Bracia! Odwagi!

ks. Roman Tomaszczuk

|

Gość Świdnicki 44/2013

publikacja 31.10.2013 00:00

Kilkadziesiąt osób rozpoczęło słuchanie kerygmatu – potrzebują Dobrej Nowiny.

 Iwona Lary podczas głoszenia katechezy w Świdnicy Iwona Lary podczas głoszenia katechezy w Świdnicy
Ks. Roman Tomaszczuk /GN

Pierwsze wrażenia – mówią inaczej; słucha się tego zaskakująco dobrze; inny język prowokuje do nowych skojarzeń; to są świadkowie.

Chodźcie do Mnie!

Od 20 października w kościele pw. św. Józefa w Świdnicy głoszone są katechezy kerygmatyczne, wprowadzające na Drogę Neokatechumenalną. Katechiści spotykają się z kilkudziesięcioma osobami. Te są w różnym wieku i różnych stanów. Wiele twarzy to ludzie, których nie widziało się dotychczas bliżej kościoła. Wieść, że „jest coś nowego” rozeszła się po Świdnicy i zaciekawiła tych, którzy są już głodni czegoś więcej, ale nie mają śmiałości dołączyć do tych, którzy to więcej realizują od lat.

– Jest coś onieśmielającego w tym, że oto mam dołączyć do wspólnoty, która zna się od lat i która żyje wiarą od lat i od lat angażuje się w parafię – wyjaśnia Karol zaraz po zakończeniu godzinnej katechezy głoszonej przez Iwonę Lary, żonę Huberta. Małżonkowie razem z ks. Pawłem Jagiełło i klerykiem Michałem Domańskim tworzą grupę katechistów posługujących w Świdnicy. Neokatechumenat cieszy się dobrą opinią u tych, którzy są idolami dla młodych. Przykładem jest Robert Friedrich „Litza”, idący Drogą od lat, założyciel znanego zespołu dziecięcego „Arka Noego”, a ostatnio rockowej kapeli „Luxtorpeda”. Jego radykalizm wiary oraz pełne ufności podejście do życia małżeńskiego i rodzinnego oraz zaangażowanie w Kościół inspiruje tych, którzy przymierzali się do takiej czy innej grupy kościelnej, ale się tam nie odnaleźli. – Dobrze jest spotkać w kościele ludzi wierzących – mówi Krzysiek. – Ale nie „wierzących” w potocznym rozumieniu. Dobrze jest usłyszeć świadectwo ludzi, którzy pokazują, jak Jezus realnie działa w ich życiu i to życie zmienia. Ludzi, którzy po prostu mówią o tym, że On naprawdę jest.

Idźcie i głoście!

25 października głoszona była druga katecheza z całego cyklu katechez wstępnych. Mówiła przede wszystkim Iwona. – Niektóre katechezy są głoszone dialogowo, inne to dzieło jednego katechisty – wyjaśnia Hubert. Inicjatywie patronuje proboszcz wspólnoty o. Samuel Pacholski, obecny na każdej katechezie. Nie ukrywa radości z tego, że w rok po tym, jak paulini przybyli do Świdnicy, to właśnie z ich inicjatywy można wysłuchać orędzia głoszonego przez katechistów Drogi. Nie ma wątpliwości, że to ważne wydarzenie dla życia duszpasterskiego biskupiego miasta. Słuchacze katechez podzielają jego opinię. – Jasne, katechezy mają walor „nowości” który towarzyszy każdej sprawie dopiero co pojawiającej się w danym środowisku, jednak to nie tylko to – przekonuje Piotrek. Sięga po komórkę i czyta: „Myślę, że istnieje pewien sposób odbudowania parafii na podstawie doświadczenia neokatechumenalnego. Naturalnie, nie można tej metody narzucać wszystkim; lecz jeśli jest tylu chętnych, to dlaczego nie? Jest ona bardzo autentyczna, dobrze współgra z samą istotą parafii (...). Parafia jest podstawową wspólnotą w Kościele i może bardzo autentycznie wzrastać na podłożu doświadczenia neokatechumenalnego...”. – Czyja to opinia? Jana Pawła II – mówi.

– Różnorodność formy i środków głoszenia tej samej, jedynej Ewangelii Jezusa Chrystusa jest dzisiaj siłą Kościoła – zapewnia ks. Krzysztof Ora w rozmowie o inicjatywie paulinów tuż po zakończeniu katechezy, której wysłuchał. Tym, co mnie osobiście przekonuje do formy wybranej przez katechistów, jest fakt, jak bardzo ich słowo trafia do odbiorców. To, że tak przekonująco o Bogu działającym w życiu konkretnego człowieka opowiadają świeccy, jest dzisiaj w pewnych okolicznościach najmocniejszym narzędziem ewangelizacji. Żyjemy bowiem w czasach, gdy zniszczono autorytet duchownych i dla wielu ochrzczonych ksiądz nie jest już gwarantem prawdziwości głoszonych prawd wiary – zauważa.

Ojciec przeciw synowi!

Iwona Lary w trakcie przepowiadania często rzucała hasło: „Bracia! Odwagi!”. Zachęcała jednak nie tylko słuchaczy do tego, żeby poszli za natchnieniem Ducha Świętego, żeby nie bali się wypłynąć na głębię, żeby stali się posłuszni woli Boga. Słowa te kierowała także do siebie samej i swoich współbraci w posłudze katechistów.

Droga bowiem budzi sprzeciw. I to nawet nie tyle ze strony wrogów Kościoła, co byłoby zrozumiałe, ale raczej ze strony ludzi jakoś zaangażowanych w jego życie. Do kurii napływają już pierwsze sygnały wyrażające wątpliwość co do słuszności tez głoszonych przez katechistów. Na portalach społecznościach m.in. tradycjonaliści polecają internautom lekturę książek podważających sens i wartość Drogi, podpowiadają także, na jakich stronach internetowych można poczytać wyznania ludzi, dla których Droga okazała się duchową pomyłką.

– To oczywiście możliwe, że komuś Droga nie przyniesie pożytku wewnętrznego, jednak stosując ewangeliczną zasadę: po owocach poznaje się drzewo, trudno mieć zastrzeżenia do czegoś, co jest w skali Kościoła ogromnym darem i czemu błogosławią kolejni papieże z kochającym tradycję Benedyktem XVI na czele – odpowiada na zastrzeżenia o. Samuel Pacholski.

Tak! „Droga Neokatechumenalna jest narzędziem do zapoczątkowania nowej i żywotnej ewangelizacji. Dziękujemy Bogu za wielkie cuda, które realizuje dla dobra swojego Kościoła i ludzkości poprzez tę Drogę; są to owoce miłości, życia według błogosławieństw, hojnego oddania się, rodzin odnowionych i otwartych na życie” – chce się powtarzać za kard. Antonio Canizaresem Lloverą, tym samym, który w sposób bardzo zaangażowany popiera i promuje w Kościele także właśnie tradycjonalistów.