Budował wspólnotę

ks. Przemysław Pojasek

|

Gość Świdnicki 18/2019

publikacja 02.05.2019 00:00

Ksiądz Tadeusz Dudek odszedł w Wielki Czwartek. Żegnali go biskupi, księża, rodzina i tłumy wiernych, którym poświęcił ponad 50 lat swojego życia.

Zmarły kapłan został pochowany tuż obok kościoła, by mógł być blisko swojej parafialnej rodziny. Zmarły kapłan został pochowany tuż obok kościoła, by mógł być blisko swojej parafialnej rodziny.
Ks. Przemysław Pojasek /Foto Gość

Uroczystości pogrzebowe odbyły się 24 kwietnia. Przewodniczący im bp Ignacy Dec w homilii przypomniał, że na czas oktawy Zmartwychwstania Pańskiego trzeba spojrzeć z perspektywy całego życia i działalności Chrystusa. – Wypełnił swoją misję zleconą Mu przez Ojca. Po głoszeniu dobrej nowiny o zbawieniu potwierdzonej licznymi cudami, wydał się dobrowolnie w ręce grzeszników. Dał się pojmać, osądzić i przybić do krzyża. Taką zapłatę Jezusowi dano za Jego słowa prawdy, czyny miłości, liczne uzdrowienia czy cuda – wyjaśniał biskup.

Przedstawiając życiorys ks. Tadeusza, zauważył, że jego życie wiązało się z Chrystusem. – Urodził się w Boże Narodzenie 25 grudnia 1929 r. w Rzepienniku Biskupim, w powiecie Gorlice, w diecezji tarnowskiej. Wraz z rodzicami, Andrzejem i Władysławą z d. Bajorek, do 1945 r. mieszkał w Rzepienniku Strzyżewskim. Tam też ukończył 6 klas szkoły powszechnej. W latach zawieruchy wojennej czwórka rodzeństwa (Tadeusz, starszy brat i dwie młodsze siostry) wychowywała się pod okiem mamy, gdyż tato „uszedł za granicę”. W 1944 r. Tadeusz kontynuował naukę w tajnym gimnazjum, gdzie ukończył pierwszą klasę. Po zakończeniu wojny i powrocie taty udał się do Krakowa, aby podjąć dalszą naukę w Państwowym Gimnazjum im. Jana Sobieskiego – przytaczał życiorys ks. Tadeusza.

Mówił też o drodze powołania, którą zmarły kapłan rozpoczął w 1949 roku. Zdał wówczas egzamin dojrzałości i od razu wstąpił do Arcybiskupiego Wyższego Seminarium Duchownego we Wrocławiu, które ukończył w 1954 roku. Święcenia kapłańskie przyjął 13 czerwca 1954 r. we Wrocławiu.

Po latach pracy jako wikariusz w Bierutowie, w parafii pw. św. Jakuba i św. Krzysztofa we Wrocławiu, a następnie w Siedlisku i Świdnicy (parafia pw. św. Stanisława i św. Wacława), w 1958 r. został mianowany proboszczem w Strzelcach Świdnickich i tam służył jako proboszcz do 2008 r.

W ciągu 50 lat posługi w parafii pw. Wszystkich Świętych w Strzelcach ochrzcił 1439 dzieci, pobłogosławił 612 małżeństw, pochował 613 swoich parafian i rozdał 766 500 Komunii św. Jego pracę wspominali na zakończenie Mszy św. kapłani i wierni świeccy.

– W dokumentach zapisana jest praca ks. Dudka jako wikariusza w parafii św. Stanisława i św. Wacława. Tak, mieszkał u boku ks. Dionizego Barana, swego dawnego katechety z Brzegu. Ale od początku posługiwał właśnie tutaj, w Strzelcach Świdnickich. Dojeżdżał motocyklem, a potem starym radzieckim moskwiczem, dopóki nie wybudował tu plebanii. Przede wszystkim budował tu jednak wspólnotę – wspominał ks. Jan Bagiński. – Jako młody ministrant poznałem księdza prałata w parafii pw. św. Mikołaja w Pszennie. Wraz z ks. Henrykiem Filonowiczem i ks. Stanisławem Gozdkiem często razem śpiewali słowa uwielbienia „Niech będzie Bóg uwielbiony”. Jak oni to śpiewali, to aż ciarki przechodziły przez ciało. Tak właśnie zapamiętałem ks. Tadeusza. Nasze drogi później się spotkały po naszej przeprowadzce do Szczepanowa. Służyłem tu jako ministrant, lektor, a później jako kleryk. Nasz kontakt trwał przez lata, a ks. Tadeusz był przyjacielem naszej rodziny – podkreślał ks. Krzysztof Tomczak, pochodzący z parafii kapłan archidiecezji wrocławskiej.

Mówił też o pokorze, którą podkreślali także parafianie. Zawsze spokojny i rozmodlony, oddany Bogu i Kościołowi. Może dlatego też mimo odejścia na emeryturę w 2008 r. dopiero 10 lat później przeniósł się do świdnickiego Hospicjum św. Ojca Pio. Tam miał już odpowiednią opiekę. Jednak parafianie i nowy proboszcz – ks. Marcin Czchowski nie pozostawili go samego. To on wspominał ostatnie dni zmarłego kapłana ze łzami w oczach. – Pamiętam, jak pobłogosławiłeś mnie przed twoim odejściem. I jak trzy tygodnie temu nie chciałeś mnie puścić z hospicjum. Kiedy złapałeś mnie za ręce i powiedziałeś: „mój przyjacielu”. Dziękuję ci za to. Bóg wie, ile razem przeżyliśmy – dodał. Ksiądz Tadeusz Dudek odszedł w Wielki Czwartek, 18 kwietnia 2019 roku.