Kustosze pamięci

ks. Roman Tomaszczuk

|

Gość Świdnicki 05/2014

publikacja 30.01.2014 00:00

Właśnie minęła 19. rocznica śmierci proboszcza-legendy.

Akt ślubowania  w imieniu uczniów szkoły Akt ślubowania w imieniu uczniów szkoły
ks. Roman Tomaszczuk /GN

Poprzez nadanie imienia Niepublicznej Katolickiej Szkole Podstawowej Caritas Diecezji Świdnickiej w Świdnicy placówka ta uzyskała swoistą, indywidualną tożsamość wyróżniającą ją spośród innych szkół – mówił 24 stycznia dyrektor Caritas, ks. Radosław Kisiel. – Będzie promowała osobę patrona, jego postawę życiową i dokonania – podkreślał wobec wszystkich zebranych w kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. Na uroczystości zgromadzili się: bp Ignacy Dec, kilku duchownych, społeczność szkoły i zaproszeni goście z Witoldem Baranem, bratankiem ks. Dionizego Barana, na czele, Wojciechem Murdzkiem, prezydentem miasta, delegacjami świdnickich szkół i parafian.

Poznali – będą głosić

Choć podczas Mszy św. odbyło się nadanie imienia i poświęcenie sztandaru szkoły, to jednak dopiero w trakcie drugiej części spotkania na terenie placówki można było się przekonać o wielkości i wyjątkowości dzieła i życia patrona. – Dyzio, bo tak nazywali go najbliżsi, przyszedł na świat 4 października 1913 r. w Sieniawie nad Sanem, koło Jarosławia – to pierwsze zdanie uczniowskiego apelu prezentującego bogatą biografię ks. Dionizego Barana. – Jednak cała prezentacja była przygotowana przede wszystkim z myślą o naszych gościach – zapewnia Irena Rymsza, dyrektor placówki. – W trakcie przygotowania do nadania imienia zarówno uczniowie, jak i kadra pedagogiczna i rodzice poznali bardzo dobrze sylwetkę i dzieło życia naszego patrona – wyjaśnia.

Podczas godzinnego apelu uczniowie zarówno w biogramie, jak i dopełniających go piosenkach i poezji udowodnili, że były proboszcz, zmarły 26 stycznia 1995 r., wciąż jest postacią nietuzinkową.

Dni, lata, dekady wierności

Zanim ks. Baran trafił do Świdnicy, przeszedł długą drogę wojennej i powojennej tułaczki. W cieniu śmierci najpierw z rąk Sowietów, potem Ukraińców i Niemców, a wreszcie i polskich komunistów wędrował z wołyńskiego Łucka i Sienkiewiczówki przez Wrocław, Brzeg, Lubań do Świdnicy, gdzie od 30 września 1957 r. do 27 czerwca 1983 pełnił urząd proboszcza parafii pw. św. Stanisława i św. Wacława.

Partyzant (pseudonim „Boruń”), bohaterski proboszcz czasu eksterminacji Polaków na Wołyniu, wierny Kościołowi podczas tułaczki na Zachód, odważny obrońca polskości i wiary wobec komunistycznego reżimu, podpora solidarnościowej opozycji, budowniczy mostów pojednania między Polakami i Niemcami, zwieńczył swoją duszpasterską pracę spotkaniem z Janem Pawłem II podczas papieskiej wizyty we Wrocławiu. – Lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte to czas choroby, nie tyle wyrażającej się w cierpieniu fizycznym, ile w powolnym odchodzeniu od tego, co budował i tworzył wielkim wysiłkiem, poświęceniem i oddaniem – podsumowywał narrator podczas akademii. – Przeżył 82 lata, bogate i pełne znaczenia dla tych, którym służył, a były ich dziesiątki tysięcy, i dla nas, którzy jego imienia będziemy teraz strzec niczym kustosze pamięci – podsumowują nauczyciele odpowiedzialni za przygotowanie akademii ku czci patrona: Irena Grodowska, Barbara Kędzierska, Magdalena Myczak, Teresa Cora i Marcin Kutny. Więcej i galeria na: swidnica.gosc.pl

Przygotowani doskonale

Ks. Ludwik Sosnowski, były proboszcz obecnej katedry

– Ta uroczystość dała nam wszystkim okazję do umocnienia przekonania, że główny kościół Świdnicy, dzięki swej historii zarówno w wymiarze materialnym, jak i duszpasterskim był przez Bożą Opatrzność przygotowywany do pełnienia funkcji katedry. Już przed wojną jeden z przewodników zaczynał się cytatem opinii historyka Maxa Sdralka, który w wolnym tłumaczeniu brzmi: „Jest na Śląsku kościół, który jest godny rangi kościoła biskupiego z uwagi na swoje piękno”. Natomiast postać ks. prałata Dionizego Barana jest przykładem, jak wielcy ludzie troszczyli się o parafię i kościół – dzisiaj katedralne. Podziwiam zarówno uczniów, jak i grono pedagogiczne za przygotowanie tego święta. Znakomita prezentacja postaci patrona oraz świetne przygotowanie artystyczne budzą moje uznanie i szacunek dla tej społeczności. Jestem dumny z tego, że swoją osobą i pamiątkami mogłem przyczynić się do realizacji tak cennej inicjatywy. Przez dwanaście lat opiekowałem się ks. prałatem Dionizym Baranem, znam go dobrze i wiem, że także on z uznaniem wyraziłby się o tym, co nam tu, w katolickiej szkole Caritas, przygotowano.