Pomógł minister

ks. Roman Tomaszczuk

|

Gość Świdnicki 33/2013

publikacja 15.08.2013 00:15

Caritas daje możliwość pielęgnowania tożsamości narodowej.

Polonusi na świdnickiej  pielgrzymce  Polonusi na świdnickiej pielgrzymce
Mirosław Jarosz /GN

Od kilku lat polonijne dzieci z Białorusi i Ukrainy goszczą podczas wakacji w caritasowskim Ośrodku Rekolekcyjno-Wypoczynkowym pw. św. Józefa w Zagórzu Śląskim. 11 sierpnia zakończył się ostatni kolonijny turnus. – Cóż powiedzieć, żal odjeżdżać – komentował słowami bł. Jana Pawła II Walery Strogusz z Łanowic z województwa lwowskiego.

Z 808 – 47 u nas

Ministerstwo Spraw Zagranicznych w ramach konkursu na realizację zadania „Współpraca z Polonią i Polakami za granicą w 2013 r.” dofinansowało wakacyjny pobyt 1867 (1059 z Białorusi i 808 z Ukrainy) dzieci w 17 ośrodkach diecezjalnych Caritas. – Głównym celem pobytu dzieci było umożliwienie doskonalenia języka polskiego i poznawania polskiej kultury – wyjaśnia Sabina Dorozik, sekretarz świdnickiej Caritas. – Dlatego młodzi Polonusi przebywali na kolonii z młodymi Polakami, a podczas wycieczek przybliżaliśmy dzieciom pomniki i wydarzenia związane z historią i dziedzictwem narodowym – dodaje.

W Zagórzu Śląskim gościły najpierw dzieci z Białorusi, a ostatnio z Ukrainy. – To dla nas bardzo ważne – mówi Czesława Stojanowska, opiekunka ze Złoczowa. – Zwracałam dzieciom uwagę na to, w jak dobrych czasach żyjemy, że za komuny takie rzeczy były nie do pomyślenia, a komunę to ja pamiętam dobrze, skoro mam 74 lata. Pamiętam i modlę się, żeby nie wróciła, choć ta nowa lewica i u nas, i w Polsce to jak nic pełzający powrót agresywnego socjalizmu. A to nie jest dobre dla nikogo prócz garstki notabli. Opowiadałam o tym dzieciom, bo u nas w Złoczowie po dziś dzień czci się pamięć męczenników socjalizmu stosowanego. Na przykład biskup Jan, którego komuniści męczyli, a on się nie poddał. Dopiero w nowych czasach dowiedzieliśmy się, że był biskupem, a tak to po prostu widzieliśmy w nim naszego proboszcza – rozwija myśl.

Dziedzictwo Narodowe

W tym roku koloniści mieli okazję nie tylko podróżować po Dolnym Śląsku i korzystać z obiektów rekreacyjnych Wałbrzycha, Świebodzic czy Świdnicy, ale wzięli udział w pierwszym i ostatnim dniu pieszej pielgrzymki na Jasną Górę. – Przeszliśmy 23 km ze Świdnicy do Pieszyc, a potem 7 km z Kawodrzy na Jasną Górę – wspomina Beata Dąbrowska z Drohobycza. – Pierwszy dzień to szok gościnności i braterstwa. Nie mogliśmy uwierzyć, że ludzie wystawiający jedzenie i napoje robią to z dobrej woli, a nie z przymusu. A dzień ostatni? Entuzjazm wiary i duma z tego, że jest się katolikiem – to było dla mnie najważniejsze – podkreśla i zaznacza, że bardzo jej zależy, żeby studiować w Polsce. – Tutaj jest inne życie, tutaj jestem sobą i nikt tego nie ma mi za złe. Na Ukrainie zawsze mi wypominają, że jestem Polką. Czuję się tam niechciana. Jeśli uda mi się dostać na studia w Warszawie, zostanę tu na stałe – zapowiada. – Patrzę na Polskę, jestem tu po raz pierwszy i nie chce mi się wierzyć, że drogi mogą być takie dobre – dzieli się swoimi refleksjami Anastazja Zwarycz ze Złoczowa. – Podobają mi się także Polacy, bo ich mentalność i otwartość budzi serdeczność. Liczę na to, że znajomości, które tutaj zawiązałam, dzięki łączności przez internet będą się rozwijać i umacniać. Za rok chciałabym tu wrócić. Tutaj naprawdę jest inny świat – dodaje. – Nie ukrywam, że cieszy nas bardzo, że nasi goście cenią sobie program, jaki im zaproponowaliśmy – podsumowuje Sabina Dorozik. – Przedstawienie polskiej religijności miało głęboki sens, pokazało bowiem młodym, nie tylko z Ukrainy, że tożsamość narodowa to język, kultura czy historia, ale także wiara.

Pątnicze zdumienie

Beata Dąbrowska, 15 lat, Drohobycz – Czarna Madonna – tyle o Niej słyszałam, wreszcie Ją zobaczyłam. Najpierw tuż przed kolonią z rodziną, a potem z pielgrzymami. Królowa Polski, niby królewskość powinna onieśmielać, a tu wprost przeciwnie, wobec Maryi, której nasz naród został oddany, czuje się bezpośrednią czułą bliskość. Byłam jedną z pielgrzymkowych sióstr, a braterstwo było zasadniczym smakiem tej wizyty. Walery Strogusz, 14 lat, Łanowice – Znam pielgrzymkę do Kalwarii Pacławskiej, jednak tam idzie nas o wiele mniej niż tutaj. Pierwszy raz byłem na Jasnej Górze, tam się naprawdę czuje historię Polski, od tej najstarszej, królewskiej, przez zaborową i ciemnego kresu okupacji oraz komunizmu, aż po wolność i tragedię smoleńską. Polska w pigułce. Czesława Stojanowska, 74 lata, Złoczów – Jestem opiekunką naszych dzieci i nie mogę nie cieszyć się z pomysłu uczestniczenia w pielgrzymce. No bo w ten sposób młodzi przekonali się, że wiara to nie tylko domena Wschodu, ale i Zachodu, bo Polska jest dla nas Zachodem. Można być w Unii Europejskiej i kochać Boga, i wierzyć, i z dumą nosić głowę jako katolik. Bogu niech będą dzięki za to. Anastazja Zwarycz, 14 lat, Złoczów – Pierwszy raz w Polsce, aż trudno ogarnąć to wszystko. U nas ludzie się modlą, jasne, ale tutaj, w czasie pielgrzymki, widziałam inne, nowe dla mnie formy oddawania czci Bogu. Piosenki, gesty, nabożeństwa – wiele nowych sytuacji i entuzjazm młodych. Podziwiałam też wszystkich, którzy mimo bólu, choroby czy niepełnosprawności wytrwale szli do celu. Widziałam ich na Jasnej Górze.