– Prawda o człowieku zawsze jest tajemnicza, znamy ją tylko częściowo – mówił bp Marek Mendyk w homilii podczas Złotego Jubileuszu bp. Stefana Regmunta, obchodzonego w Jedlinie-Zdroju. Biskup świdnicki przestrzegał przed łatwością wydawania sądów o innych i przypomniał, że chrześcijanin powinien zaczynać od spojrzenia we własne sumienie. – Boży osąd jest przepełniony miłosierdziem. Nasz osąd często bywa zbyt surowy, nieraz bezduszny – podkreślił.
Biskup Marek Mendyk przewodniczył refleksji nad niedzielnym słowem Bożym podczas Mszy św. sprawowanej 27 września w kościele Trójcy Świętej w Jedlinie-Zdroju. Okazją do spotkania był złoty jubileusz kapłaństwa bp. Stefana Regmunta, który zgromadził wielu kapłanów, zaproszonych gości, parafian. Był również obecny biskup senior Ignacy Dec.
Choć pierwsze słowa homilii biskup świdnicki skierował do jubilata, jej zasadniczą część poświęcił temu, jak chrześcijanin patrzy na drugiego człowieka. I jak łatwo to spojrzenie może zostać zniekształcone przez pozory, zasłyszane opinie albo własne uprzedzenia.
Nie znamy całej prawdy o człowieku
Bp Mendyk przypomniał postacie Zacheusza, kobiety pochwyconej na cudzołóstwie i złoczyńcy umierającego obok Jezusa. W każdym z tych przypadków Chrystus widział więcej niż ludzie stojący obok. Znał nie tylko czyny człowieka, ale również to, co działo się w jego wnętrzu.
– Jezus – pisze Jan ewangelista – „wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje” – przypomniał bp Mendyk.
Jak zauważył, człowiek tej zdolności nie posiada. Widzimy czyjeś zachowanie, słyszymy słowa, poznajemy część faktów. Nie widzimy jednak sumienia.
– Prawda o człowieku – nawet gdy jest szczerą prawdą – zawsze jest tajemnicza, znamy ją tylko częściowo. Widzimy czyny, słyszymy słowa – ale przecież nie potrafimy dotrzeć do duchowego wnętrza człowieka, by zrozumieć powody, motywy, pobudki, które nim kierują – mówił biskup świdnicki.
Tę myśl odniósł do ewangelicznej przypowieści o dwóch synach. Jeden powiedział ojcu „tak”, ale nie poszedł pracować w winnicy. Drugi odmówił, a później zmienił zdanie.
– Słyszymy ich słowa, widzimy ich zachowanie – ale wnętrza, serca, sumienia, duszy nie jesteśmy w stanie przeniknąć. Nasz osąd jest więc niepełny, tym samym nie do końca prawdziwy. Każdy ludzki osąd jest taki – zaznaczył.
Bp Mendyk wskazał przy tym różnicę pomiędzy ludzkim sądem a spojrzeniem Boga.
– Boży osąd jest przepełniony miłosierdziem. Nasz osąd często bywa zbyt surowy, nieraz bezduszny. Bo nie widzimy głębi serca i sumienia drugiej osoby – mówił.
Nie oznacza to, jak podkreślił, że człowiek nigdy nie może oceniać zachowania innych. Są sytuacje, w których jest to jego obowiązkiem. Dotyczy to przełożonych, wychowawców, świadków, ale również tych, którzy opisują życie innych ludzi publicznie.
– Osądzaj drugiego, gdy musisz to uczynić. Jesteś przełożonym, jesteś wychowawcą, jesteś świadkiem w jakiejś sprawie, jesteś dziennikarzem. Ale zanim cokolwiek powiesz czy napiszesz, dołóż wszelkich starań, by sprawę i człowieka dobrze poznać – apelował.
I dodał bardzo konkretnie:
– Swoich domysłów nie podawaj jako fakty. Mów tylko o tym, o czym sam się przekonałeś – nigdy o tym, co powtarzali inni.
„To jest prosta droga do ocen diabelskich”
Jeszcze mocniej zabrzmiało ostrzeżenie dotyczące ocen wydawanych pod wpływem osobistych emocji.
– I nigdy nie oceniaj człowieka, do którego czujesz niechęć, lub co gorsza, nienawiść. To jest prosta droga do ocen diabelskich – powiedział bp Mendyk.
Nie chodzi przy tym o pobłażliwość wobec zła. Biskup mówił raczej o granicy pomiędzy nazwaniem konkretnego czynu a przekreśleniem człowieka.
Przypomniał słowa św. Pawła o miłości, współczuciu i pokorze.
– Miłość, serdeczne współczucie, pokora w ocenie bliźnich – i to wszystko przeniknięte duchem Jezusa Chrystusa. Wiele ciepła i delikatności. Bo chodzi o człowieka. Za każdego człowieka Jezus ofiarował życie – mówił.
I zaraz potem dodał:
– Dlatego ja nie mam prawa żadnego człowieka osądzać, pozbawiać czci, potępiać, przekreślać.
Najbardziej wymagającą częścią tej refleksji była jednak nie przestroga przed cudzymi sądami, lecz wezwanie do spojrzenia na samego siebie.
– Osądzanie postaw, myśli, słów, czynów, zaniedbań trzeba zaczynać od samego siebie – powiedział biskup świdnicki.
Nie zatrzymał się przy ogólnym wezwaniu do rachunku sumienia.
– Kto potrafi popatrzeć w głąb własnego sumienia, kto widzi swoje codzienne grzeszki i niecodzienne grzechy, kto potrafi zawstydzić się przed samym sobą z powodu swej bylejakości, a bywa, że i podłości… Otóż, kto to potrafi – nie będzie zbyt łatwo osądzał innych. Bo zna cenę słabości. Zna też cenę wysiłku bycia lepszym – mówił bp Mendyk.
Na zakończenie tego wątku wrócił do jednej z najbardziej znanych scen Ewangelii: kobiety, którą oskarżyciele chcieli ukamienować.
– Oskarżyciele cudzołożnej kobiety byli gotowi ją ukamienować. Tylko Jezus miał prawo powiedzieć: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”. On jednak nie sięgnął po kamień. My też nie sięgajmy po kamień osądu – zaapelował.
Homilia wygłoszona w Jedlinie-Zdroju była osadzona w jubileuszowej uroczystości bp. Stefana Regmunta, ale słowa bp. Marka Mendyka wykraczały daleko poza tę okazję. Dotyczyły jednej z najłatwiejszych ludzkich pokus: przekonania, że skoro zobaczyliśmy fragment czyjegoś życia, znamy już całego człowieka.
Biskup świdnicki przypomniał, że chrześcijańska odpowiedź nie polega ani na rezygnacji z prawdy, ani na przymykaniu oczu na zło. Wymaga jednak pokory wobec tego, czego o drugim człowieku nie wiemy, i odwagi spojrzenia najpierw na siebie.
„My też nie sięgajmy po kamień osądu” – te słowa najlepiej streszczają tę część homilii bp. Mendyka.