Małą Natalię ochrzczono w rycie trydenckim

Agnieszka Olipra

|

Gość Świdnicki 45/2019

dodane 07.11.2019 00:00

Państwo Haudowie postanowili włączyć swoją córeczkę do wspólnoty Kościoła, korzystając z rozbudowanej liturgii chrzcielnej sprzed reformy soborowej.

Po obrzędach w przedsionku nastąpiło wprowadzenie dziewczynki do świątyni. Po obrzędach w przedsionku nastąpiło wprowadzenie dziewczynki do świątyni.
Agnieszka Olipra /Foto Gość

W niedzielę 27 października w kościele Świętego Krzyża w Świdnicy zgromadzili się rodzina i znajomi oraz osoby skupione w Duszpasterstwie Wiernych Tradycji Łacińskiej.

Przeżyli niecodzienną uroczystość – chrzest w rycie trydenckim.

– Jak dotąd w ten sposób włączyliśmy do wspólnoty wierzących pięcioro dzieci. Ostatni chrzest miał miejsce trzy lata temu – informuje ks. Julian Nastałek, odpowiedzialny za tradycjonalistów.

Nadzwyczajna forma liturgii łacińskiej jest bardziej złożona, charakteryzuje się większą ilością modlitw i gestów. Również chrzest jest ubogacony, rozszerzony o elementy, które w liturgii posoborowej skrócono lub usunięto. I tak obecni na niedzielnej uroczystości byli świadkami m.in. wprowadzenia dziecka do kościoła, egzorcyzmu soli, namaszczenia piersi i ramion dziecka olejem katechumenów oraz dialogu księdza z dzieckiem, w którego imieniu odpowiadali chrzestni.

Joanna i Krzysztof Haudowie od kilku lat uczestniczą w Mszach i nabożeństwach trydenckich, więc konsekwentnie poprosili o chrzest w tym rycie.

– Ważne dla nas było odcięcie się od zła poprzez egzorcyzmy, których w tym rycie jest więcej – stwierdza Joanna Hauda, mama Natalii.

Istotę tej części sakramentu wyjaśnia ks. Dominik Ostrowski, który ochrzcił niemowlę.

– W starej liturgii egzorcyzmy są mocniejsze. Kościół wyraźniej zwraca się do szatana i egzorcyzmem wypędza go od dziecka, nie z dziecka. Modlitwy te poprzedzają istotny znak nałożenia ręki na dziecko w geście błogosławieństwa i daru Ducha Świętego – mówi liturgista.

Dla Joanny Haudy ważna była celebracja wejścia dziecka do kościoła – w rycie trydenckim jest fizyczne przejście przez próg i wprowadzenie przez księdza.

– Kapłan najpierw nakłada koniec stuły na dziecko, a potem prowadzi wszystkich do wnętrza. Te wstępne obrzędy wyraźnie ukazują, że chrzest jest darem Kościoła, który bierze nowego wyznawcę w swoją opiekę duchową. Co ciekawe, idąc przez świątynię, wypowiada się na głos wyznanie wiary i modlitwę „Ojcze nasz”. Nie jest to jakieś zwykłe przejście, ale wejście w przestrzeń Bożej łaski, Bożego dziecięctwa – podkreśla celebrans.

W chrzcie w rycie trydenckim ważniejszą rolę od rodziców biologicznych odgrywają rodzice chrzestni. To oni w imieniu dziecka prowadzą dialog z kapłanem. Również kolory mają w tym obrzędzie duże znaczenie. Pierwsza część liturgii, w drzwiach kościoła, sprawowana jest w kolorze fioletowym, dlatego że towarzyszą jej elementy pokutne i egzorcyzmy, natomiast druga, przy chrzcielnicy – w kolorze białym, uroczystym.

Przygotowanie do obrzędu jest niezwykle bogate. Samo poświęcenie wody trwa pół godziny.

– Błogosławieństwo wody chrzcielnej w starej formie jest rozbudowane. Liczne modlitwy sięgają bardzo szeroko do biblijnych wątków, idą za tym gesty, m.in. rozdzielenie wody i wylanie odrobiny na cztery strony świata czy tchnienie nad wodą, co nawiązuje do łacińskiego psyche, czyli duszy, a więc oznacza nadanie wodzie nowej właściwości duchowej. W tej wodzie miesza się uroczyście oleje krzyżma i katechumenów, staje się ona jakby źródłem namaszczenia duchowego – wyjaśnia gesty ks. Ostrowski.

Krzysztof Hauda docenia bogactwo treści liturgii sprzed reformy soborowej. – Widzimy, że wiele obrzędów jest współcześnie upraszczanych, a nam zależało na niespiesznym i podniosłym obrzędzie – stwierdza tata Natalii.

– Kościół katolicki pozwala na sprawowanie liturgii łacińskiej w formie nadzwyczajnej, aby wyjść naprzeciw pragnieniom tych wiernych, którzy czują potrzebę karmienia się treściami starszej liturgii. Chrzest w formie nadzwyczajnej jest więc z jednej strony normalnym obrzędem Kościoła, ale z drugiej strony ubogaconym, rozszerzonym o elementy, które w zreformowanej liturgii skrócono lub usunięto ze względu na wymóg prostoty i jasności. Dlatego nadzwyczajna forma nie może być postrzegana jako lepsza lub gorsza, ale jako bogatsza w jedne elementy, a uboższa w inne, np. lekturę Biblii – podsumowuje ks. Ostrowski, wykładowca liturgiki w świdnickim Wyższym Seminarium Duchownym.