Słowa mają moc

Kamil Gąszowski

|

Gość Świdnicki 10/2020

publikacja 05.03.2020 00:00

Opisują rzeczywistość, w której żyjemy, ale też tę rzeczywistość kreują. Boleśnie doświadczył tego bohater monodramu „Ja jestem Żyd z Wesela”.

Zbigniew Waleryś znany jest m.in. z serialu „Pierwsza miłość”. Zbigniew Waleryś znany jest m.in. z serialu „Pierwsza miłość”.
Kamil Gąszowski

Tekst sztuki, którą 8 marca w świdnickim teatrze zagra Zbigniew Waleryś, jest adaptacją opowiadania Romana Brandstaettera pod tym samym tytułem. Opisuje ona kulisy wydarzenia uwiecznionego w „Weselu” Stanisława Wyspiańskiego.

Głównym bohaterem jest Hirsz Singer, właściciel karczmy, w której odbywało się wesele. Historia spisana przez Wyspiańskiego była prawdziwa, a po premierze dramatu do karczmy zaczęli przyjeżdżać artyści z całego Krakowa. – Żona i córka, Pepa Singer, która jest pierwowzorem Racheli z „Wesela”, dawały im na kredyt alkohol i jedzenie. W pewnym momencie stwierdziły też, że przejdą na wiarę katolicką – opowiada o spektaklu aktor Zbigniew Waleryś. – Hirsz Singer postanowił wziąć rozwód z żoną, zostawić wszystko rodzinie i przenieść się do domu starców na Kazimierz w Krakowie. Ze sobą zabrał tylko Pismo Święte – dodaje.

– Tak do końca nie wiadomo, czy jest to fikcja literacka Romana Brandstaettera, czy też te wydarzenia rzeczywiście miały miejsce. Tajemnicę zabrała do grobu w 1957 r. Pepa Singer – mówi Zbigniew Waleryś, od kilku lat mieszkaniec Świdnicy. Pomimo tego, że od tych wydarzeń minęło przeszło sto lat, wnioski, jakie płyną z historii karczmarza z Bronowic Małych, są nadal aktualne. – Dla niego świat bohemy krakowskiej był zupełnie obcy. On chciał być wierny swojej religii – mówi pan Zbigniew. – Mnie najbardziej w tej sztuce interesuje właśnie to, na ile można ingerować w cudze życie i je upubliczniać – dodaje. Zbigniew Waleryś ceni sobie prywatność i nad czerwone dywany, ścianki czy udział w programach rozrywkowych stawia ciężką pracę i ciągły rozwój aktorskiego warsztatu.

W życiu zawodowym kieruje się maksymą, którą usłyszał od swojego profesora Igora Przegrodzkiego: „Kochaj teatr w sobie, nie siebie w teatrze”. Jest wierny tej zasadzie i chociaż jego kariera zawodowa rozkwitła dosyć późno, czuje się człowiekiem spełnionym. Zresztą nie tylko potrzeba zachowania prywatności i niezależności upodabnia go do głównego bohatera granego przez siebie monodramu. – Wyjeżdżając na emigrację, zabrałem ze sobą dwie pozycje: Pismo Święte i „Historię Teatru Świata” – wspomina aktor, opowiadając o czasach, kiedy pracował w Niemczech, Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. – I to Pismo Święte jest ze mną cały czas, także w momentach, które są trudne. Myśli zapisane w Biblii pozwalają mi przetrwać pewne burze. To jest dla mnie bardzo ważne – dodaje.

Jak twierdzi, wiara daje mu możliwość lepszego zrozumienia tego, co robi. Uczy go także pokory i chroni przed próżnością, na którą każdy artysta jest przecież narażony. Momentem przełomowym w jego życiu zawodowym była nagrodzona na wielu międzynarodowych festiwalach rola Dionizego, męża romskiej poetki Bronisławy Wajs, w filmie „Papusza”. Na potrzeby tej produkcji nauczył się języka romskiego, a także gry na harfie. Spędził również wiele czasu pośród społeczności cygańskiej. To była też rola, w której znowu losy granej przez niego postaci przeplatają się z jego własną biografią. – Kiedy okazało się, że zagram Dionizego, reżyserzy Joasia i Krzysiu Krauzowie, gdy opowiedziałem im historię mojego życia, emigracji i powrotów oraz corocznych przeprowadzek z rodziną, stwierdzili, że w zasadzie całe życie przygotowywałem się do tej roli – mówi Zbigniew Waleryś.

– Rzeczywiście lubię zmiany – dodaje. To właśnie potrzeba ciągłej zmiany doprowadziła go do decyzji o zamieszkaniu w Świdnicy. Urodzony w Wąsoszu na Dolnym Śląsku, całe młodzieńcze życie spędził w niedalekiej Górze. – Szukaliśmy z synem jakiegoś miejsca niezbyt dalekiego od naszej rodzinnej Góry. Wrocław jest zbyt dużym molochem. Padło właśnie na Świdnicę, ze względu na to, że jest to urocze, piękne miasto, które ma swój klimat – mówi Z. Waleryś, który na deskach świdnickiego teatru wystąpi po raz pierwszy.