Wałbrzych padł na kolana pod krzyżem

ks. Przemysław Pojasek ks. Przemysław Pojasek

dodane 14.09.2019 13:41

Parafia przy wałbrzyskim sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego zorganizowała całonocne czuwanie w ramach akcji Polska pod Krzyżem.

Przez całą noc wałbrzyszanie czuwali na modlitwie pod krzyżem. Przez całą noc wałbrzyszanie czuwali na modlitwie pod krzyżem.
ks. Przemysław Pojasek /Foto Gość

Godzina po godzinie 13 września w kościele na Podzamczu gromadziły się przyparafialne wspólnoty, ale i mieszkańcy największego miasta w diecezji, by wspólnie adorować Najświętszy Sakrament, śpiewać Gorzkie Żale czy uczestniczyć w nabożeństwie Drogi Krzyżowej. To ostatnie poprowadził o północy ks. Jan Gargasewicz, proboszcz parafii.

- Nie wyobrażam sobie, aby w diecezjalnym sanktuarium, poświęconym właśnie krzyżowi, nie uczcić tak ważnej inicjatywy. Chcieliśmy, by w to czuwanie włączyła się nie tylko nasza parafia, ale i całe miasta. Za pomocą plakatów informowaliśmy dużo wcześniej całą diecezję, zapraszając do wspólnej modlitwy. Trochę osób odpowiedziało swoją obecnością. Najwięcej ludzi było na Mszy św. połączonej z nabożeństwem fatimskim, a później w zależności od godziny było po kilkadziesiąt osób na każdym z punktów - ocenia proboszcz.

W czasie modlitwy Gorzkimi Żalami wikariusze głosili słowo Boże, koncentrując jego treść na tajemnicy krzyża.

- Polska pod krzyżem. Możemy tego doświadczyć, patrząc na krzyż górujący w naszej świątyni. Stajemy tutaj przed Chrystusem obecnym w Najświętszym Sakramencie jako Polacy, jako dzieci jednego Boga, którzy swoją ojczyznę mają w niebie. To ono jest celem naszego życia. Gromadzimy się na tej modlitwie, by wspólnie stanąć pod krzyżem. Znamy scenę spod krzyża, gdzie spotykamy św. Jana i Maryję. Chcemy dziś siebie zobaczyć na Kalwarii i odpowiedzieć na pytanie Chrystusa o to, czy chcę przyjąć swój krzyż. Czym dla mnie on jest? Czy lepiej jest mi iść przez życie z nim, czy raczej bez niego? W odpowiedzi może nam pomóc pewna historyjka, w której pewien człowiek, niosąc swój krzyż, a jednocześnie widząc innych ze swoimi, postanowił sobie odjąć ciężaru. I co kilkanaście, kilkadziesiąt metrów skracał niesione belki. Dzięki temu szedł szybciej, mniej się męczył. Ale kiedy wraz z innymi dotarł do przepaści, okazało się, że jego krzyż jest zbyt krótki, by mógł po nim przejść na drugi brzeg - opowiadał ks. Dawid Fiołek, pokazując wartość niesienia życiowych krzyży.

Ostatnim punktem czuwania była poranna Msza św. w sobotę 14 września. Po południu natomiast odbyła się Msza św. odpustowa, której przewodniczył bp Adam Bałabuch.