Ratowały polskie groby w Kazachstanie

Agnieszka Dochniak

|

Gość Świdnicki 35/2019

dodane 29.08.2019 00:00

Praca na cmentarzach była ważna, ale jeszcze ważniejsze były spotkania z Polakami mieszkającymi na stepach – tak o wyjeździe mówi Bernadetta Szczypka z Pieszyc.

Z wizytą u Polek mieszkających w Oziornoje. Z wizytą u Polek mieszkających w Oziornoje.
Starostwo powiatowe w Dzierżoniowie

Wraz z córką Bernadettą już po raz kolejny uczestniczyły w akcji „Mogiłę Pradziada ocal od zapomnienia”. Wcześniej jeździły na Ukrainę, tym razem mogły wyruszyć o wiele dalej.

Wraz z ośmioma innymi wolontariuszami 12 sierpnia wyleciały do Kazachstanu. W dziesięciodniowej wyprawie wzięli udział także inni mieszkańcy diecezji świdnickiej – 19-letnia Natalia Muzyka z Jugowa i 18-letni Jakub Wasłowicz z Woliborza. Podczas pobytu porządkowali polskie mogiły w Podolskoje i Oziornoje.

– Pracowaliśmy na grobach bliskich tych osób, które nie są już w stanie same sprzątać bądź ich rodziny wyjechały z kraju. Prawie wszystkie nagrobki mają napisy cyrylicą, polskich jest tylko kilka. To wynik wieloletnich represji. Do 1953 r. nie można było mówić i pisać po polsku, a także opuszczać swoich osiedli – mówi Bernadetta Szczypka.

Podczas pobytu Dolnoślązacy korzystali z gościnności polskich rodzin.

– Ludzie żyją tam bardzo biednie. Na wsiach utrzymują się z własnych upraw. W Kazachstanie nie ma pomocy społecznej, więc nawet najbiedniejsi mogą liczyć tylko na siebie. Moja 14-letnia córka przeżyła szok kulturowy: brak bieżącej wody, toaleta w oborze, okna pozabijane na stałe, bo zimą są 40-stopniowe mrozy – opisuje pani Bernadetta.

Ze wzruszeniem stwierdza, że Polacy w Kazachstanie zachowali prawdziwą polskość oraz szczery patriotyzm. Kiedy dostawali flagi polskie, to je całowali z szacunkiem, podobnie było z różańcami i obrazkami np. Jezusa Miłosiernego. Do dzisiaj w domach modlą się po polsku, choć Msze św. doprawiane są w języku rosyjskim.

– Bardzo cieszyli się z przywiezionych darów, ale najbardziej wzruszali naszą obecnością. Rzadko zdarza się, że ktoś z Polski tam przyjeżdża. Byli wdzięczni za to, że o nich nie zapomniano. Pożegnania z nimi były niesamowite. Wychodzili na ulice, machali. Czułam się, jakbym wyjeżdżała na emigrację i zostawiała własnych rodziców – mówi pieszyczanka.

W miejscowości Kokczetaw wolontariusze spotkali się z członkami Związku Polaków. Działa tam m.in. zespół ludowy „Polanie”, a wielu rodaków uczy się polskiego.

– Kursy odbywają się 7 dni w tygodniu. Oni bardzo chcą wrócić do Polski. Wielu złożyło dokumenty, czeka na repatriację – informuje B. Szczypka.

Wyjazd zorganizowałaFundacja Studio Wschód i Ministerstwo Spraw Zagranicznych przy wsparciu powiatu dzierżoniowskiego.