Zasługuje na więcej

Gość Świdnicki 38/2013

publikacja 19.09.2013 00:00

O niezrobionych zdjęciach, tajemniczych napisach i pomyśle na promocję mówi Mariusz Barcicki, świdnicki radny i przewodnik po katedrze.

– Sądzę, że poznałem większość zakamarków świdnickiej katedry  – mówi Mariusz Barcicki – Sądzę, że poznałem większość zakamarków świdnickiej katedry – mówi Mariusz Barcicki
Ks. Roman Tomaszczuk /GN

Ks. Roman Tomaszczuk: Od dawna prowadzi Pan fotograficzną dokumentację prac renowacyjnych w katedrze...

Mariusz Barcicki: Dokumentację zdjęciową katedry – dodam , że robię to z miłości do tego wspaniałego obiektu w sposób społeczny – prowadzę od prawie 20 lat. W tym czasie wykonałem kilka tysięcy zdjęć, ujmujących nie tylko piękno tego obiektu, lecz również, a może przede wszystkim zniszczenia, zawilgocenia, uszkodzenia i ubytki w strukturze oraz konstrukcji tej budowli. Moja praca w jakiejś mierze ma również charakter kronikarski, gdyż staram się utrwalać także wszelkie remonty, renowacje i konserwacje, które prowadzone są w katedrze.

Uwielbiam fotografować ludzi pracujących z poświęceniem na rzecz ratowania tego obiektu; konserwatorów, dekarzy, cieśli, malarzy... Wielokrotnie zdjęcia z mojego zbioru wykorzystywane były jako ilustracje do książek, publikacji, pocztówek, kalendarzy itd. Do dziś żałuję, że nie udało mi się sfotografować prac wykonywanych w katedrze w latach 70. XX wieku, związanych z wymianą posadzki, w których sam brałem udział jako młody człowiek. Odkrywano w tym czasie wiele płyt epitafijnych i nagrobnych, odsłaniano  krypty, lecz niestety nie posiadałem wówczas aparatu fotograficznego.

Ma Pan swoje ulubione miejsce w katedrze?

Moje ulubione miejsca w katedrze wiążą się z pozostałościami po sztuce gotyckiej, która mnie fascynuje. Należą do nich Chór Mieszczański, na którym znajduje się gotycki szafiasty ołtarz z 1492 r. Miejsce to przykuwa moją uwagę również ze względu na wyjątkowy widok na całe wnętrze katedry, jaki stamtąd się rozpościera. Stałą moją ciekawość wzbudza zawsze krypta pod ołtarzem głównym katedry, której gotyckie sklepienie wspiera się, jak wiadomo, na jednej kolumnie. Podziwiam w tym miejscu kunszt architektów zamierzchłych czasów. Oczywiście wyjątkowa jest również empora muzyczna, skąd podziwiać można całe wnętrze nawy głównej katedry.

Co Pan myśli na temat promocji tego kościoła?

Wydaje się, że Kościół Pokoju jest bardziej rozpoznawalną budowlą, choć to wieża katedry góruje nad miastem. Uważam, że katedra ciągle jest słabo promowana. Wciąż odczuwalny jest brak literatury, która byłaby odpowiednia dla różnego kręgu odbiorców. Miasto co prawda wydało „Przewodnik po świdnickiej katedrze”, który był niezmiernie potrzebny, lecz jego nakład w języku polskim jest już na wyczerpaniu. Ciągle brak albumu poświęconego katedrze, od czasów przedwojennych nie wydano również żadnej monografii historycznej, która omawiałaby dzieje kościoła od średniowiecza aż do czasów współczesnych.

Mam nadzieję, że do obchodów 700-lecia katedry, które przypadną w 2030 r., uda się zapełnić te luki. Drobny wyjątek stanowi film promocyjny poświęcony katedrze, którego nakręcenie zleciło miasto. Pól do zagospodarowania jest wiele! W odniesieniu do Kościoła Pokoju przywołam zdanie mojego przyjaciela, świdnickiego historyka Sobiesława Nowotnego, który wielokrotnie podkreśla, iż należy żałować, że katedra nie została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO wraz z Kościołem Pokoju, gdyż dzieje obu kościołów zazębiają się, splatają się i historii jednego nie można zrozumieć bez znajomości dziejów drugiego z obiektów, a oba pod względem wyposażenia i artystycznego wyrazu znajdują się na tym samym poziomie. 

Jak przebiega letni sezon turystyczny?

Od momentu, w którym udostępniono katedrę do całotygodniowego zwiedzania, w godzinach od 10.00 do 18.00 (za wyjątkiem czasu, w którym odprawiane są Msze św. i nabożeństwa), liczba zwiedzających stale wzrasta. Bardzo wielu turystów przyjeżdża po zasięgnięciu informacji drogą internetową lub telefoniczną. Sporą grupę, co ciekawe, stanowią również turyści indywidualni, którzy przyjeżdżają m.in. z dolnośląskich uzdrowisk, gdzie leczą swe dolegliwości. W tym miejscu otwiera się nowe pole pozyskiwania potencjalnych turystów nie tylko dla katedry świdnickiej, ale również dla samego miasta. To tu również władze miasta powinny skupić swe starania promocyjne.

Zna Pan doskonale każdy zakamarek kościoła, jak ocenia Pan jego stan techniczny?

Sądzę, że poznałem większość zakamarków świdnickiej katedry, oczywiście poza tymi, które nadal pozostają niedostępne, jak na przykład krypty pod kaplicami, które ostatni raz otwierano w 1935 r., a następnie ich dojścia zamurowano i od tej pory nikt ich nie oglądał. Jest w kościele pewne tajemnicze i trudno dostępne miejsce, które dotychczas niewiele osób widziało. Znajduje się ono w nawie północnej, tuż pod sklepieniem nad wejściem do dawnej biblioteki jezuickiej, gdzie z nawy można dostrzec niewielkie drzwiczki wychodzące do kościoła, a w zasadzie donikąd. Celowość ich istnienia pobudza fantazję i budzi wiele hipotez. Szczególnie w obrębie strychu katedry znajduje się wiele zakamarków, które dotychczas nie były zbyt często oglądane. Jeśli zaś chodzi o remont świątyni, to wymaga ona kompleksowej renowacji nawy głównej i remontu wieży.

Odkrył Pan coś nowego w katedrze?

Tak. Ostatnimi czasy odkryłem wiele nieznanych inskrypcji w obrębie chóru organowego, które związane są z poszczególnymi dawnymi remontami katedry. Ciekawostkę stanowią również inne inskrypcje, które odkryłem na kamiennej balustradzie, wystawionej na ogrodzie przykościelnym. Są to wyryte inicjały oraz imiona i nazwiska osób pochodzące z różnych epok, które dawniej odwiedzały kościół i chciały się tu uwiecznić. Zaś na oktogonie wieży dostrzegłem gotyckie litery „A W”. Przeglądając ostatnio przedwojenne zdjęcia wyposażenia katedry, które dostępne są w internecie na stronie Archiwum Zdjęciowego w Marburgu, dostrzegłem różnicę w wyglądzie Chóru Mieszczańskiego – posiadał on w przeszłości bardziej ozdobną formę, którą najprawdopodobniej utracił podczas wielkiego remontu katedry na przełomie XIX i XX wieku. Myślę, że z czasem warto by pomyśleć o przywróceniu mu dawnej świetności.