, że przecież wszystko jest jego.

Ks. Drab zatrzymał się następnie przy jednym słowie, którym ojciec zwraca się do swojego rozżalonego syna.

– Ojciec wychodzi i pierwsze, co ma do powiedzenia: dziecko. Dziecko.

To właśnie ten sposób patrzenia Boga na człowieka był dla niego kluczem do całej Ewangelii.

– Cokolwiek z nami się wydarzyło, cokolwiek z nami się stało, jakkolwiek jesteśmy kapryśni i małostkowi i jakkolwiek wszystko nam się pogubiło i myśmy się pogubili, i jakiekolwiek kłopoty sprawiamy Bogu, to pierwsze, co On ma nam do powiedzenia, to właśnie to: dziecko.

I dalej:

– Pierwsze, co ma nam do powiedzenia, to to, że jesteśmy Jego dziećmi, że On jest Ojcem, że to nigdy się nie skończyło. Że On nigdy nie zrezygnował z bycia sobą, bycia Ojcem. Nigdy nie przestał patrzeć na nas tak, jak patrzył od początku. Nigdy nie przestaliśmy być w Jego oczach Jego dziećmi.

W medytacji pojawia się także obraz, do którego ks. Wojciech Drab powrócił kilka dni później w swoim ostatnim nauczaniu: greckie słowo airo, które tłumaczył jako podnoszenie, unoszenie.

Przywołał obraz ojca, który bierze na ręce nowo narodzone dziecko.

– Ten gest „airo” to był taki gest ojca, który brał dziecko po urodzeniu i unosił w takim geście uznania ojcostwa, w geście dumy, że to jest moje dziecko.

Dla ks. Draba był to obraz tego, co Bóg czyni z człowiekiem.

– Bóg bierze w ręce tę garść prochu, ten kawałek nicości, którą jestem ja, i unosi z dumą, że to jest moje dziecko.

I dodawał:

– To doświadczenie, że jestem, że jestem człowiekiem, to doświadczenie, że jestem kimś, nie czymś, ale kimś, że jestem osobą, to jest cały czas doświadczenie właśnie tych ramion Ojca.

Kapłan przekonywał, że problem człowieka zaczyna się wtedy, gdy traci z oczu tę podstawową prawdę o sobie.

– To, co najważniejsze, to to, że Bóg uczynił mnie kimś. Że nie jestem czymś, jak cała reszta stworzenia, tylko jestem kimś. Że w oczach Boga właśnie ktoś jest wartością. Ktoś jest tak wielką wartością, że warto uczynić wszystko dla tego kogoś.

Pięć dni po opublikowaniu tej medytacji, w poniedziałek 21 września, ks. Wojciech Drab wyruszył motocyklem w drogę.

Był egzorcystą diecezji świdnickiej i jechał na zjazd dla kapłanów pełniących tę posługę.

Do wypadku doszło około godz. 13.50 na drodze wojewódzkiej nr 426 w Olszowej, niedaleko węzła autostrady A4. Według wstępnych ustaleń policji po minięciu ronda ks. Drab z nieustalonej przyczyny stracił panowanie nad motocyklem i uderzył w znaki drogowe. Pomimo prowadzonej reanimacji jego życia nie udało się uratować.

Miał 54 lata.

Zaledwie kilka dni wcześniej sam prowadził rekolekcje dla księży motocyklistów należących do Kapłańskiego Klubu Motocyklowego God’s Guards Sacerdos Group. W spotkaniu organizowanym w diecezji świdnickiej uczestniczyło 72 duchownych z różnych części Polski.

Motocykl był jego pasją. Posługa egzorcysty była jedną z ważnych części jego kapłaństwa. Ale ci, którzy słuchali jego konferencji, homilii i internetowych medytacji, wiedzą, że ks. Wojciech Drab nie koncentrował uwagi na złu.

Znacznie częściej próbował kierować ją na Boga.

W medytacji z 16 września mówił:

– Właśnie o to trzeba się modlić, o ciągłe odkrywanie Boga jako Ojca i siebie jako dziecka. O ciągłe odkrywanie tego, kim jestem w oczach Boga, kim jest Bóg, kim jestem w oczach Boga.

Pod koniec tamtej medytacji ks. Drab wrócił raz jeszcze do relacji, która według niego stanowi fundament chrześcijańskiego życia.

Mówiąc o Chrystusie, przypomniał Jego słowa skierowane po zmartwychwstaniu do Marii Magdaleny: „Idź do moich braci i powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego”.

– Wszystko, co Jezus zrobił, to po to, żeby Jego Bóg stał się naszym Bogiem, czyli żebyśmy wierzyli dokładnie w tego samego Boga, którego ma przed oczami Jezus. (...) Żebyśmy odkrywali, że ten wielki Bóg, Stwórca nieba i ziemi, wszystkiego, jest naszym Ojcem, a my Jego dziećmi – tłumaczył.

A następnie mówił o pragnieniu Chrystusa:

– On chce, żebyśmy byli z Nim. Żebyśmy byli z Nim tam, gdzie On jest i mieli wszystko to, co On ma, czyli mieli Ojca. Mieli Ojca, mieli miłość Ojca, mieli moc Ojca, mieli troskę Ojca.

Pięć dni wcześniej swoją refleksję ks. Wojciech Drab rozpoczął od dwóch przyjaciół żyjących przed wiekami w odległych miastach.

Mówił, że więź łącząca ludzi może przekraczać przestrzeń i czas.

Dzisiaj, po jego nagłej śmierci, szczególnie pozostają słowa:

„To nasze razem jest silniejsze niż odległość, niż czas, jest nawet silniejsze niż śmierć”.

 

« ‹ 1 › »
DO POBRANIA: |
oceń artykuł Pobieranie..

Funkcja zapisywania artykułów jest dostępna tylko dla zalogowanych użytkowników.