1 października w Kątach Wrocławskich odbyły się uroczystości pogrzebowe śp. ks. Wojciecha. Mszy św. oraz obrzędom Ostatniego Pożegnania przewodniczył biskup świdnicki Marek Mendyk. Po liturgii trumna z ciałem kapłana została odprowadzona na miejscowy cmentarz komunalny.
Uroczystości rozpoczęły się w kościele pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła. W homilii bp Marek Mendyk nawiązał do licznych świadectw, które pojawiły się po informacji o tragicznej śmierci duchownego. W mediach społecznościowych jego bliscy, przyjaciele i osoby, którym pomagał, dzielili się wspomnieniami ze spotkań z kapłanem.
– Po informacji o tragicznej śmierci ks. Wojtka pojawiły się piękne słowa; krótkie, ale jakże budujące świadectwa osób bliskich, tych, którzy go znali, którym w życiu pomagał – mówił biskup.
Przywołał również jedno ze zdań, które – jak zaznaczył – stało się swoistą modlitwą: „Nie pytamy Cię, Boże, dlaczego Go zabrałeś, ale dziękujemy za to, że nam Go dałeś”.
Potrafił docierać tam, gdzie inni nie docierali
Wspominając posługę zmarłego, bp Mendyk zwrócił uwagę przede wszystkim na jego otwartość na drugiego człowieka. Ks. Wojciech podejmował w diecezji świdnickiej różne zadania i – jak podkreślił biskup – angażował się w nie bez reszty. Szczególnie bliscy byli mu ludzie przeżywający trudności i zagubienie.
– Nie zamykał się w swoim świecie, ale umiał i chciał pochylić się nad problemami konkretnego, zagubionego człowieka. Potrafił usunąć się w cień, aby to Bóg był na pierwszym miejscu – mówił hierarcha.
Biskup wspomniał także o charakterystycznym stylu duszpasterstwa ks. Wojciecha. Nie zawsze mieścił się on w utartych schematach, ale właśnie dzięki temu kapłan potrafił nawiązywać kontakt z ludźmi, do których trudno było dotrzeć tradycyjnymi metodami.
– Będąc trochę „inny od wszystkich”, był darem dla Kościoła. Potrafił dotrzeć tam, gdzie tradycyjne metody najzwyczajniej zawodziły – podkreślił bp Mendyk.
Jak dodał, działania kapłana budziły wiarę, przynosiły pokój i prowadziły ludzi do Boga. Zmarły potrafił przyjmować krytykę, a jednocześnie zdecydowanie bronił nauczania Kościoła.
„W krainie życia ujrzę dobroć Boga”
Druga część homilii była poświęcona chrześcijańskiemu spojrzeniu na śmierć. Punktem wyjścia stały się słowa psalmu: „W krainie życia ujrzę dobroć Boga”.
Bp Mendyk zauważył, że w perspektywie wiary dla zmarłego słowa te nie są już jedynie obietnicą odnoszącą się do przyszłości. Śmierć kończy bowiem czas ziemskiego oczekiwania i otwiera człowieka na rzeczywistość, którą chrześcijaństwo określa jako pełnię życia w Bogu.
– Kiedy człowiek przechodzi próg śmierci, czas ziemskiego oczekiwania dobiega końca, a biblijne „ujrzę” zamienia się w ostateczne spotkanie – mówił biskup.
Podkreślił, że chrześcijańska nadzieja nie pozwala traktować śmierci jako wejścia w pustkę czy niebyt. To, co człowiek na ziemi nazywa życiem, pozostaje naznaczone przemijaniem, lękiem i kruchością. Wiara wskazuje natomiast na życie, którego pełnią jest sam Bóg.
„Ks. Wojciech nie umarł, lecz żyje”
Na zakończenie bp Marek Mendyk zwrócił się do bliskich i wszystkich uczestników pogrzebu, wskazując na więź, która – w świetle wiary – nie kończy się wraz ze śmiercią.
– Ks. Wojciech nie umarł, lecz żyje. Jest z nami. Razem z nami uczestniczy w tej Najświętszej Ofierze – powiedział.
Biskup zachęcał, aby doświadczenie straty przeżywać również poprzez modlitwę. Jak zaznaczył, śmierć nie przekreśla duchowej bliskości z człowiekiem, który odszedł.
– Po ludzku straciliśmy kogoś bliskiego, ale w kategoriach wiary i perspektywie życia wiecznego zyskaliśmy wszyscy orędownika u Pana Boga w niebie – mówił.
Po zakończeniu Eucharystii odbyły się obrzędy Ostatniego Pożegnania. Następnie uczestnicy uroczystości udali się na cmentarz komunalny w Kątach Wrocławskich, gdzie trumna z ciałem śp. ks. Wojciecha została złożona do grobu.
„Byłeś darem dobrego Boga”
Szczególnie osobisty charakter miało pożegnanie wygłoszone przez brata zmarłego kapłana. W swoim słowie podkreślił, że ks. Wojciech był dla najbliższych i dla ludzi, których spotykał na swojej drodze, przede wszystkim darem dobrego Boga.
Nawiązał przy tym do ewangelicznej przypowieści o robotnikach w winnicy. Jej gospodarz zatrudnia pracowników o różnych porach dnia, a wieczorem każdemu wypłaca tę samą zapłatę. Kiedy ci, którzy pracowali najdłużej, zaczynają szemrać, gospodarz odpowiada słowami, które stały się kluczem do pożegnania ks. Wojciecha: „Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?”.
W perspektywie tej Ewangelii brat zmarłego spojrzał również na ból przedwczesnego odejścia kapłana. Zamiast zatrzymywać się jedynie przy pytaniu, dlaczego jego życie zakończyło się tak szybko, wskazał na wdzięczność za czas, który został mu podarowany.
– Dlaczego narzekasz, kiedy Ja jestem dobry? – pytał, odwołując się do słów Jezusa.
Ks. Wojciech – jak podkreślił jego brat – był darem dobrego Boga. Darem dla rodziny, ale także dla tych wszystkich, których spotkał podczas swojej kapłańskiej drogi. I choć po ludzku dar ten został zabrany zbyt wcześnie, pozostaje wdzięczność za to, że w ogóle został dany.